No siema :D jesteś tu? przeczytaj co-nieco. ;) Skomentuj... masz klawiaturę, c nie? :D Na pewno nie ugryzie Cię w palec, jeśli coś tu napiszesz :] Lubię słuchać opinii innych ludzi, interpretować ich interpretacje... ;> takie zapętlenie, zwane rozmową, też to lubię ;) jeśli się wstydzisz publisznie- w.asp@wp.pl - to mój e-mail :D możesz coś do mnie naskrobać ;)

poniedziałek, 25 marca 2013

'tytuł'

Cześć :D Co tam słychaać? ;> Zaczęłam pisać nowy wieersz ;3 naszła mnie weena, juz dawno nie miałam pomysłu! :D tym bardziej mnie to cieszy ! po prostu uwielbiam to uczucie, gdy mogę przelać na papier wszystko to, co mnie aktualnie zajmuje, gdy te wszystkie myśli się porządkują na jeden moment i przestają być chaotyczne... gdy wszystko zaczyna się układać w jedną całość, a same rozmyślania nabierają sensuu... <3


A gdyby tak, zapomnieć...?
Uwolnić się od nadmiaru wspomnień,
od ciężaru przykrych wrażeń,
i od niespełnionych marzeń?

A gdyby tak odciąć,
pępowinę dorastania
i po prostu nie dorosnąć?

I iść pod niezmierzony, ludzki prąd,
wysupłać się z kleistego tłumu,
od niczego nie myjąc rąk,
nie słuchając życiowego szumu?

A gdyby tak pójść na przekór,
wszystkim tym głośnym zasadom,
lecz te cichsze także łamiąc?

Ale można też stanąć w miejscu,
spojrzeć za siebie,
choć miało się nie oglądać
i pozwolić wrócić wspomnieniom.

Jaaaa... koniec weenyy ;c później coś dopiszę. :D zaraz leecę do muzyczneeej , wgl, muszę napisać reportaż na polaakaaa i opowiaadaaniee, jaa, suupeerererer, zaraz zacznę pisaać :33

A na raziee , paaa ! :**

sobota, 23 marca 2013

Cd :D

No witam ponownie, w ten jakże urzekający, środowy wieczór. ;D Hahaha :D Z najnowszych nowości powiem tylko tyle, że zyskałam mnóstwo czasu na pisanie nowych opowiadań, przez to że mam skręconą kostkę, i muszę siedzieeć w doomu.. nudzi mi się niezmiernie, z małymi wyjątkami; jak piszę, przychodzą dziewczyny, albo gadam na skypie... a tu macie ode mnieee kolejną część opowiaadaaniaa ;)


'
on służy do zabijania-słowa Amaela odbiły się głośnym echem w mojej głowie- i tylko ty o tym możesz wiedzieć'. To było proste. Nóż, a właściwie sztylet niepozornego rozmiaru, bardziej przypominał obieraczkę do ziemniaków niż broń. Ale pozory myliły. Dzięki temu można było go ukryć, przenieść i mieć przy sobie, bez wzbudzania niepotrzebnych podejrzeń.
   Sięgnęłam z półeczki małe, lakmusowe puzderko i wtarłam w bladą twarz jego zawartość. Zaraz też moja skóra zabarwiła się na czarci, czerwony odcień. To był rytualny makijaż skrytobójczyń, chociażby na czas narad, czy wykonywania zleceń. Byłyśmy z natury demonami, więc zewnętrznie też powinnyśmy je przypominać. Bo przecież, kogóż innego niż nocne demony, nie cieszy śmierć innego człowieka?
   Spojrzałam w lustro. Bynajmniej, wyglądałam jak przydrożne straszydło.. czarne włosy w nieładzie, i równie czarne oczy, żarzące się nieziemsko. nieludzko.Po plecach przebiegły mi zbłąkane dreszcze. Sama siebie przerażałam.
   Wróciłam do pokoju. Amael czekał na mnie. Podał mi czarny, atłasowy płaszcz i uniósł pytająco brwi.
-Myślałem, że nie lubisz się charakteryzować.
-Bo nie lubię.- wzruszyłam ramionami.- Ale czasami trzeba.
   A prawda była taka, że chciałam się po prostu ukryć... schować przed własnym strachem. Nie pokazywać zmęczenia ani tych sińców, które wykwitły mi pod oczami..
   Po prostu.. pokazać, że nie jestem miętka.
   Zarzuciłam płaszcz na ramiona i przytroczyłam sztylet do pasa. Z ciekawością sięgnęłam po białą kopertę, w której znajdowało się moje najnowsze zlecenie. Imię jakiegoś biedaka, który w czymś komuś zawinił. Otworzyłam ją. tak powoli, bez pośpiechu. Delektując się narastającym podnieceniem. Zajrzałam do środka. I zaraz odskoczyłam jak poparzona, zrzucając kopertę na podłogę.
    Z jej wnętrza wypełzły niezliczone ilości małych pajączków i rozbiegły się po całym pokoju. Były czarne, z czerwonym kwadratem na grzbietach. lekko przestraszona wzięłam ją z powrotem w dłonie i wyjęłam małą karteczkę ze środka.
   No dobra. Kogo miałam zabić znowu?
 ____________
   Spojrzałam przerażona na Amaela. Na kartce były wyraźnie napisane; moje imię i nazwisko.


