No siema :D jesteś tu? przeczytaj co-nieco. ;) Skomentuj... masz klawiaturę, c nie? :D Na pewno nie ugryzie Cię w palec, jeśli coś tu napiszesz :] Lubię słuchać opinii innych ludzi, interpretować ich interpretacje... ;> takie zapętlenie, zwane rozmową, też to lubię ;) jeśli się wstydzisz publisznie- w.asp@wp.pl - to mój e-mail :D możesz coś do mnie naskrobać ;)

sobota, 30 marca 2013

:D

Siemka :DD Jak tam Wielka Sobota? ;> aarrr, u mnie na szczęście już koniec tego garowania i sprzatania... ;) Jutro zawijam do babci! oł jejjejee, na te pyszniste gołąbeeczki <l;3 yeeaaah :D
A co do reszty świąt- w dooomciuuu :D na szczęście nauki jest mało. bo tylko na egzamin do bierzmowania, to bd miała dużo czasu na pisanie :D
wgl, to fajnie by było zobaczyć jakiś komentarz, wiecie? co mi po tym, że wiem, że ktoś to na pewno czyta, skoro nie piszecie co sądzicie? z resztą, nad tym postem dodałam tekst- przeczytajcie sb ;>

piątek, 29 marca 2013

Mało życiowee ;)

Siemcia :DD Wpadam tu w biegu i zaraz wypadaam, bo jeszcze trzeba tyle zrobić.... ;c Macie moje nocne rozmyślaniaa ;)

Jesteśmy tylko dziećmi,
własnej przeszłości,
rozmemłanym bezsensem,
w swym istnieniu kazirodczym.

Nigdy nie wyfruniemy,
z tego zacisznego gniazdka,
z poplątanej przeszłości..
nigdy niczego nie zmienimy,
bo jest nam zbyt wygodnie.

I chociaż 'nigdy', to pojęcie względne,
to znaczy właściwie dosłownie,
że nasze istnienia przeklęte,
nigdy niczego nie zmienią.

Co dzień umieramy,
sami, samotni w sobie.
Co dzień płodzimy nową przyszłość,
i pokolenia ze wstydu pąsowe.

Zazębiamy się jak trybiki,
z innymi samotnymi trybami,
tworząc jeden współmechanizm,
przeczący zasadom logiki.

A właściwie, co jest logiczne,
a co już mniej?
Przecież kiedyś ziemia była płaska,
a logicznie dziś już nie...

Bo logiczne mogą być jedynie zmiany,
które bez zbędnego melodramatyzmu,
kształtują świat nam nieznany,
pełen własnych przeczeń i aforyzmów.

I chociaż żyjemy dzisiaj,
to jutro możemy o tym niechcący zapomnieć,
i zniknąć gdzieś w niebycie...

Zaraz bd Archiwum X w telewizjii :D yeaaah, 7 sezoon <3
Wgl, dzisiaj mieszany był dzionek,
między metalem a CocoRosie, Agnes Obel... i wgl, tak słodko-kwaśnie.

Taag, <3

Jako odpowiedź na wszystkie pytania ;)
Trzymajcie się ziomki, nadchodzi Latający Holenderrr :D Arrrr ! :D

Narazioocha! :**

Wjosna :D

Jaa, śnieg znowu spaadł ! <33 Hahah :D Witaam ponownie ziomeczki ;) 
Uwieelbiaam śnieeg ! *-*
Hahaah :D
Patrzciue, co udało mi się stworzyć ! :DD

Ta nasza tegoroczna wiosna,
coś bardzo jest niesforna,
zupełnie jak moja młodsza siostra..
mała duszyczka niepokorna.
Co z rana nie potrafi się zwlec z łóżka,
ani wyplątać z pościeli cieplutkiej,
a spod pierzynki wystaje tylko lewa nóżka,
i nie może się wybudzić,
z tego snu zimowo-nocnego,
i stale przestawia budzik,
na jeszcze '5 minut' snu słodkiego...
I tak śpi  i śpi,
i wcale nie wstaje,
i o nowym dniu śni,
co powoli nastaje.
a budzik dzwoni i dzwoni,
a ona stale go przestawia,
o tych kilka minut do przodu,
i wraca do swojego spania...
I tak jak mojej siostrze,
potrzeba do wstania bodźca silnego,
tak chyba i naszej wiośnie,
czegoś na pobudkę mocnego...


Ahhahaha :D Jaa, cały czas mam ochotę pisaać! :D już wgl nigdzie się nie ruszam bez małych karteczek ani długopisu... dzisiaj w nocy miałam dużo pomysłów, ziomki, ale mnie to cieszy ! :D

Na razie się odmeldowuję ;) Trzeba zrobi zakupy, znowu jakieś porządki, no wiecie, idą święta.... ;>
Paa! :** 

czwartek, 28 marca 2013

Finitoo :D

Wzięło mnie na pisanie ziomki ;D no siema ;) może raczej dobranoc...? KOńczę poprzedni wieersz ;33

A gdyby tak, zapomnieć...?
Uwolnić się od nadmiaru wspomnień,
odciąć od przykrych wrażeń,
i niespełnioncyh marzeń?
(.....)
Wyjście ewakuacyjne znaleźć,
z własnego umysłu,
i uciec jak najdalej,
od pamięci zarysów?

Schodami pożarowymi,
wspiąć się jak najwyżej,
krokami panicznymi,
by znów nie upaść niżej?

A gdyby tak...
puścić to koło ratunkowe,
rzucone nam z dawnych lat,
i uwolnić się od ich monotonii?

