No siema :D jesteś tu? przeczytaj co-nieco. ;) Skomentuj... masz klawiaturę, c nie? :D Na pewno nie ugryzie Cię w palec, jeśli coś tu napiszesz :] Lubię słuchać opinii innych ludzi, interpretować ich interpretacje... ;> takie zapętlenie, zwane rozmową, też to lubię ;) jeśli się wstydzisz publisznie- w.asp@wp.pl - to mój e-mail :D możesz coś do mnie naskrobać ;)

wtorek, 26 lutego 2013

A miało być.

czarno, czarno, ja po prostu czarno to wszystko widzę.
 Przepraszam. Ale znów tak jest, że miało być mega optymistycznie i radośnie, a wyszło... macie trochę złych wieści od Oliwki. ;/ Jutro jadę na pogrzeb. A dzisiaj mam doła. I stworzyłam znowu jakoś mało normalny wiersz.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że złymi emocjami należy się dzielić tak samo jak tymi dobrymi- podzielone złe emocje w końcu znikną, a niepodzielone- zostaną i bd źle wpływać, jak to one.
A więc wrzucam tu to moje smutne arcydzieło.

Te oczy,
szeroko otwarte,
głęboko wpatrzone.
Co widzą,
gdy środek nocy
zbiera żniwo zlęknione?
Czy mrok
przesiąknięty strachem,
ma w sobie coś więcej
niż te zakrwawione ręce?
W ciemnej głębi
mruczy i błyska
myśl nie czysta,
ze smutku pochodna.
Zatarła się granica rzeczywistości,
gdy umarły wszystkie radości,
śmierci swej winne,
i takiej właśnie śmierci godne.

Czuję się bezsilna.
Denerwuje mnie myśl, że cokolwiek bym robiła- czas się nie cofnie.
Dlaczego życie ludzkie jest takie kruche?
Dlaczego nie można niczego zmienić.......



niedziela, 24 lutego 2013

...

Jaaaa, wgl, jesteście tam ? Dajcie jakiś znak życiaa, coo? :<

Znalazłam dzisiaj kilka starych listów, kilka starych pamiętników... nie wiem sama, co mam o tym sądzić. I komu właściwie powiedzieć. Tak jest raczej lepiej- tutaj jestem całkowicie anonimowa, nikt mnie nie ocenia, nikt się nie lituje. Ale czy ja tego właśnie nie potrzebuję?
Dobra. Dość. Żadnego więcej filozofowania po kakale, bo mi mózgownicę wywraca na lewą stronę... zaraz się zacznę ubierać tylko na czarno i ogolę się na łyso, albo jeszcze gorzej... ;D




Lewica do prawicy i wszystko razem w dół.

Bo to nie nasza walka, gdy brat zabija swego brata.

Zaczęłam pisać kolejne opowiadaniee... ;) postaram się nie dać wchłonąć życiowej apatii. Łapiecie wgl sens tych dwóch zdań? Pomyślcie nad tym. Bo mimo wszystko one mają sens.


 A na razie się odmeldowuję. Sajonara! ;*

piątek, 22 lutego 2013

Baśni ciąg dalszy ;)

Cześć ! :D Jak Wam minął dzień? ;> Piąteeeczeeek ! No nareszcie ! :D



BAŚŃ.

- Przede mną nie ma ucieczki.- złowieszczy szept rozległ się w komnacie.- Nigdzie nie można się przede mną schować.
   Śmierć powoli zbliżyła się do Księcia i czule pogłaskała rubiny w jego koronie. Spowijała ją ciemność i zimna mgła. Jej długie, ogniste włosy zaczęły drażnić skórę władcy, gdy się nad nim pochyliła.
- Twoje sztuczki są nic niewarte ! - Śmierć zaśmiała się głośno i chrapliwie.
    Serce Księcia biło coraz szybciej i szybciej, gotowe w każdej chwili wyrwać się z jego klatki piersiowej. Lodowaty pot oblał go całego, gdy Śmierć usiadła na brzegu łoża.
- Jednak... dzięki Tobie mogłam ostatnio odpocząć... sam posyłałeś do piekła ludzkie dusze, nie chowając ciał zabitych, a topiąc je w fosie... mogłam w końcu się odprężyć!- Śmierć pogładziła go jak nowego ulubieńca. Dreszcze przebiegły mu po plecach.- Jestem ci nawet wdzięczna... - Śmierć uszczypnęła go w policzek niczym stara ciotka i zachichotała.- Mogę za to dać ci to, czego tak bardzo pragniesz!
|    Oczy Księcia Czarne Serce zrobiły się okrągłe niczym spodki. Zaczął energicznie kiwać głową.
- A więc dobrze.- Śmierć otworzyła siwe usta i dała mu swoje mroczne tchnienie.- Bądź nieśmiertelny i trwaj aż do końca swego świata !
   Książę Czarne Serce poczuł, jak ogarnia go ocean spokoju i szczęścia. Upojony sukcesem wyrzucił liczne ramiona w stronę nieba i spojrzał na niezliczone gwiazdy. Wreszcie poczuł się na swoim miejscu ! Pierwszy raz zasnął bez problemu, nie męczyły go juz także koszmary. Nie zauważył żadnej różnicy. Zatrzeszczał jedak lekceważąco i pogrążył się w marzeniach sennych.
   Do samego rana wiatr szumiał w jego zielonej koronie, a o świcie ptaki uwiły gniazda na jego gałęziach- czarnych jak jego dawne serce.
   A Śmierć rechotała w głos, wiedząc, że dała nauczkę kolejnemu człowiekowi, który śmiał z nią igrać.


Koniec.


i co , podobało się ? :> Hahahha, gdyby ktoś nie ogranął, Książę zamienił się w drzewo. xD

Ja spaaadaaam ! :D Bd w telewizji maraton z 'Archiwum X' :D Trzymajcie się!

czwartek, 21 lutego 2013

Nieszczęśliwa baśń. :D

No siemaneczko :D Niestety nie dodaję kolejnej częśći 'szczęk 4'. Nie mogę jej napisać! cały czas wydaje mi się, że jest masakrycznie przesadzona. No to zaczęłam kolejne opowiadanie... ;D
Ale mi wgl zimnooo ! dopiero wróciłam ze szkoły... ;) no i siedzę i się nudzę. :D
A i mam coś dla Waaaas! :>
Tam na góóórzeeee ,  bo nie mogę przesunąć. ;> moje arcydzieło z zajęć artystycznych :D
Hahahahah, no dooobra, do rzeczy :D
BAŚŃ.


Książę Czarne Serce cały trząsł się ze złości. Jego purpurowy płaszcz furkotał głośno, gdy władca szybkim krokiem przemierzał zamek. Stukot pozłacanych ostróg odbijał się donośnym echem od marmurowych ścian, uporczywie wżynając do głów jego zastraszonych sługusów. Książę wysoko i dumnie unosił głowę, nie zaszczycając wzrokiem nawet kawałeczka posadzki. , skąpany w blasku swej wymuszonej chwały.
   Stare gobeliny i majestatyczne obrazy, mosiężne świeczniki, nowoczesne bibeloty- wszystko to gasło i kurczyło się w przestrachu, zwijało w pokornych ukłonach, gdy tylko przechodził obok. Z rozmachem otwierał każde napotkane drzwi, nie przejmując się wcale, że ich zdobione klamki żłobią głębokie dziury w ścianach. Przewracał stoły, łamał ulubione krzesła zmarłej żony i wrzeszczał w niebogłosy- dając upust swojej złości.
   Książę wpadł do zamkowych lochów niczym huragan i zbeształ strażników za ich nieco spóźnione honory. ekceważąco machając na nich dłonią, skierował się prosto do ostatniej celi, w drugim korytarzu od lewej.
- Ty szarlatanie!- jego głośny krzyk odbił się echem nawet w pobliskich lasach.- Ty szczurzy pomiocie, zdradliwa i oślizgła żmijo !
   W głębi celi coś zaszeleściło. Z mroku powoli wyłoniła się pobladła i wychudzona twarz starca.
- Radzę ci, Mości Książę, byś raczej uważał na to co mówisz, i do kogo się zwracasz...!.- w zielonych oczach więźnia pojawił się niebezpieczny błysk, a długa, biała broda zaczęła falować, gdy ten zaczął się opętańczo śmiać.- A najlepiej dla nas wszystkich by było, gdybyś łaskawie poszedł do diabła!
     Jego donośny rechot wrzynał się w podświadomość Księcia, odbierając mu jakikolwiek rezon i przewagę. Cofnął się do tyłu zaskoczony, jednak zaraz podszedł jeszcze bliżej.
- Właśnie stałeś się zbędny.- wyszeptał mściwie do starca. Upiorny uśmiech zagościł na jego twarzy. Odwrócił się w stronę strażników.- Zabrać go ! Niech dołączy do reszty kapłanów !
     Gdy tylko żołnierze wyprowadzali go z celi, czarodziej zaczął się wić konwulsyjnie. Chude nogi plątały się w poły jego cechowej, granatowej szaty. Książę Czarne Serce jeszcze długo stał w ciemności, z bolesną świadomością, że przegrał. Kolejny raz. Zdziwiony zauważył, że kurczowo trzymał się zardzewiałych krat celi. Powoli puścił żelazny pręt i w milczeniu skierował się do sali tronowej. Nikogo po drodze nie spotkał- każdy, z tych nielicznych mieszkańców pałacu, schował się w swoich komnatach, nie chcąc sie narażać na gniew władcy.
 Książę doszedł do ogromnej sali. Odwrócił portret zmarłej żony malunkiem do ściany, jak to ostatnio miał w zwyczaju, zrzucił swój płaszcz na drogi, perski dywan i sztywnym krokiem podszedł do bogatego tronu. Z irytacją strącił z niego wszystkie miękkie poduszki, po czym usiadł na mahoniowym, zimnym drewnie i wpatrzył się w pustą przestrzeń.
   Książę nadal słyszał głos maga, chociaż wkoło panowała martwa cisza. Zdał sobie sprawę, że to był już dwudziesty siódmy czarodziej, który zagrał mu na nosie.
- Nie!- książę gdniewnie uderzył pięścią w oparcie tronu.
  Królewska duma nie dopuszczała do niego myśli o przegranej, o nie, nie nie! To nie jest jeszcze koniec, a wręcz przeciwnie, dopiero początek! Wystarczy, że odszuka kolejnego kapłana, maga, znachora, wieszcza, kogokolwiek i wyperswaduje mu, siłą, pieniędzmi lub jeszcze inaczej, by ten mu pomógł! Jeszcze jeden, jeszcze tylko jeden, a tym razem na pewno się uda! Musi się udać!
    Książę Czarne Serce od lat poszukiwał sposobu na nieśmiertelność. Nie respektował śmierci, nie chciał o niej nawet słuchać! Zamknął się za murami pałacu, by nie musieć oglądać starości. Jednak nie potrafił ukryć się przed czasem, a już tym bardziej go zatrzymać... i stąd wzięła się jego fobia- strach przed śmiercią.
   Powoli zatracał się w swoim szaleństwie, doprowadził do przedwczesnej śmierci własnej żony, załamania nerwowego prawie całej służby, powolnego upadku królestwa  jak i również do tego, że zapomniał własnego imienia. Jego życiu przyświecał tylko jeden cel: nigdy nie umrzeć.
   Książę Czarne Serce rozkazał zniszczyć wszystkie zegary w swoim państwie oraz przyprowadzić każdego, kto choć trochę znał się nam magii. Temu, kto sprawiłby, że Książę nigdy się nie zestarzeje- obiecano bogactwo i połowę królestwa, jednak wszystkim oszustom groziła śmierć w męczarniach. Z początku do pałacu przybywali liczni śmiałkowie, znający zaklęcia odmładzające dla króla, lecz z nieuniknionym upływie czasu było ich coraz mniej. Książę zaczął się starzeć, a magiczne sztuczki jedynie przyspieszały ten proces. Władca gorzkniał. Z dnia na dzień coraz bardziej. Na całe noce zamykał się w garderobie i uważnie się oglądał w lustrze, szukając najmniejszych skaz i zmian, wskazujących jego koniec.
   