Ooooł jee zioomeczki, nie piszę 'cdn' bo to się rozumie samo przez się. d; hahahaha :D spoko dzionek, i tyle Wam powiem, jestem przeziębiona, obgadały mnie starsze ciotki, przebrnęłam przez porządki w pokoju, ale żyję i to się chyba liczy ;)
na razie spaaadaaam ! :D paaa ;**

poniedziałek, 18 marca 2013

d-.-b

Poniedziałek :D No poniedziałek, ziomki, poniedziałek. Czy muszę dodawać coś jeszcze? :DD
Jutro zawoody z koszaaa, nie mogę się doczekać
! :D hahahaha :D


Klaustrofobia.
    Ściany powoli zbliżały się, a przestrzeń coraz bardziej kurczyła. Zaczęło mi brakować powietrza. Serce panicznie zatrzepotało, gdy światło nagle zgasło, pogrążając mnie w nieprzeniknionej ciemności. Ciśnienie naparło na moją czaszkę i poczułam, że paraliżuje mnie zimno. Ściany były coraz bliżej, osaczały mnie, powoli miażdżyły. Nie mogłam się ruszać, nie mogłam oddychać!
   Spokojnie, spokojnie, spokojnie, muszę się uspokoić! Wdech, wydech, wdech.... i krztuszę się. Nie mogę powstrzymać paniki. , zaczynam krzyczeć i kurczyć się, już niemal czuję jak moje kości pękają pod naporem ścian. W mózgu bębni mi tylko jedna myśl: umierasz, umierasz, umierasz, umierasz, umierasz....! Z oczu lecą mi łzy grubym potokiem, dławię się nimi, nie mogę oddychać...
*   *   *
   I w tedy się budzę. Dyszę ciężko, nadal przerażona. Rozglądam się po pokoju, wszystko jest na swoim miejscu; meble, dywan, panoramiczne okno i otwarte drzwi, w których stoi Amael.
-Znów miałaś koszmary.- bardziej stwierdza niż pyta i siada obok na łóżku.\ Chce mnie przytulić. Odrzuciłam gniewnie kołdrę i zeskoczyłam na podłogę.
-Nieprawda.- burczę w jego stronę. Kłamię. Nie chcę jego litości.
-Przecież widzę.- Amael podchodzi i odgarnia mi splątane włosy z twarzy. Nie czekając na moją reakcję mocno mnie przytula.
    Niezgrabnie zdołałam się wyplątać z jego objęć. Chwyciłam z krzesła mój nóż i ubranie zwiadowcy i poszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby widział moją twarz.
*  *  *
     Nie lubiłam tej łazienki. Była straszna. Lustro było straszne. Ten wypłosz, który się w nim odbijał, też był straszny. Zlew i wanna- do nich lepiej było się nie zbliżać. Karaluchy i jakieś inne robactwo urządziły sobie w nich posiadówkę. Z kafelków i sufity zwieszały się płaty pleśni. Fuuuuj.
    Założyłam skórzane buty, piżamę zamieniłam na czarne spodnie i białą koszulę. Do pasa przytroczyłam srebrny sztylet. Błyskał złowrogo w świetle starej jarzeniówki. 'On służy do zabijania. I tylko to powinnaś o nim wiedzieć;. Słowa Amaela zadźwięczały mi nagle w głowie, przypominając o nowym zadaniu.

cdn.