Wystarczy przecież wysoko unieść głowę,
hen, aż pod te schody pożarowe,
unieść ją wysoko prawdziwie
i głośno wykrzyczeć własne imię!

Mocno zapomnieć
lecz uparcie trzymać się tych wspomnień,
bo to zachowane w krańcach pamięci,
uchroni nas przed popełnieniem, tych samych błędów....


Finitoo :D natchnęła mnie przed chwilą muzyka... i mimo, że moje przyjaciółki odradzały mi w tym momencie słuchania metalu, to <o ja niegrzeczna> i tak słuchałam.. no i naszła mnie wena, skońcxzenia tego wiersza. Na pewno znacie to uczucie, gdy chcecie cofnąć czas i zapobiec włąsnym decyzjom, prawda ziomki?
Jak ja bym chciała to zrobić... i nie popełnić tego błędu.. ehhh.... ;c
no nic.
Trzymajta się ;DD
Tak pozytywnie.
Paa ! :**
Dobrrraaanoooc ! :>

Tren do elektroniki ;)

No witaaam :DD nareszcie wolne, czujecie ten układ? :> Wczoraj był bardzo fajny dzionek, nic dziwnego, że już we wtorek chciałam środy ;) A na razie dodaję treen :D hahahahaha ! :D tren do mojego laptopa ! :D hahaha ;) natchnęła mnie do tego moja przyjaciółka <siostraa> i tak dla 'fazy' napisałam :

Cóż ja mogę o nim powiedzieć;
za swego życia
był mi przyjacielem,
wspierał mnie z ukrycia...
A blask jego diod
rozświetlał mi codzienną drogę,
i choć często zawodził klawisz 'j',
bez niego żyć dłużej nie mogę !
Tak bardzo brak mi matu jego obudowy,
i klawiszy rytmicznego stuku,
ahh, znikł w otchłani mój drugi mózg elektronowy,
zbyt cicho jest bez jego wentylatorów szumu...
A były mu one jak dwa płuca cudowne,
co z każdym wdechem i wydechem,
całkiem dosłownie
łączyły mnie z internetem.
A teraaz...?
Nadszedł czas żałoby,
przepadły moje zdjęcia, teksty pliki,
nie posłucham już muzyki,
bo umarł mój drugi mózg elektronowy....


hahahahahahaha :D yeeeaaaah :D kuurde beela, pojechałam ;) tak na serio to tylko mu padła bateria (i nie moge jej naładować z powrotem) i mam jeszcze komputer 'stacjonarny', ale laptop miał już to swoje specyficzne <manitou> :D oczywiście, postaram się to naprawić i go odzyskać, ale na razie... hmm...  nadszedł czas żałoby ;) mAAARRRcheheeszki :DD

Zaczęłam pisać prace na kilka konkursów, ale niestery bd mogła je tu wrzucić dopiero po ogłoszeniu wyników, gdyż nie mogą być nigdzie publikowane.. ehh... no nic ! :D macie mój tren do laptopa a ja uciekaam ! :D paa ! :**

wtorek, 26 marca 2013

Środa :D

Dziwne mam wrażenie, że dzisiaj śrooodaa ;) hahah :D no sieemma :D wróciłam właśnie z próby na wieczornicę, bd sb recytować wiersze za parę tygodni <l;3 hehehe :D na próbie było nudnoooo, duszno, skwarnie i dziwnie pachniało...ogl, powietrze takie jakieś gęste jak kisiel i mnie kaszel przez to męczył, ale coo taam ;) lecimy do przodu po prostu! :D nie ma co sie oglądać, z resztą, zaraz znowu lecę, tym razem na zajęcia do muzyczneej :>

Cichy szum wentylatorów.
Cichy poblask reflektorów.
Ciche wibrowanie życia.
Ciche wzdechy, gdzieś z ukrycia.

Ciche piski mikrofonów,
ciche trzaski kabli zwojów,
ciche akty uwielbienia,
z nieruchomej publiki mienia.

Cicho wszystko tryumfuje.
Cicho sufit podpatruje,
tych maluczkich żyć rozterki.

A reeszta wieeczoorem, jak wrócę z zajęć! :DD meheeeheeeh, bo prawdę mówiąc, jeszcze nie skończyłaaam ;)
i na pewno jeszcze coś zmienię ;>
sooł.
na raziee ! :*

poniedziałek, 25 marca 2013

PL.

No sieemaaa :DD Jestę już po zajęciach, miałam uczyć się na niemcaa, ale stwierdziłam, że szkoda zachoduu ;) i znowu piszę :33

Ten prosty gest, zbyt symboliczny
w swej powierzchowności,
niepotrzebny w nim mimiczny
ślad zażyłości.
Patrzysz bez wyrazu wcale
w dwa inne oczodoły,
złośliwie tak dziwnie małe,
bo podejrzliwie zmrużone.
Czyżby obrzydzenie,
na twą twarz wstąpiło?
Czyżby wyciągnąć do niego rękę,
coś cię zmusiło?
I od razu, pośpiesznie:
lewica do prawicy
i wszystko razem w dół,
czy aż tak nieznośny,
jest twej dumy ból?
Chociaż trudno jest posądzić
ciebie, o jej posiadanie,
sam w to przecież wątpisz,
mój nadęty panie.
Ociekasz fałszem, ocieka twa prawica,
cuchniesz nim na wskroś,
cuchnie nim lewica.


