No siema :D jesteś tu? przeczytaj co-nieco. ;) Skomentuj... masz klawiaturę, c nie? :D Na pewno nie ugryzie Cię w palec, jeśli coś tu napiszesz :] Lubię słuchać opinii innych ludzi, interpretować ich interpretacje... ;> takie zapętlenie, zwane rozmową, też to lubię ;) jeśli się wstydzisz publisznie- w.asp@wp.pl - to mój e-mail :D możesz coś do mnie naskrobać ;)

środa, 13 lutego 2013

Cień. part2.

Aloha, to znowu jaaa :D <no a kto inny> cały dzień zalatany, średni mam nastrój, bo nadal boli mnie noga... ;<  Naszła mnie wena i piszę nowy wiersz... może nawet piosenkę, nie wiem jeszcze, bo całkiem życiowy ten pomysł jest... bd się streszczać, bo jutro mam niemiecki. Pani mnie pewnie przemagluje, więc będzie niezła jazda....
CIEŃ.


   
.... Widziała go.
     Lustrowała go dokładnie uważnym wzrokiem, lekko przygryzając dolną wargę. Po chwili wahania podeszła do Cienia i ukucnęła przed nim.
-Yyyy.... jak.... czy... nic ci się nie... stało...?
    Jej długie włosy połaskotały Cienia po twarzy. Nic nie odpowiedział - całkiem odebrało mu mowę. Na widok jej anielskiej twarzy zapomniał o całym świecie, a nawet o swoim największym strachu. Po całym jego ciele rozpłynęło się jakieś ciepłe uczucie, a on sam poczuł, jak dosłownie topi się w szczęściu. Serce Cienia radośnie trzepotało , unosząc go do samych chmur. W oczach dziewczyny ujrzał troskę i strach... o jego własne życie. A jeszcze nikt nigdy nie poświęcił mu tylu uczuć na raz.
- Nic ci się nie stało?- dziewczyna zmarszczyła jasne czoło.
    Wyciągnęła rękę, by zdjąć mu kaptur z głowy, jednak Cień był szybszy: odtrącił jej dłoń i błyskawicznie odsunął się  w tył.
- Nnnie bój się mnie...- dziewczyna uniosła do góry ręce, pokazując, że Cień raczej nie ma się czego obawiać, jednak to ona wyglądała na kogoś, kto ma zamiar jak najszybciej uciec.
   Cień pokiwał machinalnie głową. Dla niej mógł jeszcze raz skoczyć z tego wieżowca. I jeszcze raz. Nie ważne o co poprosi- zgodzi się na wszystko.
-Chodź ze mną.- dziewczyna chwyciła go pod ramiona i pomogła wstać. Cień poczuł dreszcze, gdy tylko objęła go w pasie. Spojrzała mu prosto w oczy i mrugnęła wesoło. ;)
    Więc poszli, wtapiając się w tłum i tuląc do siebie. Zdawało się , że toną wśród ludzi , którzy niczym nieprzyjazny sztorm starają się ich rozdzielić.
   Dziewczyna nie wiedziała, co ma właściwie zrobić. Czy zabrać nieznajomego do szpitala? A może do domu...?  Ale co jeśli to jakiś przestępca...? I co mu się właściwie stało? Czemu nikt nie zwrócił na to uwagi? i dlaczego nie jest nawet ranny? W jej głowie kłębił się cały rój pytań, niemożliwie hałaśliwy.  Ale mimo wszelkich obaw była niezwykle zaintrygowana Cieniem i postanowiła poznać jego wszystkie sekrety i odkryć nawet te najgorsze tajemnice. Więc bez wahania skierowała się do swojego domu.
    A Cień... wyczuwał adrenalinę krążącą w organizmie dziewczyny i przede wszystkim jej ciekawość. Sam jednak bał się momentu, gdy ta ciekawość weźmie górę, i dziewczyna zechce zobaczyć, co właściwie kryje się pod kapturem. Jednak równocześnie nie potrafił się z nią rozstać.
    Po kilku minutach zatrzymali się przed niską i zadbaną kamienicą z brunatnej cegły. Dziewczyna zdecydowanie weszła do środka i poprowadziła Cienia na drugie piętro. Z uśmiechem otworzyła drzwi i zaprosiła go do środka.
   Gdy tylko przekroczył próg tego mieszkania, Cień poczuł się, jakby wkroczył w inny świat.