Znowu cdn, ale no niestety pokłądy mojej wyobraźni cały czas żądają ujścia na zewnątrz i nie nadążam... i z pisaniem nowych rzeczy i z kończeniem starych. No cóż. :D Gadam sb teraz z Mnichem na skaaajpaaaju, i ogl, zaraz do muzycznej leceęę :D Paaa ! :*

sobota, 16 marca 2013

.

Jaaa , 200 wyświetleeń, no fajnie, fajnie :D
Dzięki, że czytacie ;)
Fazaaa :D

-no po prostu radocha- ;33

Okok. :D

Jestę z powrotem ;) zaczynam nowe opowiadanie.. trochę moze być skomplikowane, bo mam jego różne fragmenty zapisane w zeszytach od matmy, chemii i jeszcze fizyki... xD hahah :D ja nwm, po co właściwie chodzę do tej szkoły, jak  i tak całymi dniami się nudzę... ;>
Przejście.

  Patrzę na pustą kartkę w szare linie. Powoli moją głowę wypełniają słowa, najpierw chaotycznie, a później same sklecają się w spójną całość. Nie znajdują jednak swojego miejsca na papierze. Wzlatują bardzo wysoko, w eter. Znikają, tworząc nierealny most między mną, a... no właśnie, czym? Bo coś na pewno, jest na końcu mostu.
    Z ciekawością stawiam pierwszy krok, później następny. I zanurzam się całkowicie w srebrzystej mgle. Właściwie to ona pochłania mnie. Znikam tak, jak wcześniej moje słowa. Dematerializuję się. Lecę, płynę, biegnę i spadam. Bo nagle już nie ma mostu, nie ma słów, nie ma nawet kartki, wszystko znika, a z tym wszystkim znikam również i ja.
   Czuję nicość i jej niespokojny oddech. Włosy falują na tym pustym wietrze, wciskając się wszędzie: do oczu, ust, nosa... Nie mogę krzyczeć, nie mogę oddychychać. Ciśnienie bezlitośnie naparło na moją czaszkę. Słyszę tylko ogłuszający szum.
  Ból rozsadza mnie całą. Nogi, ręce, brzuch-wszystko płonie żywym ogniem.
   I nagle się kończy.

  Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Nicość zniknęła, jak również wszystkie jej niedogodności. Udało mi się! Z głębokim westchnieniem położyłam się na miękkiej, zielonej trawie. Zrobiłam w niej radosnego anioła i zapatrzyłam się w niebo. Zmarszczyłam czoło widząc jego czerwoną barwę i trzy niebieskie słońca. A z resztą. Udało mi się ! DOtarłam tu!
  Odetchnęłam pełną piersią i zaraz też się zakrztusiłam. Powietrze było przesiąknięte metalicznym zapachem, lekko zachodzącym zgnilizną, do tego fruwały w nim jakieś podejrzane drobinki. Fuj. Trawa też wydała mi się jakaś dziwna... kleista, pociągła i wydająca głośne... westchnienia ...?!
  Zerwałam się na równe nogi i krzyknęłam. Spod zielska wyłoniły się nagle cztery pary smolistych oczu, a podłoże zadrżało. Usłyszałam głośny wrzask. Niespodziewanie pod moimi stopami otworzyła się głęboka przepaść, najeżona białymi kłami i wypełniona skręconym, różowawym językiem. Zachwiałam się i wpadłam w mroczną czeluść.
  Krzyczałam w niebogłosy. Moja poprzednia radość się całkowicie ulotniła, a zastąpiła ją lodowata panika Zahaczałam raz po raz o ostre zębiszcza, które zaczęły się robić coraz dłuższe i i większe. Oplótł mnie długi jęzor potwora i mocno zdusił. "Boże, chyba umieram". Ta przerażająca myśl zmroziła mi serce, zaciekle walczące z brakiem tlenu.
  I nagle stwór wrzasnął wściekle. Fala dźwiękowa mnie ogłuszyła, a kurczący spazmatycznie język odebrał dech. Ostatnim, co zobaczyłam, był wielki, zaostrzony trzonowiec, pędzący prosto w moją stronę.
A potem była juz tylko ciemność.
cdn.


resztę dodam później, w zależności, czy znajdę chwilę ;) hahah :D taki joke :> Lecę gadaać na skypiee, mam nadzieję, że dołączą dziewczyny ;)
Dzisiaj był fazowy dzieeń.. szkoda, że już się kończy! :D
Więcej takich sobót proszę, a najlepiej to by było, gdyby zaczęły się już wakacje ;33
Dzisiaj planuję maraton 'Archiwum X' :D hahaha :D boskoo bd  ! :D

Naraziooochaa ! :**

No siema :3

No witam ponownie :D Soreeczka, że tak długo nic nie dodawałam, ale po prostu miałam duużo zajęć i mało weny... hahhahaha :D ale to już raczej za mną ;)
musiałam się obudzić. Po prostu obudzić z tego żalu. Dzięki tym kilku osobom, które były przy mnie i bardzo pozytywnie mnie nastawiały udało mi się ;> A co u Was? Miło by było, zobaczyć jakiś komentarz pod wpisem, niekoniecznie pod tym ;DD Klawiatura nie gryzie, ziomki, piszcie co sądzicie!

- z góry sorki, za taki długi wiersz, ale chciałam się nim podzielić- ;))
Szara satyra.

Tragedia ludzkiego życia,
polega właśnie na tym,
że bliscy jesteśmy utycia,
przez ten nasz dziwny fanatyzm
-nienaturalny-.
Co dzień rozdyma nas
telewizyjna gadka-szmatka,
radiowe przekazy dla mas,
ogólny głośny jazgot
-medialny-.
Tkwimy między życiem
z oper mydlanych,
a życiem własnym
już gorzej reklamowanym.
Bo jesteśmy jak te ludziki zielone,
uwięzione w planie ewakuacji
co zawsze w biegu są uśpione,
w wiecznej panice zamrożone.
Stoją tak po środku,
bez niczego przed sobą,
i za sobą także,
ślepo wierząc białej strzałce,
z tego planu ewakuacji.
strzałka wręcz wrzeszczy i krzyczy:
'Tam idź ludziku!'
A ludzik natychmiast biegnie,
choć to droga do nikąd.
Każdy z nas ma w sobie
coś z takiego ludzika właśnie,
gdy w społeczeństwie jesteśmy szarzy,
pod mediów rozkazem.
Tulą nas te medialne zabobony,
co wieczór do snu układają,
koniczyny, grosiki, na miotle matrony,
co nad ludzkim pechem 'władają'.
Zaś noc nakłada nam na oczy,
swe mroczne knowania,
horroru swąd uroczy,
warty po wsze czasy zapamiętania.
I  budzi nas rano,
despotycznego tajmera wrzask,
najlepszego w życia układaniu,
w ustalaniu grafiku dnia.
I idziemy do pracy białą ścieżką,
ludzie zielono-szarzy,
w swej szar-zielonej niedoli,
gdy poglądy nasze klecą,
po kolei każda z gazet.
Bo celebrytów i polityków bycie,
tak bardzo nas przecież rajcuje,
i marzymy, tak bardzo skrycie,
o zamianie ich i naszego życia.
Bo człowieka zajęcie,
to głównie jest marzenie,
o szklanych górach,
o niebieskich migdałach myślenie,
całodobowe bujanie w telewizyjnych chmurach.

-ah, gdyby na marzeniach można było zarabiać.-

Kręcimy swe tryby zapracowane,
do upadłego, tak ciągle nakręcane,
z ukrytej chciwości,
lub całkiem jawnej....
Pracujemy bardzo cięzko !
W jednym tylko celu...
by móc obejrzeć choć jedną
z tych nowych telenoweli ;)
Plus cały zestaw 'faktów',
filmów, spis hitów cenowych,
dokumentów, wywiadów,
bloków reklamowych całodobowych.
Ja coś o tym wiem, bo widziałam,
przez okno niezasłonięte,
wszystkie te klapki na ich oczach zatrzaśnięte,
gdy żują ten caały doczesny chłam.
Gdy wracają już wieczorem,
z własnych myśloodsiewni,
do innych myśloodsiewni,
chowając zmartwienia pod stołem,
od tych zmartwień zniszczonym.
I wyciągną z powrotem te zmartwienia spod stołu,
pogłaszczą je, pomiętoszą, popieszczą,
zasiądą z nimi przed telewizorem,
obejrzą wiadomości.
Jazgot się miele w trybikach,
a olej powoli wysącza z głowy,
bo człowiek ginie gdzieś w neewsweekach,
między sportem a pogodą.
Bo po drugiej stronie szkła,
wszystko jest bardziej możliwe,
lepszych barw nabiera świat,
wygięty i falowany, jak w malignie.
Te problemu spod stołu,
nagle stają się malutkie i śmieszne,
gdy serialowi kochankowie,
schodzą się nareszcie.

Koniec spotu.
Ekran zgasł.

I człowiek zasypia zmęczony,
w świetle starej lampy,
ze zmartwieniem obok głowy,
również zaspanym.
Aż tu się skrada budzik,
łasi się do nóg człowieka,
a potem wspina na półeczkę
i przyczajony na ranek czeka.
Myślę, że utknęliśmy, gdzieś właściwie pomiędzy:
między tele-kanałami w liczbie tysiąc pięć,
a krwawymi pieniędzmi.
A ja już coś o tym wiem,
bo widziałam,
przez domów okna niezasłonięte,
ludzi i ich bezmyślnie zlasowane ciała.

Buuum. Koniec ;> Wytrwaliście do końca ..? hahahah :D Wiersz powstały na matmie , widać, ze mi się na niej ewidentnie nudzi, c nie ? :DD nie ma to jak przemyślenia Oliwki ;) heheh :D
niestety powiem Wam, ze na razie odłożyłam pisanie dalszej części 'Szczęk 4'. Sama już nie wiem, i nie pamiętam, jak to wszystko miało się tam zakończyć.... jak sobie przypomnę, to napiszę ;)
sobota leci ciekawie, w rytmie NDK :D hahaha :D fazaa . byłam na próbie, dzisiaj trochę coś nie pykło, ale i tak jest okeej :D dokopałam się w piwnicy do moich ostatnich szpargałów, ale niestety jeszcze dwa z moich dawnych notatników pozostają zaginione ;< no nic...
na razie się odmeldooowuuuję ! :D

niedziela, 3 marca 2013

Czarne chmuryyy.

I po pogrzebie, po stypie. Wszystko jakby ostygło- każdy stara się zapomnieć. Ale dlaczego mi jest tak trudno ? Jak można wrócić do rzeczywistości, po śmierci? W duchu liczę na to, że świat nie pędzi ku końcowi. Z drugiej strony, to by było nawet wygodne.

A z resztą. Wiem, że za kilka dni mi przejdzie, ten negatywny nastrój, ale pamięć na peewno zostanie. Strach. I nadzieja.

Pustka wierci czarną dziurę,
w samym centrum atmosfery,
na padole, tuż pod chmurą.

I zdziwienie.I niepewność.
Czy dzieje się to, co się dzieje?

Wszystkie dusze mniej lub bardziej
liryczne płaczą.
za wujkiem, bratem, mężem, tatą.

Co dziwniejsze, jak ten człowiek niegdyś kochany,
zmieścił się w małej urnie,
na styk i wymiar, dokładnie upchany?

Może to dlatego, że zniknęły
ulotnej duszy,
niecierpliwe 22 gramy...



Dobrze, że nie było mnie dzisiaj w szkole. Sama przypominam trupa. I fizycznie i psychicznie.
https://www.youtube.com/watch?v=ORvBUL0Vrxk


Dzięki, że jesteście, Dziewczyny :**


Sajonara.