Fosa okalająca zamek szybko zapełniła się krwią i poćwiartowanymi ciałami oszustów. Tego dnia dołączył do nich kolejny. Książę zaś czuł zbliżającą się wielkimi krokami porażkę- w celi został już tylko jeden czarodziej.
   Udał się do swoich  komnat, nie jedząc żadnego posiłku. Był juz bardzo zmęczony. Zdjął swe królewskie szaty, ubrał koszulę nocną i, nadal w złotej koronie, położył do ogromnego łoża z baldachimem. Łóżko było o wiele za duże, jak dla jednej osoby. Książę czuł w nim jedynie pustkę i samotność, które często nie dawały mu spać.
    Nagle ,  w pokoju coś się poruszyło i władca poczuł, że nie jest w nim sam. W kącie komnaty stała sama Śmierć, dumnie wyprostowana. Książę Czarne Serce zobaczył ją, a jego serce o mało nie stanęło ze strachu. Sparaliżowało go przerażenie. Patrzył prosto w puste oczodoły stwora i czuł, jak zimna nicość powoli go wsysa.

CDN.

Hahahaha, później dodam resztę, bo teraz muszę już lecieć! Trzeba się uczyć, no niestety... ;C
Na razieee ! :*

poniedziałek, 18 lutego 2013

Polityka. Wiersz gniewny.

No cześć, jak tam u Was? :> hmmmmm... u mnie znowu jakoś coś nie idzie. Dałam się wrobić w kolejny, cudownie mi niepotrzebny do niczego konkurs z WOSu! D: Żaaal, całe popołudnie teraz spędzam na kuciu. A to jest tylko jedna, malutka przerwa, która mi w tym momencie 'przysługuje'. Argh, nienawidzę wosu!

,,Pytania mało dyplomatyczne.''

<Światła, kamery, akcja!> :
sztuczny, wyćwiczony uśmiech
i równie sztuczne brawa,
zaczynasz czytać podekscytowany tekst.
Bardzo prosta jest twa rola,
wyglądasz jak Wódz Wielki,
i po prostu masz ich przekonać
do swej skomplikowanej polityki.
I oto zwrot w prawo, do kamery pierwszej!
A potem najazd drugiej kamery
i przytulasz podstawione dziecko do piersi,
przekonując, że wciąż jeszcze masz serce.
<Cięcie!> reżyser krzyczy i już biegnie,
gaszą światła, zbierają sprzęty,
zostajesz sam ze sobą na scenie,
gdy zasypiają wszystkie kamery.
Uśmiech przyklejasz znowu,
wychodzisz na zewnątrz- tam wszyscy cię znają,
wracasz do sztucznie wypełnionego domu,
bijąc się po drodze z myślami.
łapię cię gdzieś za rogiem,
gratuluję <dobrego> występu,
ty przybierasz wyćwiczoną pozę,
ale ja już znam te Twoje wybiegi.
Proponuję wywiad- na co radość twa,
zacierasz ręce z uciechy,
że zareklamujesz swoją twarz,
i przygotowujesz sobie odpowiedzi.
Więc zaczynamy!
Lecz ty jesteś zawiedziony,
bo nie oto miałeś być pytany,
i nie z takich rzeczy strony.
<Co widzisz, gdy gasną światła,
wśród wyuzdanych wspomnień?
Gdy zostajesz ze sobą sam
-czy zasłaniasz twarz dłońmi?
Czy dusze pokrzywdzonych,
z twojej słodkiej winy,
wypełniają twoją głowę,
przy jazgocie telewizji?
Czy dla ciebie to powód do dumy,
gdy po drugiej stronie szkła,
widzisz wymuszoną przychylność tłumu
i siebie, wśród wiwatów i braw?
Czy stajesz tak jak wcześniej,
na próbę i miarę biorąc strach,
przodem do naiwności ludzkiej,
a tyłem do własnych kłamstw?
Jak ci nie wstyd, skoro wiesz,
że ciągle skracasz im życie,
marnując wszystkie minuty i każdy dzień,
na swe polityczne 'bycie'?
Tysiąc zmarnowanych chwil
-bo tyle masz ich na sumieniu,
mówisz 'carpe diem',
a jednak... jest jakiś cel w tym twoim niechceniu?>
Program polityczny desperacko przedstawić chcesz,
lecz to na ostatnie pytanie czas:
<mówiąc to swoje 'carpe diem',
mówisz tylko do siebie, czy do mas?>
Milkniesz, tak mocno speszony!
Spuszczasz ze skruchą głowę?!
Cóż, jestem głęboko zawiedziona,
twoją niezwykle zmienną postawą.
Koniec wywiadu, dziękuję,
zebrałam już cały materiał,
będzie artykuł- winszuję,
bo przecież chciał pan właśnie tego!
Jak się później okazuje,
polityk ze swego urzędu odchodzi,
co jasno świadczy i wskazuje,
że dziś mało jest silnych ludzi.

....




Taki wywiad przydałby się niektórym politykom, c nie? :D  A ja... wracam do kucia materiału na konkurs... zapomniałam dodać, że konkurs jest jutro z rana. lool. O,O Po co to komu? po co komu zmuszać do tego ludzi, którzy nie chcą?

Wpadnę gdzieś tak przed północą, i dodam kolejną część 'Szczęk 4' :D hahahah, a na razie:

OYASUUUMI! :DD

niedziela, 17 lutego 2013

Nothing to do here. :D

Hahahahahaha :D Ale suuper ! Znalazłam kolejny brudnopis, który mi zaginął podczas remontu... ;3 hahahahah był u mojej siostry w pokoju, gdzieś w jej garciarni [lol] :D I mój wiersz z wakacji. Chcecie? heehhe, raczej nie macie zbyt dużego wyboru ! :D

Co oznacza
słowo ,,donikąd''?
I gdzie właściwie
prowadzi?
Czy opisuje
wszystko?
Lub właśnie
wszystkiemu wadzi?
Czy jest zaprzeczeniem
ludzkiej świadomości?
Albo życzeniem,
bez spełnienia możliwości...?