   We wnętrzu unosił się niezwykły, bardzo słodki zapach. Zapewne pochodził od kwiatów posadzonych w doniczkach na parapecie. Przy oknach i żyrandolach (a było ich całkiem sporo), przy każdej lampie, zawieszone były różnokształtne pryzmaty, rzucające tęczowe refleksy na żółte ściany. Fotele i kanapy usłane były niezliczoną ilością haftowanych poduszek i narzut, a podłogę wyściełał duży, włochaty dywan. Regały i sekretarzyki, ustawiony w dosyć chaotyczny sposób, wręcz uginały się od ilości książek i przedziwnych bibelotów. Na podłodze ustawione były kolorowe świeczuszki, w większości wypalone do połowy. I choć dom wydawał się na pierwszy rzut oka mocno zagracony, tak naprawdę był bardzo przytulny. W tym miejscu czas zdawał się jakby zatrzymywać. Wokół panowała cisza, przetykana jedynie szeptami starych przedmiotów.
     Cień wydawał się być gościem nie na miejscu i tak właśnie się czuł. W długim, smolistym płaszczu był całkowitym przeciwieństwem tego wnętrza. Bardzo się wyróżniał i był na całkowitym widoku- i nawet ze swoimi kameleonimi umiejętnościami nic na to nie mógł poradzić.
   Dziewczyna zaprowadziła go do kuchni i usadziła na jednym z tych wysokich, dizajnerskich krzeseł. Wyglądał jak nierówna kupka nieszczęść i pecha zmieszanych ze sobą w deszczową pogodę. Zgarbił się i wtulił głowę w ramiona. Czuł, że jego poczynania nie są zbyt racjonalne i że powinien stąd jak najszybciej zniknąć, jednak na miejscu trzymało go coś... właściwie niewytłumaczalnego. Nie mógł oderwać oczu od dziewczyny, a na samą myśl, że musiałby ją zostawić... zalewała go fala zimnej paniki.
- Jestem Bianka.- dziewczyna rzuciła to stwierdzenie gdzieś w stronę Cienia.- A ty jak się nazywasz?
    Postawiła przed nim wzorzysty kubek z parująca cieczą i spojrzała wyczekująco.
- Ja nie mam imienia.- Cień zgarbił się jeszcze bardziej i skulił w sobie. Czuł pewien zawód. Naiwnie wierzył, że nie zostanie o nic takiego zapytany.- Ludzie nazywają mnie po prostu cieniem.
- Ale Cień nie może być imieniem!- dziewczyna oburzyła się. Po chwili dłuższej ciszy wzruszyła ramionami.- No nic...
     Cień uśmiechnął się. Czyżby go rozumiała? każda chwila z nią była cudowna i marzył, by nigdy się nie skończyła. Liczyło się tylko to, że jest przy niej.
- Trzeba ci opatrzyć rany. - Bianka wyciągnęła z szafki nad zlewem małą apteczkę i zaczęła w niej szperać. Po chwili wyłożyła na stół plastry, bandaże i wodę utlenioną.
- Nie jestem ranny!- Cień podniósł się gwałtownie z krzesła i uciekł pod samą ścianę.
- Kim jesteś...?- dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach. Nie była ani trochę zaniepokojona. Wręcz przeciwnie. Chciała poznać prawdę o nieznajomym za wszelką cenę. Spojrzała butnie prosto w ciemność za kapturem i podeszła do Cienia.
- Zadałaś złe pytanie.- zrezygnowany także się do niej zbliżył. narastała w nim złość, złość za to, że ona chce zniszczyć to, co na razie wykiełkowało między nimi. Hahhaha, musze powiedzieć, że Cień dotał maluuutkiej obsesyjnej i oczywiście nieodwzajemnionej miłości. - Powinnaś raczej zapytać, czym jestem?
   Atmosfera stężała. Między nimi można było wyczuć namacalne wręcz napięcie, z obu stron przesiąknięte ukrywanym strachem. W romantycznym filmie, na pewno już dawno by się pocałowali, jednak to nie był film, a juz tym bardziej  nie romantyczny... Cień cały trząsł się ze strachu, ale starał się tego nie okazywać. Bianka nie pozostawała mu dłużna- nagle zaczęła się bać, że tajemnica, którą chciała odkryć, może ją tak właściwie przerosnąć.
- A więc czym jesteS?- to pytanie padło po chwili ciszy długiej niczym wieczność. Musiało w końcu paść.