Buum :D Na razie się muszę zwijaaać :>  kooolaacyyjaa ;) ale później wpadnę i też coś dodaam! :D

Naarsoon ! :]]

'tytuł'

Cześć :D Co tam słychaać? ;> Zaczęłam pisać nowy wieersz ;3 naszła mnie weena, juz dawno nie miałam pomysłu! :D tym bardziej mnie to cieszy ! po prostu uwielbiam to uczucie, gdy mogę przelać na papier wszystko to, co mnie aktualnie zajmuje, gdy te wszystkie myśli się porządkują na jeden moment i przestają być chaotyczne... gdy wszystko zaczyna się układać w jedną całość, a same rozmyślania nabierają sensuu... <3


A gdyby tak, zapomnieć...?
Uwolnić się od nadmiaru wspomnień,
od ciężaru przykrych wrażeń,
i od niespełnionych marzeń?

A gdyby tak odciąć,
pępowinę dorastania
i po prostu nie dorosnąć?

I iść pod niezmierzony, ludzki prąd,
wysupłać się z kleistego tłumu,
od niczego nie myjąc rąk,
nie słuchając życiowego szumu?

A gdyby tak pójść na przekór,
wszystkim tym głośnym zasadom,
lecz te cichsze także łamiąc?

Ale można też stanąć w miejscu,
spojrzeć za siebie,
choć miało się nie oglądać
i pozwolić wrócić wspomnieniom.

Jaaaa... koniec weenyy ;c później coś dopiszę. :D zaraz leecę do muzyczneeej , wgl, muszę napisać reportaż na polaakaaa i opowiaadaaniee, jaa, suupeerererer, zaraz zacznę pisaać :33

A na raziee , paaa ! :**

sobota, 23 marca 2013

Cd :D

No witam ponownie, w ten jakże urzekający, środowy wieczór. ;D Hahaha :D Z najnowszych nowości powiem tylko tyle, że zyskałam mnóstwo czasu na pisanie nowych opowiadań, przez to że mam skręconą kostkę, i muszę siedzieeć w doomu.. nudzi mi się niezmiernie, z małymi wyjątkami; jak piszę, przychodzą dziewczyny, albo gadam na skypie... a tu macie ode mnieee kolejną część opowiaadaaniaa ;)


'
on służy do zabijania-słowa Amaela odbiły się głośnym echem w mojej głowie- i tylko ty o tym możesz wiedzieć'. To było proste. Nóż, a właściwie sztylet niepozornego rozmiaru, bardziej przypominał obieraczkę do ziemniaków niż broń. Ale pozory myliły. Dzięki temu można było go ukryć, przenieść i mieć przy sobie, bez wzbudzania niepotrzebnych podejrzeń.
   Sięgnęłam z półeczki małe, lakmusowe puzderko i wtarłam w bladą twarz jego zawartość. Zaraz też moja skóra zabarwiła się na czarci, czerwony odcień. To był rytualny makijaż skrytobójczyń, chociażby na czas narad, czy wykonywania zleceń. Byłyśmy z natury demonami, więc zewnętrznie też powinnyśmy je przypominać. Bo przecież, kogóż innego niż nocne demony, nie cieszy śmierć innego człowieka?
   Spojrzałam w lustro. Bynajmniej, wyglądałam jak przydrożne straszydło.. czarne włosy w nieładzie, i równie czarne oczy, żarzące się nieziemsko. nieludzko.Po plecach przebiegły mi zbłąkane dreszcze. Sama siebie przerażałam.
   Wróciłam do pokoju. Amael czekał na mnie. Podał mi czarny, atłasowy płaszcz i uniósł pytająco brwi.
-Myślałem, że nie lubisz się charakteryzować.
-Bo nie lubię.- wzruszyłam ramionami.- Ale czasami trzeba.
   A prawda była taka, że chciałam się po prostu ukryć... schować przed własnym strachem. Nie pokazywać zmęczenia ani tych sińców, które wykwitły mi pod oczami..
   Po prostu.. pokazać, że nie jestem miętka.
   Zarzuciłam płaszcz na ramiona i przytroczyłam sztylet do pasa. Z ciekawością sięgnęłam po białą kopertę, w której znajdowało się moje najnowsze zlecenie. Imię jakiegoś biedaka, który w czymś komuś zawinił. Otworzyłam ją. tak powoli, bez pośpiechu. Delektując się narastającym podnieceniem. Zajrzałam do środka. I zaraz odskoczyłam jak poparzona, zrzucając kopertę na podłogę.
    Z jej wnętrza wypełzły niezliczone ilości małych pajączków i rozbiegły się po całym pokoju. Były czarne, z czerwonym kwadratem na grzbietach. lekko przestraszona wzięłam ją z powrotem w dłonie i wyjęłam małą karteczkę ze środka.
   No dobra. Kogo miałam zabić znowu?
 ____________
   Spojrzałam przerażona na Amaela. Na kartce były wyraźnie napisane; moje imię i nazwisko.


Ooooł jee zioomeczki, nie piszę 'cdn' bo to się rozumie samo przez się. d; hahahaha :D spoko dzionek, i tyle Wam powiem, jestem przeziębiona, obgadały mnie starsze ciotki, przebrnęłam przez porządki w pokoju, ale żyję i to się chyba liczy ;)
na razie spaaadaaam ! :D paaa ;**

poniedziałek, 18 marca 2013

d-.-b

Poniedziałek :D No poniedziałek, ziomki, poniedziałek. Czy muszę dodawać coś jeszcze? :DD
Jutro zawoody z koszaaa, nie mogę się doczekać
! :D hahahaha :D


Klaustrofobia.
    Ściany powoli zbliżały się, a przestrzeń coraz bardziej kurczyła. Zaczęło mi brakować powietrza. Serce panicznie zatrzepotało, gdy światło nagle zgasło, pogrążając mnie w nieprzeniknionej ciemności. Ciśnienie naparło na moją czaszkę i poczułam, że paraliżuje mnie zimno. Ściany były coraz bliżej, osaczały mnie, powoli miażdżyły. Nie mogłam się ruszać, nie mogłam oddychać!
   Spokojnie, spokojnie, spokojnie, muszę się uspokoić! Wdech, wydech, wdech.... i krztuszę się. Nie mogę powstrzymać paniki. , zaczynam krzyczeć i kurczyć się, już niemal czuję jak moje kości pękają pod naporem ścian. W mózgu bębni mi tylko jedna myśl: umierasz, umierasz, umierasz, umierasz, umierasz....! Z oczu lecą mi łzy grubym potokiem, dławię się nimi, nie mogę oddychać...
*   *   *
   I w tedy się budzę. Dyszę ciężko, nadal przerażona. Rozglądam się po pokoju, wszystko jest na swoim miejscu; meble, dywan, panoramiczne okno i otwarte drzwi, w których stoi Amael.
-Znów miałaś koszmary.- bardziej stwierdza niż pyta i siada obok na łóżku.\ Chce mnie przytulić. Odrzuciłam gniewnie kołdrę i zeskoczyłam na podłogę.
-Nieprawda.- burczę w jego stronę. Kłamię. Nie chcę jego litości.
-Przecież widzę.- Amael podchodzi i odgarnia mi splątane włosy z twarzy. Nie czekając na moją reakcję mocno mnie przytula.
    Niezgrabnie zdołałam się wyplątać z jego objęć. Chwyciłam z krzesła mój nóż i ubranie zwiadowcy i poszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby widział moją twarz.
*  *  *
     Nie lubiłam tej łazienki. Była straszna. Lustro było straszne. Ten wypłosz, który się w nim odbijał, też był straszny. Zlew i wanna- do nich lepiej było się nie zbliżać. Karaluchy i jakieś inne robactwo urządziły sobie w nich posiadówkę. Z kafelków i sufity zwieszały się płaty pleśni. Fuuuuj.
    Założyłam skórzane buty, piżamę zamieniłam na czarne spodnie i białą koszulę. Do pasa przytroczyłam srebrny sztylet. Błyskał złowrogo w świetle starej jarzeniówki. 'On służy do zabijania. I tylko to powinnaś o nim wiedzieć;. Słowa Amaela zadźwięczały mi nagle w głowie, przypominając o nowym zadaniu.

cdn.

Znowu cdn, ale no niestety pokłądy mojej wyobraźni cały czas żądają ujścia na zewnątrz i nie nadążam... i z pisaniem nowych rzeczy i z kończeniem starych. No cóż. :D Gadam sb teraz z Mnichem na skaaajpaaaju, i ogl, zaraz do muzycznej leceęę :D Paaa ! :*

sobota, 16 marca 2013

.

Jaaa , 200 wyświetleeń, no fajnie, fajnie :D
Dzięki, że czytacie ;)
Fazaaa :D

-no po prostu radocha- ;33

Okok. :D

Jestę z powrotem ;) zaczynam nowe opowiadanie.. trochę moze być skomplikowane, bo mam jego różne fragmenty zapisane w zeszytach od matmy, chemii i jeszcze fizyki... xD hahah :D ja nwm, po co właściwie chodzę do tej szkoły, jak  i tak całymi dniami się nudzę... ;>
Przejście.

  Patrzę na pustą kartkę w szare linie. Powoli moją głowę wypełniają słowa, najpierw chaotycznie, a później same sklecają się w spójną całość. Nie znajdują jednak swojego miejsca na papierze. Wzlatują bardzo wysoko, w eter. Znikają, tworząc nierealny most między mną, a... no właśnie, czym? Bo coś na pewno, jest na końcu mostu.
    Z ciekawością stawiam pierwszy krok, później następny. I zanurzam się całkowicie w srebrzystej mgle. Właściwie to ona pochłania mnie. Znikam tak, jak wcześniej moje słowa. Dematerializuję się. Lecę, płynę, biegnę i spadam. Bo nagle już nie ma mostu, nie ma słów, nie ma nawet kartki, wszystko znika, a z tym wszystkim znikam również i ja.
   Czuję nicość i jej niespokojny oddech. Włosy falują na tym pustym wietrze, wciskając się wszędzie: do oczu, ust, nosa... Nie mogę krzyczeć, nie mogę oddychychać. Ciśnienie bezlitośnie naparło na moją czaszkę. Słyszę tylko ogłuszający szum.
  Ból rozsadza mnie całą. Nogi, ręce, brzuch-wszystko płonie żywym ogniem.
   I nagle się kończy.

  Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Nicość zniknęła, jak również wszystkie jej niedogodności. Udało mi się! Z głębokim westchnieniem położyłam się na miękkiej, zielonej trawie. Zrobiłam w niej radosnego anioła i zapatrzyłam się w niebo. Zmarszczyłam czoło widząc jego czerwoną barwę i trzy niebieskie słońca. A z resztą. Udało mi się ! DOtarłam tu!
  Odetchnęłam pełną piersią i zaraz też się zakrztusiłam. Powietrze było przesiąknięte metalicznym zapachem, lekko zachodzącym zgnilizną, do tego fruwały w nim jakieś podejrzane drobinki. Fuj. Trawa też wydała mi się jakaś dziwna... kleista, pociągła i wydająca głośne... westchnienia ...?!
  Zerwałam się na równe nogi i krzyknęłam. Spod zielska wyłoniły się nagle cztery pary smolistych oczu, a podłoże zadrżało. Usłyszałam głośny wrzask. Niespodziewanie pod moimi stopami otworzyła się głęboka przepaść, najeżona białymi kłami i wypełniona skręconym, różowawym językiem. Zachwiałam się i wpadłam w mroczną czeluść.
  Krzyczałam w niebogłosy. Moja poprzednia radość się całkowicie ulotniła, a zastąpiła ją lodowata panika Zahaczałam raz po raz o ostre zębiszcza, które zaczęły się robić coraz dłuższe i i większe. Oplótł mnie długi jęzor potwora i mocno zdusił. "Boże, chyba umieram". Ta przerażająca myśl zmroziła mi serce, zaciekle walczące z brakiem tlenu.
  I nagle stwór wrzasnął wściekle. Fala dźwiękowa mnie ogłuszyła, a kurczący spazmatycznie język odebrał dech. Ostatnim, co zobaczyłam, był wielki, zaostrzony trzonowiec, pędzący prosto w moją stronę.
A potem była juz tylko ciemność.
cdn.


resztę dodam później, w zależności, czy znajdę chwilę ;) hahah :D taki joke :> Lecę gadaać na skypiee, mam nadzieję, że dołączą dziewczyny ;)
Dzisiaj był fazowy dzieeń.. szkoda, że już się kończy! :D
Więcej takich sobót proszę, a najlepiej to by było, gdyby zaczęły się już wakacje ;33
Dzisiaj planuję maraton 'Archiwum X' :D hahaha :D boskoo bd  ! :D

Naraziooochaa ! :**

No siema :3

No witam ponownie :D Soreeczka, że tak długo nic nie dodawałam, ale po prostu miałam duużo zajęć i mało weny... hahhahaha :D ale to już raczej za mną ;)
musiałam się obudzić. Po prostu obudzić z tego żalu. Dzięki tym kilku osobom, które były przy mnie i bardzo pozytywnie mnie nastawiały udało mi się ;> A co u Was? Miło by było, zobaczyć jakiś komentarz pod wpisem, niekoniecznie pod tym ;DD Klawiatura nie gryzie, ziomki, piszcie co sądzicie!

- z góry sorki, za taki długi wiersz, ale chciałam się nim podzielić- ;))
Szara satyra.

Tragedia ludzkiego życia,
polega właśnie na tym,
że bliscy jesteśmy utycia,
przez ten nasz dziwny fanatyzm
-nienaturalny-.
Co dzień rozdyma nas
telewizyjna gadka-szmatka,
radiowe przekazy dla mas,
ogólny głośny jazgot
-medialny-.
Tkwimy między życiem
z oper mydlanych,
a życiem własnym
już gorzej reklamowanym.
Bo jesteśmy jak te ludziki zielone,
uwięzione w planie ewakuacji
co zawsze w biegu są uśpione,
w wiecznej panice zamrożone.
Stoją tak po środku,
bez niczego przed sobą,
i za sobą także,
ślepo wierząc białej strzałce,
z tego planu ewakuacji.
strzałka wręcz wrzeszczy i krzyczy:
'Tam idź ludziku!'
A ludzik natychmiast biegnie,
choć to droga do nikąd.
Każdy z nas ma w sobie
coś z takiego ludzika właśnie,
gdy w społeczeństwie jesteśmy szarzy,
pod mediów rozkazem.
Tulą nas te medialne zabobony,
co wieczór do snu układają,
koniczyny, grosiki, na miotle matrony,
co nad ludzkim pechem 'władają'.
Zaś noc nakłada nam na oczy,
swe mroczne knowania,
horroru swąd uroczy,
warty po wsze czasy zapamiętania.
I  budzi nas rano,
despotycznego tajmera wrzask,
najlepszego w życia układaniu,
w ustalaniu grafiku dnia.
I idziemy do pracy białą ścieżką,
ludzie zielono-szarzy,
w swej szar-zielonej niedoli,
gdy poglądy nasze klecą,
po kolei każda z gazet.
Bo celebrytów i polityków bycie,
tak bardzo nas przecież rajcuje,
i marzymy, tak bardzo skrycie,
o zamianie ich i naszego życia.
Bo człowieka zajęcie,
to głównie jest marzenie,
o szklanych górach,
o niebieskich migdałach myślenie,
całodobowe bujanie w telewizyjnych chmurach.

-ah, gdyby na marzeniach można było zarabiać.-

Kręcimy swe tryby zapracowane,
do upadłego, tak ciągle nakręcane,
z ukrytej chciwości,
lub całkiem jawnej....
Pracujemy bardzo cięzko !
W jednym tylko celu...
by móc obejrzeć choć jedną
z tych nowych telenoweli ;)
Plus cały zestaw 'faktów',
filmów, spis hitów cenowych,
dokumentów, wywiadów,
bloków reklamowych całodobowych.
Ja coś o tym wiem, bo widziałam,
przez okno niezasłonięte,
wszystkie te klapki na ich oczach zatrzaśnięte,
gdy żują ten caały doczesny chłam.
Gdy wracają już wieczorem,
z własnych myśloodsiewni,
do innych myśloodsiewni,
chowając zmartwienia pod stołem,
od tych zmartwień zniszczonym.
I wyciągną z powrotem te zmartwienia spod stołu,
pogłaszczą je, pomiętoszą, popieszczą,
zasiądą z nimi przed telewizorem,
obejrzą wiadomości.
Jazgot się miele w trybikach,
a olej powoli wysącza z głowy,
bo człowiek ginie gdzieś w neewsweekach,
między sportem a pogodą.
Bo po drugiej stronie szkła,
wszystko jest bardziej możliwe,
lepszych barw nabiera świat,
wygięty i falowany, jak w malignie.
Te problemu spod stołu,
nagle stają się malutkie i śmieszne,
gdy serialowi kochankowie,
schodzą się nareszcie.

Koniec spotu.
Ekran zgasł.

I człowiek zasypia zmęczony,
w świetle starej lampy,
ze zmartwieniem obok głowy,
również zaspanym.
Aż tu się skrada budzik,
łasi się do nóg człowieka,
a potem wspina na półeczkę
i przyczajony na ranek czeka.
Myślę, że utknęliśmy, gdzieś właściwie pomiędzy:
między tele-kanałami w liczbie tysiąc pięć,
a krwawymi pieniędzmi.
A ja już coś o tym wiem,
bo widziałam,
przez domów okna niezasłonięte,
ludzi i ich bezmyślnie zlasowane ciała.

Buuum. Koniec ;> Wytrwaliście do końca ..? hahahah :D Wiersz powstały na matmie , widać, ze mi się na niej ewidentnie nudzi, c nie ? :DD nie ma to jak przemyślenia Oliwki ;) heheh :D
niestety powiem Wam, ze na razie odłożyłam pisanie dalszej części 'Szczęk 4'. Sama już nie wiem, i nie pamiętam, jak to wszystko miało się tam zakończyć.... jak sobie przypomnę, to napiszę ;)
sobota leci ciekawie, w rytmie NDK :D hahaha :D fazaa . byłam na próbie, dzisiaj trochę coś nie pykło, ale i tak jest okeej :D dokopałam się w piwnicy do moich ostatnich szpargałów, ale niestety jeszcze dwa z moich dawnych notatników pozostają zaginione ;< no nic...
na razie się odmeldooowuuuję ! :D

niedziela, 3 marca 2013

Czarne chmuryyy.

I po pogrzebie, po stypie. Wszystko jakby ostygło- każdy stara się zapomnieć. Ale dlaczego mi jest tak trudno ? Jak można wrócić do rzeczywistości, po śmierci? W duchu liczę na to, że świat nie pędzi ku końcowi. Z drugiej strony, to by było nawet wygodne.

A z resztą. Wiem, że za kilka dni mi przejdzie, ten negatywny nastrój, ale pamięć na peewno zostanie. Strach. I nadzieja.

Pustka wierci czarną dziurę,
w samym centrum atmosfery,
na padole, tuż pod chmurą.

I zdziwienie.I niepewność.
Czy dzieje się to, co się dzieje?

Wszystkie dusze mniej lub bardziej
liryczne płaczą.
za wujkiem, bratem, mężem, tatą.

Co dziwniejsze, jak ten człowiek niegdyś kochany,
zmieścił się w małej urnie,
na styk i wymiar, dokładnie upchany?

Może to dlatego, że zniknęły
ulotnej duszy,
niecierpliwe 22 gramy...



Dobrze, że nie było mnie dzisiaj w szkole. Sama przypominam trupa. I fizycznie i psychicznie.
https://www.youtube.com/watch?v=ORvBUL0Vrxk


Dzięki, że jesteście, Dziewczyny :**


Sajonara.

wtorek, 26 lutego 2013

A miało być.

czarno, czarno, ja po prostu czarno to wszystko widzę.
 Przepraszam. Ale znów tak jest, że miało być mega optymistycznie i radośnie, a wyszło... macie trochę złych wieści od Oliwki. ;/ Jutro jadę na pogrzeb. A dzisiaj mam doła. I stworzyłam znowu jakoś mało normalny wiersz.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że złymi emocjami należy się dzielić tak samo jak tymi dobrymi- podzielone złe emocje w końcu znikną, a niepodzielone- zostaną i bd źle wpływać, jak to one.
A więc wrzucam tu to moje smutne arcydzieło.

Te oczy,
szeroko otwarte,
głęboko wpatrzone.
Co widzą,
gdy środek nocy
zbiera żniwo zlęknione?
Czy mrok
przesiąknięty strachem,
ma w sobie coś więcej
niż te zakrwawione ręce?
W ciemnej głębi
mruczy i błyska
myśl nie czysta,
ze smutku pochodna.
Zatarła się granica rzeczywistości,
gdy umarły wszystkie radości,
śmierci swej winne,
i takiej właśnie śmierci godne.

Czuję się bezsilna.
Denerwuje mnie myśl, że cokolwiek bym robiła- czas się nie cofnie.
Dlaczego życie ludzkie jest takie kruche?
Dlaczego nie można niczego zmienić.......



niedziela, 24 lutego 2013

...

Jaaaa, wgl, jesteście tam ? Dajcie jakiś znak życiaa, coo? :<

Znalazłam dzisiaj kilka starych listów, kilka starych pamiętników... nie wiem sama, co mam o tym sądzić. I komu właściwie powiedzieć. Tak jest raczej lepiej- tutaj jestem całkowicie anonimowa, nikt mnie nie ocenia, nikt się nie lituje. Ale czy ja tego właśnie nie potrzebuję?
Dobra. Dość. Żadnego więcej filozofowania po kakale, bo mi mózgownicę wywraca na lewą stronę... zaraz się zacznę ubierać tylko na czarno i ogolę się na łyso, albo jeszcze gorzej... ;D




Lewica do prawicy i wszystko razem w dół.

Bo to nie nasza walka, gdy brat zabija swego brata.

Zaczęłam pisać kolejne opowiadaniee... ;) postaram się nie dać wchłonąć życiowej apatii. Łapiecie wgl sens tych dwóch zdań? Pomyślcie nad tym. Bo mimo wszystko one mają sens.


 A na razie się odmeldowuję. Sajonara! ;*

piątek, 22 lutego 2013

Baśni ciąg dalszy ;)

Cześć ! :D Jak Wam minął dzień? ;> Piąteeeczeeek ! No nareszcie ! :D



BAŚŃ.

- Przede mną nie ma ucieczki.- złowieszczy szept rozległ się w komnacie.- Nigdzie nie można się przede mną schować.
   Śmierć powoli zbliżyła się do Księcia i czule pogłaskała rubiny w jego koronie. Spowijała ją ciemność i zimna mgła. Jej długie, ogniste włosy zaczęły drażnić skórę władcy, gdy się nad nim pochyliła.
- Twoje sztuczki są nic niewarte ! - Śmierć zaśmiała się głośno i chrapliwie.
    Serce Księcia biło coraz szybciej i szybciej, gotowe w każdej chwili wyrwać się z jego klatki piersiowej. Lodowaty pot oblał go całego, gdy Śmierć usiadła na brzegu łoża.
- Jednak... dzięki Tobie mogłam ostatnio odpocząć... sam posyłałeś do piekła ludzkie dusze, nie chowając ciał zabitych, a topiąc je w fosie... mogłam w końcu się odprężyć!- Śmierć pogładziła go jak nowego ulubieńca. Dreszcze przebiegły mu po plecach.- Jestem ci nawet wdzięczna... - Śmierć uszczypnęła go w policzek niczym stara ciotka i zachichotała.- Mogę za to dać ci to, czego tak bardzo pragniesz!
|    Oczy Księcia Czarne Serce zrobiły się okrągłe niczym spodki. Zaczął energicznie kiwać głową.
- A więc dobrze.- Śmierć otworzyła siwe usta i dała mu swoje mroczne tchnienie.- Bądź nieśmiertelny i trwaj aż do końca swego świata !
   Książę Czarne Serce poczuł, jak ogarnia go ocean spokoju i szczęścia. Upojony sukcesem wyrzucił liczne ramiona w stronę nieba i spojrzał na niezliczone gwiazdy. Wreszcie poczuł się na swoim miejscu ! Pierwszy raz zasnął bez problemu, nie męczyły go juz także koszmary. Nie zauważył żadnej różnicy. Zatrzeszczał jedak lekceważąco i pogrążył się w marzeniach sennych.
   Do samego rana wiatr szumiał w jego zielonej koronie, a o świcie ptaki uwiły gniazda na jego gałęziach- czarnych jak jego dawne serce.
   A Śmierć rechotała w głos, wiedząc, że dała nauczkę kolejnemu człowiekowi, który śmiał z nią igrać.


Koniec.


i co , podobało się ? :> Hahahha, gdyby ktoś nie ogranął, Książę zamienił się w drzewo. xD

Ja spaaadaaam ! :D Bd w telewizji maraton z 'Archiwum X' :D Trzymajcie się!

czwartek, 21 lutego 2013

Nieszczęśliwa baśń. :D

No siemaneczko :D Niestety nie dodaję kolejnej częśći 'szczęk 4'. Nie mogę jej napisać! cały czas wydaje mi się, że jest masakrycznie przesadzona. No to zaczęłam kolejne opowiadanie... ;D
Ale mi wgl zimnooo ! dopiero wróciłam ze szkoły... ;) no i siedzę i się nudzę. :D
A i mam coś dla Waaaas! :>
Tam na góóórzeeee ,  bo nie mogę przesunąć. ;> moje arcydzieło z zajęć artystycznych :D
Hahahahah, no dooobra, do rzeczy :D
BAŚŃ.