Łaaaaa, jutro szkoła, jaki zapłon O,o. I niemiecki maaam! Masakra.. muszę się chyba poddać dzisiaj germanizacji, bo inaczej się nie douczę ! A pani od niemca ma ochotę pożreć mnie żywceeeem.... czemu mnie nie lubi? :> hahahahah, dobrze wieeem, zalazłam jej za skórę xD. Może dodam coś później, więc paaaa ! :D

Dzieci :D

już mi o wiele lepiek :3 i napisałam wiersz, wena przyszła dzięki mojej Mamieee :D Jutro idę do szkoły, czyli jakby nic się nie zmieniło. :D hahahahah, i na prośbę dedykuję ten wiersz Nikoli Haręży i Natalii Haręży. :] I oczywiście proszę, żeby nie brać wszystkiego dosłooownieee ! :D 

Jestem zwykłym dzieckiem.
Zwykłym dzieckiem z marzeniami.
Zwykłym dzieckiem w różowych okularach.
Wciąż cierpliwie czekam.
Czekam na mojego Piotrusia Pana.
Czekam na własną odwagę między wierszami.
Słyszę mnóstwo rzeczy.
Słyszę bezsensowne dorosłe wrzaski.
Słyszę tysiąc westchnień brzmiących symfonicznie.
Widzę jeszcze więcej rzeczy.
Co dzień słońc zachody i brzaski.
Twarze wykrzywione melodramatycznie.
Widzę, słyszę, ale jednak nie rozumiem.
Nie nadążam za pędem cywilizacji.
Nie rozumiem. Nie chcę zrozumieć.
I stoję tu cały czas.
Stoję w tym samym miejscu.
Stoję, bo jestem tylko dzieckiem.
Wierzę we wszystko.
Wierzę kłamstwom.
Wierzę, przez tą moją naiwność.
Płaczę głośno.
Płaczę, bo zwykle jest mi smutno.
Płaczę i przez moją dziecinność.
Ale śmieję się jeszcze głośniej.
Śmieję się, gdy słyszę śmiech innego człowieka.
Śmieję się, by ktoś inny mógł się uśmiechać.
Walczę ze zmianami,
walczę z kiełkującym we mnie złem.
Bo czytając między wierszami,
znajduję odpowiedź na to , kim jestem:
a jestem tylko zwykłym dzieckiem....


Nie ma co. :D Udane popołudnie. :] A jak u Was? Co sądzicie o wierszu ? Piszcie komentarze ! :]

Breaking News...

No siemka :> wieeem, ze obiecałam ciąg dalszy opowiadań.... ale coś mnie rozłożyło i w ogóle nie mam siły do działaniaaa.... ;/ dzisiaj spałam tylko trzy godziny.... masakra! umieeraaam ! hahahahahha :D w przerwach zdychania piszę na mini karteczkach samoprzylepnych, to Wam powiem na pocieszenie :3 tyko ciekawe jak ja się w nich później odnajdę...? ;) Nie ważnee ... No więc, do zobaczenia niedłuuugooo ! :D

piątek, 15 lutego 2013

Szczęki 4 :D

Juuuż jesteeem z powrotem :D U ortodonty nie było tak źle, chociaż za kilka miesięcy na pewno bd gorzej... ;> Ale co taaaaam. Na razie jest pozytywnie, optymistycznie i na pewno nie melodramatycznie ;3 Mam dla Was jedno z moich pierwszych opowiadań, a w weekend postaram się wrzucić nowe, bo mam weeeneeee! :DD

SZCZĘKI 4

   Z korytarza dobiegało miarowe tykanie starego zegara z kukułką. Dochodziła północ. W pokoju panował mrok, rozpraszany jedynie nikłym światłem jednej świeczki. Wokół niej zgromadziły się cztery stare kobiety. I chociaż świeczka była mała, dawała wystarczająco dużo światła, by móc odnaleźć się w tym rabanie. Pomieszczenie było niezwykle zagracone, wydawało się nie mieć podłogi- bo tak wiele rzeczy walało się po ziemi. Pod odrapanymi ścianami zostały usypane wielkie stosy ubrań, koców i ręczników, mogące konkurować wysokością z Gubałówką. Trochę bliżej środka pokoju leżały wszystkie przedmioty, jakie tylko widziało się w swoim życiu- zaczynając od dziecięcych zabawek, smoczków i gryzaków, książek bez okładek, przyborów kosmetycznych, kolorowych szczoteczek do zębów, a na porcelanowych bibelotach kończąc. W kącie stała stara, zardzewiała klatka dla kanarka, a tuż obok miał swoje miejsce dziurawy stolik, bez jednej nogi, wręcz uginający się pod ciężarem czterech, ogromnych kufli z wodą. Wewnątrz nich pływały cztery sztuczne szczęki. Mocno wybielone i pomarszczone zęby przypominały zgryz podstarzałego wampira.
    Z sufitu zwieszały się zwoje podartych i bezbarwnych szmat, prawie że ginących w ciemności. Wszystkie one okalały ciasnym kręgiem kryształowy żyrandol. On jeden w tym pokoju był naprawdę piękny. I przede wszystkim czysty. Pryzmaty błyszczały dostojnie i tajemniczo. Pod nim stał okrągły stół, z ową małą świeczką, wokół której stały cztery stare kobiety.
    Ich oczy intensywnie lśniły zielonym blaskiem, a w głębokich zmarszczkach zagościły cienie, czyniąc ich twarze upiornymi. Nic nie mówiły, a jednak w powietrzy wisiały słowa i zdania. Docierały wszędzie i wdzierały się we wszystkie zakamarki.
    Nie dało się nie zauważyć, że kobiety były wręcz identyczne. Każda miała wydatne kości policzkowe, takie same małe nosy, lekko zadarte do góry, wąskie, kurczowo zaciśnięte usta. Każda z nich myślała o tym samym- widać to było w ich oczach, gdy wyzierały z nich duma, złość i bezgraniczna nienawiść. Gładko zaczesany do tyłu, siwe włosy odsłaniały wysokie, alabastrowe czoła.
    Słowa nabrały tempa, wirując coraz szybciej pod żyrandolem. We wszystkich językach świata, w umarłych dialektach, mieszały się ze sobą, formując upiorny wrzask. A gdy ten jazgot narastał, zewsząd dobiegły krzyki i płacz dzieci. Kobiety niewzruszenie wpatrywały się w chybotliwy płomyk świecy, czekając na koniec tego upiornego pandemonium.
   płomyk nagle wystrzelił do góry, zawirował pod żyrandolem i zniżył się do twarzy czarownic. Wbił się mocno w ich oczy, wlał do środka i spalił dusze. Barwa ich oczu zmieniła się ze szmaragdowej na krwistoczerwoną.
   Zegar z kukułką zatrzymał się, a świeczka zgasła, pogrążając pokój w nieprzeniknionej ciemności. Po chwili z mroku wynurzyły się cztery pary żarzących się na czerwono oczu...