   Padło i uniosło sie w górę. Zawisło tuż nad głową Cienia, gotowe zmiażdżyć go swym ciężarem w każdym momencie.
- nie wiem...- głos mu drżał. Był bliski płaczu. Zawsze sam, był wolny od takich uczuć, a kilkadziesiąt minut przebywania z tą dziewczyną sprawiło, że został stworzony od nowa. Osłabiony. Wywrócił się na lewą stronę.
   Bianka zaczęła nawijać pasmo jasnych włosów na palec. Lśniły niczym najszczersze złoto, a dla Cienia stały się największym skarbem. Z resztą nie tylko włosy. Cała ona była idealna! Czuł, że widok tej dziewczyny mógłby go tzrymać przy życiu do końca świata, albo i nawet dłużej.
- A więc dowiedzmy się.-  Stała tak blisko... wyciągnęła ręce i złapała za krawędź kaptura.
    Cień poczuł, jak serce staje mu z przerażenia, gdy ciemny materiał zaczął powoli opadać w tył, odsłaniając go całego. Wstrzymał oddech. Bianka zrobiła to samo.
-Jak... jak wyglądam...?- Cień cały drżał. Zacisnął oczy i czekał w napięciu na odpowiedź Bianki. I chociaż nie wierzył w Boga, prosił go w tej chwili gorąco, by dał mu cielesność.
    Rozpaczliwie chciał być człowiekiem. Chociażby dla Bianki. Dla dziewczyny, dzięki której jego serce zaczęło bić na nowo i nabrało ochoty do życia.
-Jak wyglądam?!- Cień krzyknął. Otworzył oczy.,
    Bianka zawahała się. Była przerażona, cała się trzęsła.
- Nie wiem.
  Cień minął ją bez słowa i wyszedł do przedpokoju, gdzie wcześniej zauważył duże lustro. Musiał w końcu poznać prawdę. W szklanej tafli zobaczył powoli zbliżające się... coś. I chociaż to coś kroczyło jak człowiek i kształtem trochę go przypominało, w całej reszcie było jego przeciwieństwem. Skórę Cienia pokrywały szorstkie, czerwono-srebrne łuski. Jego oczy błyszczały niczym dwa czarne krzemienie, nie było w nich ani jednego jasnego punkcika. Ciemne jak noc usta skrywały trzy rzędy ostrych zębów, białych i błyszczących. Z boków głowy Cienia odsawały spiczaste uszy, nieco trójkątne i zawinięte na końcach jak u nietoperza.
   Włosy barwy kruczych piór bezwładnie opadały na wysokie czoło, zasłaniając opalizujący na zielono znak runiczny.Kiedy tylko Cień dojrzał w lustrze Biankę, bojaźliwie wpatrującą się w niego z kuchni, poznał prawdę. Łuski na jego twarzy zaczęły się mienić w tysiącach odcieni granatu i błękitu.
- Jestem potworem.- Cień wyszeptał te dwa okrutne słowa. A Bianka nawet nie próbowała zaprzeczać. Pokiwała głową i spuściła wzrok.
   Cień poczuł, jak w jego wnętrzu coś pęka. To wspaniałe, ciepłe uczucie, które go wypełniało, odkąd tylko ujrzał Biankę, nagle go opuściło, gdy tylko usłyszał jej szloch. Poczuł jak cały świat upada i stacza się na dno, ciągnąc go za sobą. Ugięły się pod nim kolana i upadł na podłogę.
    Zrozumiał, że to już koniec. Spojrzał ostatni raz na Biankę- niezwykle piękną osobę, targaną niezmiernym przerażeniem. Chciał powiedzieć, że ją kocha. Nie mógł jednak otworzyć ust i pokazać jej tych potwornych kłów. Założył z powrotem kaptur i naciągnął go aż do samego nosa. Zacisnął powieki. Poczuł, jak jego ciało rozpada się na kawałeczki, samo niszczy i rozpada od środka. Zamieniał się w pył, wzlatujący w bezchmurny eter i osiadający na jasnym dywanie. Bianka zaczęła krzyczeć. Cień zginął, przepadł na zawsze....



uuuuffff, skończyłam. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu opowiadań o miłości. Właściwie to nawet nie wiem, czy to była miłość, ale cooo taaam. ;> Piszcie komentarze ! :D Mówcie, co sądzicie. :]
A ja na razie się odmeldowuję. Paaa ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz