Jestę z powrotem ;) zaczynam nowe opowiadanie.. trochę moze być skomplikowane, bo mam jego różne fragmenty zapisane w zeszytach od matmy, chemii i jeszcze fizyki... xD hahah :D ja nwm, po co właściwie chodzę do tej szkoły, jak i tak całymi dniami się nudzę... ;>
Przejście.
Patrzę na pustą kartkę w szare linie. Powoli moją głowę wypełniają słowa, najpierw chaotycznie, a później same sklecają się w spójną całość. Nie znajdują jednak swojego miejsca na papierze. Wzlatują bardzo wysoko, w eter. Znikają, tworząc nierealny most między mną, a... no właśnie, czym? Bo coś na pewno, jest na końcu mostu.
Z ciekawością stawiam pierwszy krok, później następny. I zanurzam się całkowicie w srebrzystej mgle. Właściwie to ona pochłania mnie. Znikam tak, jak wcześniej moje słowa. Dematerializuję się. Lecę, płynę, biegnę i spadam. Bo nagle już nie ma mostu, nie ma słów, nie ma nawet kartki, wszystko znika, a z tym wszystkim znikam również i ja.
Czuję nicość i jej niespokojny oddech. Włosy falują na tym pustym wietrze, wciskając się wszędzie: do oczu, ust, nosa... Nie mogę krzyczeć, nie mogę oddychychać. Ciśnienie bezlitośnie naparło na moją czaszkę. Słyszę tylko ogłuszający szum.
Ból rozsadza mnie całą. Nogi, ręce, brzuch-wszystko płonie żywym ogniem.
I nagle się kończy.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Nicość zniknęła, jak również wszystkie jej niedogodności. Udało mi się! Z głębokim westchnieniem położyłam się na miękkiej, zielonej trawie. Zrobiłam w niej radosnego anioła i zapatrzyłam się w niebo. Zmarszczyłam czoło widząc jego czerwoną barwę i trzy niebieskie słońca. A z resztą. Udało mi się ! DOtarłam tu!
Odetchnęłam pełną piersią i zaraz też się zakrztusiłam. Powietrze było przesiąknięte metalicznym zapachem, lekko zachodzącym zgnilizną, do tego fruwały w nim jakieś podejrzane drobinki. Fuj. Trawa też wydała mi się jakaś dziwna... kleista, pociągła i wydająca głośne... westchnienia ...?!
Zerwałam się na równe nogi i krzyknęłam. Spod zielska wyłoniły się nagle cztery pary smolistych oczu, a podłoże zadrżało. Usłyszałam głośny wrzask. Niespodziewanie pod moimi stopami otworzyła się głęboka przepaść, najeżona białymi kłami i wypełniona skręconym, różowawym językiem. Zachwiałam się i wpadłam w mroczną czeluść.
Krzyczałam w niebogłosy. Moja poprzednia radość się całkowicie ulotniła, a zastąpiła ją lodowata panika Zahaczałam raz po raz o ostre zębiszcza, które zaczęły się robić coraz dłuższe i i większe. Oplótł mnie długi jęzor potwora i mocno zdusił. "Boże, chyba umieram". Ta przerażająca myśl zmroziła mi serce, zaciekle walczące z brakiem tlenu.
I nagle stwór wrzasnął wściekle. Fala dźwiękowa mnie ogłuszyła, a kurczący spazmatycznie język odebrał dech. Ostatnim, co zobaczyłam, był wielki, zaostrzony trzonowiec, pędzący prosto w moją stronę.
A potem była juz tylko ciemność.
cdn.
resztę dodam później, w zależności, czy znajdę chwilę ;) hahah :D taki joke :> Lecę gadaać na skypiee, mam nadzieję, że dołączą dziewczyny ;)
Dzisiaj był fazowy dzieeń.. szkoda, że już się kończy! :D
Więcej takich sobót proszę, a najlepiej to by było, gdyby zaczęły się już wakacje ;33
Dzisiaj planuję maraton 'Archiwum X' :D hahaha :D boskoo bd ! :D
Naraziooochaa ! :**
a ze mna to juuz nie chcesz gadac na skypie !
OdpowiedzUsuńszybciej ty dodawaj te ciągi dalsze, bo sie nie moge doczekac! :P
OdpowiedzUsuń