Cdn.


Hahahahahahaaa, i jak się podoba? :D Każdy, kto po tytule wywnioskował, że będzie o rekinach, niech skomentuuuuje :3 Ja lecę oglądać Simpsonów. jutro dodam ciąg dalszy, jak mi się uda go oczywiście dokończyć... albo będzie kolejna niedokończona część. :>

Papaaaa ! :*



No dobra. ;D

Wszystko powoli wraca do normalności. W żółwim tempie. No nic. Zaraz idę do ortodonty.... ;/ Wczoraj było źle, ale dzisiaj trzeba już być normalnym, c nie? ;> Ten team nadal jest dla mnie wstrząsający i nie mogę się uspokoić [może to przez ortodontę?], ale dzisiaj jest dzisiaj i życie toczy się dalej. Koniec, kropka. Na razie dodam dwa, z ostatnio odnalezionych wierszy. ;3 Są dosyć stare, no nie powiem, jeden ma ponad trzy lata, a drugi kilka miesięcy... ;D

Wśród piasków mrocznej wieczności,
i ciszy starych pokoleń,
strażnicy stoją kamienni
z wysoko uniesionym czołem.
Milczenie zalega między nimi,
niestrudzenie pilnują tronu,
aż zajmie puste miejsce
dzielny mąż z koroną.
Przepowiedni słowa,
dziś są już zapomniane,
bo zniknęły w bluszczu okowach
zapisane nimi ściany.
Zamek stał się ruiną
a wraz z nim i sala tronowa,
lecz nadzieja ostatnia ginie,
że król ocalić nas zdoła.

Takie tam wymysły młodszej mnie. ;] Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu... d; Okoo , to teraz następny wiersz. :>



W kinie widziałam dziś pewnego chłopca,
siedzieliśmy w jednym rzędzie,
|on cały czas czekał,
lecz na co- nie wiem...
Ja miałam bliskich,
a on był sam.
Nie widział mnie i innych,
nie zauważał przez cały ten czas.
Czekaliśmy razem,
tuż obok, może trochę dalej,
nie chciałam widzieć w jego oczach żalu,
gdy nikt nie nadszedł.
Cisza.
Chłopiec spuścił smutno wzrok
i odszedł w kinowej ciemności,
wyszedł na codzienny, zimny mrok,
nie zauważył tego nikt z publiczności.
Jest chłopcem, którego tak naprawdę nie ma,
nie znam sensu jego istnienia,
tajemnicą dla mnie jest jego imię,
nie wiem, co jego serce kryje.
Lecz ta sytuacja zrodziła pewne pytanie;
gdy będziemy musieli odejść,
czy jakiś ślad po nas zostanie?
Czy ktoś odwróci za nami głowę?
Oto moje dzisiejsze rozmyślanie...

Czasami mamy więcej wspólnego z całkiem obcymi ludźmi niż z najlepszymi przyjaciółmi... Nie dajmy się więc znieczulicy! Patrzcie na innych ze zrozumieniem... a może i Was ktoś zrozumie? :D
Piszcie co sądzicie, możecie mi tu nawet co nieco polubić... ;) Na razie się odmeldowuję!
Bye ! :*

czwartek, 14 lutego 2013

Zmiana planów.

miałam dodać coś innego.. ale to w tym momencie najbardziej obrazuje mój nastrój... ;[ Spotkałam dzisiaj kogoś... to było bardzo dziwne. Dosyć mnie to przytłoczyło. I nie wiem, co mam o tym sądzić.

Jestem żalem.
Jestem smutkiem.
Częścią deszczu.
Jestem złością, nienawiścią.
Czasem szczęściem.
Samotnym liściem na drzewie
i jedną nutą w pieśni.
Błędnym wcieleniem
i tylko mglistym istnieniem.


Nawet nie chce mi się go kończyć. Dzisiejsze popołudnie było mocno negatywne i już odczuwam skutki wszystkich decyzji, jakie dzisiaj podjęłam. ;/ A zapowiadało się całkiem inaczej... Nie wiem już, co mnie czeka jutro. To spotkanie i rozmowa... to było straszne.

Pa. Jutro dodam coś lepszego, obiecuję. :*


Sorry, że tak smutno. I przygnębiająco.
Ale...

Stare-nowe.

No siema. ;D ale suuuuper walentynki ;> Dostałam jedną, czysto teoretyczną walentynkę i znalazłam zaginione wiersze! Sama się zdziwiłam, gdzie właściwie były- bo pod szafą w piwnicy. [?] Wrzucę tu jeden, a następny wieczorem, jeśli będę miała czas... ;D a zapowiada się całkiem nieźle!

Demony nicości-
pożerają nasze człowieczeństwo
i duszą szarą codzienność.
Skryte w cieniu,
nocne mary,
pełne złości i żalu.
Głodne południa
i pełne północy,
tak ciemne dni
i noce ciemniejsze
wypełniają ich żywoty.
Drogowskazem- popiół.
Morze- ostoją.
Spokój razem i gniew.
Świadomość.Lecz tu jej brak.
Kto jest kim?
A kto wrogiem?
Ja... Ty?
Czy Twój niedoszły brat?




Zachachmęcone. ;D Luuubię takie ;> Na razie spaadaaam, muszę pouczyć się na sprawdzian w muzycznej i ogarnąć pokój... ;] Piszcie co sądzicie ! I najważniejsze :

ZOSTAWCIE PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD ! :D


Narsooon! :D

środa, 13 lutego 2013

Cień. part2.

Aloha, to znowu jaaa :D <no a kto inny> cały dzień zalatany, średni mam nastrój, bo nadal boli mnie noga... ;<  Naszła mnie wena i piszę nowy wiersz... może nawet piosenkę, nie wiem jeszcze, bo całkiem życiowy ten pomysł jest... bd się streszczać, bo jutro mam niemiecki. Pani mnie pewnie przemagluje, więc będzie niezła jazda....
CIEŃ.


   
.... Widziała go.
     Lustrowała go dokładnie uważnym wzrokiem, lekko przygryzając dolną wargę. Po chwili wahania podeszła do Cienia i ukucnęła przed nim.
-Yyyy.... jak.... czy... nic ci się nie... stało...?
    Jej długie włosy połaskotały Cienia po twarzy. Nic nie odpowiedział - całkiem odebrało mu mowę. Na widok jej anielskiej twarzy zapomniał o całym świecie, a nawet o swoim największym strachu. Po całym jego ciele rozpłynęło się jakieś ciepłe uczucie, a on sam poczuł, jak dosłownie topi się w szczęściu. Serce Cienia radośnie trzepotało , unosząc go do samych chmur. W oczach dziewczyny ujrzał troskę i strach... o jego własne życie. A jeszcze nikt nigdy nie poświęcił mu tylu uczuć na raz.
- Nic ci się nie stało?- dziewczyna zmarszczyła jasne czoło.
    Wyciągnęła rękę, by zdjąć mu kaptur z głowy, jednak Cień był szybszy: odtrącił jej dłoń i błyskawicznie odsunął się  w tył.
- Nnnie bój się mnie...- dziewczyna uniosła do góry ręce, pokazując, że Cień raczej nie ma się czego obawiać, jednak to ona wyglądała na kogoś, kto ma zamiar jak najszybciej uciec.
   Cień pokiwał machinalnie głową. Dla niej mógł jeszcze raz skoczyć z tego wieżowca. I jeszcze raz. Nie ważne o co poprosi- zgodzi się na wszystko.
-Chodź ze mną.- dziewczyna chwyciła go pod ramiona i pomogła wstać. Cień poczuł dreszcze, gdy tylko objęła go w pasie. Spojrzała mu prosto w oczy i mrugnęła wesoło. ;)
    Więc poszli, wtapiając się w tłum i tuląc do siebie. Zdawało się , że toną wśród ludzi , którzy niczym nieprzyjazny sztorm starają się ich rozdzielić.
   Dziewczyna nie wiedziała, co ma właściwie zrobić. Czy zabrać nieznajomego do szpitala? A może do domu...?  Ale co jeśli to jakiś przestępca...? I co mu się właściwie stało? Czemu nikt nie zwrócił na to uwagi? i dlaczego nie jest nawet ranny? W jej głowie kłębił się cały rój pytań, niemożliwie hałaśliwy.  Ale mimo wszelkich obaw była niezwykle zaintrygowana Cieniem i postanowiła poznać jego wszystkie sekrety i odkryć nawet te najgorsze tajemnice. Więc bez wahania skierowała się do swojego domu.
    A Cień... wyczuwał adrenalinę krążącą w organizmie dziewczyny i przede wszystkim jej ciekawość. Sam jednak bał się momentu, gdy ta ciekawość weźmie górę, i dziewczyna zechce zobaczyć, co właściwie kryje się pod kapturem. Jednak równocześnie nie potrafił się z nią rozstać.
    Po kilku minutach zatrzymali się przed niską i zadbaną kamienicą z brunatnej cegły. Dziewczyna zdecydowanie weszła do środka i poprowadziła Cienia na drugie piętro. Z uśmiechem otworzyła drzwi i zaprosiła go do środka.
   Gdy tylko przekroczył próg tego mieszkania, Cień poczuł się, jakby wkroczył w inny świat.
   We wnętrzu unosił się niezwykły, bardzo słodki zapach. Zapewne pochodził od kwiatów posadzonych w doniczkach na parapecie. Przy oknach i żyrandolach (a było ich całkiem sporo), przy każdej lampie, zawieszone były różnokształtne pryzmaty, rzucające tęczowe refleksy na żółte ściany. Fotele i kanapy usłane były niezliczoną ilością haftowanych poduszek i narzut, a podłogę wyściełał duży, włochaty dywan. Regały i sekretarzyki, ustawiony w dosyć chaotyczny sposób, wręcz uginały się od ilości książek i przedziwnych bibelotów. Na podłodze ustawione były kolorowe świeczuszki, w większości wypalone do połowy. I choć dom wydawał się na pierwszy rzut oka mocno zagracony, tak naprawdę był bardzo przytulny. W tym miejscu czas zdawał się jakby zatrzymywać. Wokół panowała cisza, przetykana jedynie szeptami starych przedmiotów.
     Cień wydawał się być gościem nie na miejscu i tak właśnie się czuł. W długim, smolistym płaszczu był całkowitym przeciwieństwem tego wnętrza. Bardzo się wyróżniał i był na całkowitym widoku- i nawet ze swoimi kameleonimi umiejętnościami nic na to nie mógł poradzić.
   Dziewczyna zaprowadziła go do kuchni i usadziła na jednym z tych wysokich, dizajnerskich krzeseł. Wyglądał jak nierówna kupka nieszczęść i pecha zmieszanych ze sobą w deszczową pogodę. Zgarbił się i wtulił głowę w ramiona. Czuł, że jego poczynania nie są zbyt racjonalne i że powinien stąd jak najszybciej zniknąć, jednak na miejscu trzymało go coś... właściwie niewytłumaczalnego. Nie mógł oderwać oczu od dziewczyny, a na samą myśl, że musiałby ją zostawić... zalewała go fala zimnej paniki.
- Jestem Bianka.- dziewczyna rzuciła to stwierdzenie gdzieś w stronę Cienia.- A ty jak się nazywasz?
    Postawiła przed nim wzorzysty kubek z parująca cieczą i spojrzała wyczekująco.
- Ja nie mam imienia.- Cień zgarbił się jeszcze bardziej i skulił w sobie. Czuł pewien zawód. Naiwnie wierzył, że nie zostanie o nic takiego zapytany.- Ludzie nazywają mnie po prostu cieniem.
- Ale Cień nie może być imieniem!- dziewczyna oburzyła się. Po chwili dłuższej ciszy wzruszyła ramionami.- No nic...
     Cień uśmiechnął się. Czyżby go rozumiała? każda chwila z nią była cudowna i marzył, by nigdy się nie skończyła. Liczyło się tylko to, że jest przy niej.
- Trzeba ci opatrzyć rany. - Bianka wyciągnęła z szafki nad zlewem małą apteczkę i zaczęła w niej szperać. Po chwili wyłożyła na stół plastry, bandaże i wodę utlenioną.
- Nie jestem ranny!- Cień podniósł się gwałtownie z krzesła i uciekł pod samą ścianę.
- Kim jesteś...?- dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach. Nie była ani trochę zaniepokojona. Wręcz przeciwnie. Chciała poznać prawdę o nieznajomym za wszelką cenę. Spojrzała butnie prosto w ciemność za kapturem i podeszła do Cienia.
- Zadałaś złe pytanie.- zrezygnowany także się do niej zbliżył. narastała w nim złość, złość za to, że ona chce zniszczyć to, co na razie wykiełkowało między nimi. Hahhaha, musze powiedzieć, że Cień dotał maluuutkiej obsesyjnej i oczywiście nieodwzajemnionej miłości. - Powinnaś raczej zapytać, czym jestem?
   Atmosfera stężała. Między nimi można było wyczuć namacalne wręcz napięcie, z obu stron przesiąknięte ukrywanym strachem. W romantycznym filmie, na pewno już dawno by się pocałowali, jednak to nie był film, a juz tym bardziej  nie romantyczny... Cień cały trząsł się ze strachu, ale starał się tego nie okazywać. Bianka nie pozostawała mu dłużna- nagle zaczęła się bać, że tajemnica, którą chciała odkryć, może ją tak właściwie przerosnąć.
- A więc czym jesteS?- to pytanie padło po chwili ciszy długiej niczym wieczność. Musiało w końcu paść.
   Padło i uniosło sie w górę. Zawisło tuż nad głową Cienia, gotowe zmiażdżyć go swym ciężarem w każdym momencie.
- nie wiem...- głos mu drżał. Był bliski płaczu. Zawsze sam, był wolny od takich uczuć, a kilkadziesiąt minut przebywania z tą dziewczyną sprawiło, że został stworzony od nowa. Osłabiony. Wywrócił się na lewą stronę.
   Bianka zaczęła nawijać pasmo jasnych włosów na palec. Lśniły niczym najszczersze złoto, a dla Cienia stały się największym skarbem. Z resztą nie tylko włosy. Cała ona była idealna! Czuł, że widok tej dziewczyny mógłby go tzrymać przy życiu do końca świata, albo i nawet dłużej.
- A więc dowiedzmy się.-  Stała tak blisko... wyciągnęła ręce i złapała za krawędź kaptura.
    Cień poczuł, jak serce staje mu z przerażenia, gdy ciemny materiał zaczął powoli opadać w tył, odsłaniając go całego. Wstrzymał oddech. Bianka zrobiła to samo.
-Jak... jak wyglądam...?- Cień cały drżał. Zacisnął oczy i czekał w napięciu na odpowiedź Bianki. I chociaż nie wierzył w Boga, prosił go w tej chwili gorąco, by dał mu cielesność.
    Rozpaczliwie chciał być człowiekiem. Chociażby dla Bianki. Dla dziewczyny, dzięki której jego serce zaczęło bić na nowo i nabrało ochoty do życia.
-Jak wyglądam?!- Cień krzyknął. Otworzył oczy.,
    Bianka zawahała się. Była przerażona, cała się trzęsła.
- Nie wiem.
  Cień minął ją bez słowa i wyszedł do przedpokoju, gdzie wcześniej zauważył duże lustro. Musiał w końcu poznać prawdę. W szklanej tafli zobaczył powoli zbliżające się... coś. I chociaż to coś kroczyło jak człowiek i kształtem trochę go przypominało, w całej reszcie było jego przeciwieństwem. Skórę Cienia pokrywały szorstkie, czerwono-srebrne łuski. Jego oczy błyszczały niczym dwa czarne krzemienie, nie było w nich ani jednego jasnego punkcika. Ciemne jak noc usta skrywały trzy rzędy ostrych zębów, białych i błyszczących. Z boków głowy Cienia odsawały spiczaste uszy, nieco trójkątne i zawinięte na końcach jak u nietoperza.
   Włosy barwy kruczych piór bezwładnie opadały na wysokie czoło, zasłaniając opalizujący na zielono znak runiczny.Kiedy tylko Cień dojrzał w lustrze Biankę, bojaźliwie wpatrującą się w niego z kuchni, poznał prawdę. Łuski na jego twarzy zaczęły się mienić w tysiącach odcieni granatu i błękitu.
- Jestem potworem.- Cień wyszeptał te dwa okrutne słowa. A Bianka nawet nie próbowała zaprzeczać. Pokiwała głową i spuściła wzrok.
   Cień poczuł, jak w jego wnętrzu coś pęka. To wspaniałe, ciepłe uczucie, które go wypełniało, odkąd tylko ujrzał Biankę, nagle go opuściło, gdy tylko usłyszał jej szloch. Poczuł jak cały świat upada i stacza się na dno, ciągnąc go za sobą. Ugięły się pod nim kolana i upadł na podłogę.
    Zrozumiał, że to już koniec. Spojrzał ostatni raz na Biankę- niezwykle piękną osobę, targaną niezmiernym przerażeniem. Chciał powiedzieć, że ją kocha. Nie mógł jednak otworzyć ust i pokazać jej tych potwornych kłów. Założył z powrotem kaptur i naciągnął go aż do samego nosa. Zacisnął powieki. Poczuł, jak jego ciało rozpada się na kawałeczki, samo niszczy i rozpada od środka. Zamieniał się w pył, wzlatujący w bezchmurny eter i osiadający na jasnym dywanie. Bianka zaczęła krzyczeć. Cień zginął, przepadł na zawsze....



uuuuffff, skończyłam. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu opowiadań o miłości. Właściwie to nawet nie wiem, czy to była miłość, ale cooo taaam. ;> Piszcie komentarze ! :D Mówcie, co sądzicie. :]
A ja na razie się odmeldowuję. Paaa ;)

wtorek, 12 lutego 2013

Cień. part1

No siemanko. Co tam? Ja siedzę w domuuu... straciłam pół dyskoteki. ;c I zastanawiam się, co Wam tu wstawić. :D nawet nie wiecie, jaki to trudny wybór.... ale coo taaam , idziemy po całości. d;



                                                                CIEŃ.

        
Cień zdawał się nie istnieć. Był niezauważalny. Potrafił doskonale wtapiać się w tło-
jak kameleon. Sunął po ścianach i czaił się w kątach niczym niespełniony duch.  Mógł być wszędzie, a jednocześnie nigdzie, a mimo to wręcz ociekał zwykłością. Taki był raczej z natury.
          Jednak nie chciał podróżować, nie chciał zdobywać, robić wszystkich tych rzeczy, które właściwie były zabronione. Był ponad to...? Nie raczej nie. Przemawiała przez niego jedynie samotność. Cień był zawieszony między rzeczywistością a fikcją, niewidzialny i ignorowany. Sam nie wiedział, jaki jest sens jego istnienia ani kim właściwie jest. Nigdy nie patrzył w lustro, ponieważ bał się, że nikogo w nim nie zobaczy lub przeciwnie- ujrzy najgorsze monstrum. Jego historia nie jest kolejną, typową bajką na dobranoc ze szczęśliwym zakończeniem. Happyendy są przereklamowane, nie sądzicie? Wracając do opowiadania...
       
Cień patrzył pusto w przestrzeń. Znajdował się na dachu najwyższego wieżowca w mieście, siedząc na jednym z gzymsów, tuż nad przepaścią. Obserwował ludzi i ich głośne życie. Widział kolorowe auta sunące z rumorem po jezdni, tsunami przechodniów i tłum, rozlany między budynkami niczym morze. Kakofonia przemieszanych ze sobą dźwięków klaksonów, wycia syren oraz gwaru rozmów, była prawdziwą muzyką dla uszu Cienia. Tak bardzo chciał mieć własny udział w człowieczeństwie.... Do głębi poruszały go drobne sprawy ludzi i uwielbiał przyglądać się im z boku. Jednak niezwykle przygnębiał go fakt, że zawsze będzie tylko biernym obserwatorem.
       Nagle silny podmuch wiatru uderzył w wieżowiec. Chmara spłoszonym gołębi sfrunęła na niższy budynek, ale Cień nie miał tyle szczęścia.  Balansował tuż nad krawędzią, machając w panice rękami. Zachybotał się niebezpiecznie. Stracił równowagę! Po czym runął głową w dół, coraz szybciej pikując w stronę chodnika.  Poły jego czarnego płaszcza łomotały pod wpływem pędu powietrza. Serce łomotało mu jak szalone- gotowe w każdej chwili uciec z klatki piersiowej, by schronić się na jakimś z parapetów. No właśnie, parapety! Cień wyciągnął rękę, starając się uchwycić jeden z nich.  Zahaczył dłonią o wykusz, jednak zdołał złapać tylko kilka dachówek, które po chwili razem z nim leciały ku ziemi. Czuł narastającą w jego wnętrzu, lodowato zimną świadomość- nie przeżyje tego. Mimowolnie wzruszył ramionami. Czy miał coś do stracenia? Liczba mijanych pięter malała z każdą chwilą, a ziemia była tuż- tuż....
       Bum. Cień z impetem uderzył w zimny beton. W płytach chodnikowych utworzyło się pokaźne wgniecenie, upstrzone wyraźnymi pęknięciami. Jednakże ani na nim, ani na żadnym z przechodniów (a było ich całkiem dużo) nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Jakby nic się nie stało. Ludzie omijali miejsce jego upadku, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem, i szli dalej, przed siebie.
        Z głębokim westchnieniem Cień zaczął się podnosić z ziemi, gdy nagle zauważył, że jednak ktoś się w niego wpatruje. Podniósł głowę i ujrzał ją w całości. Stała tam, po prostu kilka metrów dalej, wśród morza ludzi całkiem mu obojętnych. Zamarła w pół kroku, patrząc na niego intensywnie. Cień niemal słyszał pracę trybików w jej głowie, gdy analizowała obecną sytuację. Stała jak wryta, potrącana przez innych przechodniów. Było w niej coś niezwykłego. I wcale nie chodziło o głębię czarnych, węglowych oczu ani o piękno długich jasnych włosów, nawet jej piegi nie były nadzwyczajne. Cień był nią zaintrygowany tylko z jednego powodu: widziała go!


cdn, ludzie cdn ;D

Resztę dodam później, bo na razie trzeba szkołę ogarnąć. ;>
Narazieee :D






    


poniedziałek, 11 lutego 2013

Pierwsze koty za ostatnie płoty. ;D

Siemson ludzie . :)
Wiecie co to jest, nie? Mój pierwszy post, jakby ktoś nie ogarnął. ;>
Okeej, trochę o mnie? d;
Mam prawie 16 lat, siano na głowie, całe mnóstwo zainteresowań, mało czasu do ich realizacji, super przyjaciółki i młodszą ale za to mega wkurzającą siostrę... chodzę do szkoły muzycznej, gram na gitarze i pianinie, słucham dobrej muzy [czyt. rock] ... większość czasu spędzam czytając książki, ale głównie to śpię. Wkurzają mnie pozerzy, <hemoglobina>, tłuste włosy, płatki kukurydziane i kasztany.
Nie będę się rozpisywać, na to przyjdzie czas później. d;
Nara ! :D