Książę Czarne Serce cały trząsł się ze złości. Jego purpurowy płaszcz furkotał głośno, gdy władca szybkim krokiem przemierzał zamek. Stukot pozłacanych ostróg odbijał się donośnym echem od marmurowych ścian, uporczywie wżynając do głów jego zastraszonych sługusów. Książę wysoko i dumnie unosił głowę, nie zaszczycając wzrokiem nawet kawałeczka posadzki. , skąpany w blasku swej wymuszonej chwały.
   Stare gobeliny i majestatyczne obrazy, mosiężne świeczniki, nowoczesne bibeloty- wszystko to gasło i kurczyło się w przestrachu, zwijało w pokornych ukłonach, gdy tylko przechodził obok. Z rozmachem otwierał każde napotkane drzwi, nie przejmując się wcale, że ich zdobione klamki żłobią głębokie dziury w ścianach. Przewracał stoły, łamał ulubione krzesła zmarłej żony i wrzeszczał w niebogłosy- dając upust swojej złości.
   Książę wpadł do zamkowych lochów niczym huragan i zbeształ strażników za ich nieco spóźnione honory. ekceważąco machając na nich dłonią, skierował się prosto do ostatniej celi, w drugim korytarzu od lewej.
- Ty szarlatanie!- jego głośny krzyk odbił się echem nawet w pobliskich lasach.- Ty szczurzy pomiocie, zdradliwa i oślizgła żmijo !
   W głębi celi coś zaszeleściło. Z mroku powoli wyłoniła się pobladła i wychudzona twarz starca.
- Radzę ci, Mości Książę, byś raczej uważał na to co mówisz, i do kogo się zwracasz...!.- w zielonych oczach więźnia pojawił się niebezpieczny błysk, a długa, biała broda zaczęła falować, gdy ten zaczął się opętańczo śmiać.- A najlepiej dla nas wszystkich by było, gdybyś łaskawie poszedł do diabła!
     Jego donośny rechot wrzynał się w podświadomość Księcia, odbierając mu jakikolwiek rezon i przewagę. Cofnął się do tyłu zaskoczony, jednak zaraz podszedł jeszcze bliżej.
- Właśnie stałeś się zbędny.- wyszeptał mściwie do starca. Upiorny uśmiech zagościł na jego twarzy. Odwrócił się w stronę strażników.- Zabrać go ! Niech dołączy do reszty kapłanów !
     Gdy tylko żołnierze wyprowadzali go z celi, czarodziej zaczął się wić konwulsyjnie. Chude nogi plątały się w poły jego cechowej, granatowej szaty. Książę Czarne Serce jeszcze długo stał w ciemności, z bolesną świadomością, że przegrał. Kolejny raz. Zdziwiony zauważył, że kurczowo trzymał się zardzewiałych krat celi. Powoli puścił żelazny pręt i w milczeniu skierował się do sali tronowej. Nikogo po drodze nie spotkał- każdy, z tych nielicznych mieszkańców pałacu, schował się w swoich komnatach, nie chcąc sie narażać na gniew władcy.
 Książę doszedł do ogromnej sali. Odwrócił portret zmarłej żony malunkiem do ściany, jak to ostatnio miał w zwyczaju, zrzucił swój płaszcz na drogi, perski dywan i sztywnym krokiem podszedł do bogatego tronu. Z irytacją strącił z niego wszystkie miękkie poduszki, po czym usiadł na mahoniowym, zimnym drewnie i wpatrzył się w pustą przestrzeń.
   Książę nadal słyszał głos maga, chociaż wkoło panowała martwa cisza. Zdał sobie sprawę, że to był już dwudziesty siódmy czarodziej, który zagrał mu na nosie.
- Nie!- książę gdniewnie uderzył pięścią w oparcie tronu.
  Królewska duma nie dopuszczała do niego myśli o przegranej, o nie, nie nie! To nie jest jeszcze koniec, a wręcz przeciwnie, dopiero początek! Wystarczy, że odszuka kolejnego kapłana, maga, znachora, wieszcza, kogokolwiek i wyperswaduje mu, siłą, pieniędzmi lub jeszcze inaczej, by ten mu pomógł! Jeszcze jeden, jeszcze tylko jeden, a tym razem na pewno się uda! Musi się udać!
    Książę Czarne Serce od lat poszukiwał sposobu na nieśmiertelność. Nie respektował śmierci, nie chciał o niej nawet słuchać! Zamknął się za murami pałacu, by nie musieć oglądać starości. Jednak nie potrafił ukryć się przed czasem, a już tym bardziej go zatrzymać... i stąd wzięła się jego fobia- strach przed śmiercią.
   Powoli zatracał się w swoim szaleństwie, doprowadził do przedwczesnej śmierci własnej żony, załamania nerwowego prawie całej służby, powolnego upadku królestwa  jak i również do tego, że zapomniał własnego imienia. Jego życiu przyświecał tylko jeden cel: nigdy nie umrzeć.
   Książę Czarne Serce rozkazał zniszczyć wszystkie zegary w swoim państwie oraz przyprowadzić każdego, kto choć trochę znał się nam magii. Temu, kto sprawiłby, że Książę nigdy się nie zestarzeje- obiecano bogactwo i połowę królestwa, jednak wszystkim oszustom groziła śmierć w męczarniach. Z początku do pałacu przybywali liczni śmiałkowie, znający zaklęcia odmładzające dla króla, lecz z nieuniknionym upływie czasu było ich coraz mniej. Książę zaczął się starzeć, a magiczne sztuczki jedynie przyspieszały ten proces. Władca gorzkniał. Z dnia na dzień coraz bardziej. Na całe noce zamykał się w garderobie i uważnie się oglądał w lustrze, szukając najmniejszych skaz i zmian, wskazujących jego koniec.
   
Fosa okalająca zamek szybko zapełniła się krwią i poćwiartowanymi ciałami oszustów. Tego dnia dołączył do nich kolejny. Książę zaś czuł zbliżającą się wielkimi krokami porażkę- w celi został już tylko jeden czarodziej.
   Udał się do swoich  komnat, nie jedząc żadnego posiłku. Był juz bardzo zmęczony. Zdjął swe królewskie szaty, ubrał koszulę nocną i, nadal w złotej koronie, położył do ogromnego łoża z baldachimem. Łóżko było o wiele za duże, jak dla jednej osoby. Książę czuł w nim jedynie pustkę i samotność, które często nie dawały mu spać.
    Nagle ,  w pokoju coś się poruszyło i władca poczuł, że nie jest w nim sam. W kącie komnaty stała sama Śmierć, dumnie wyprostowana. Książę Czarne Serce zobaczył ją, a jego serce o mało nie stanęło ze strachu. Sparaliżowało go przerażenie. Patrzył prosto w puste oczodoły stwora i czuł, jak zimna nicość powoli go wsysa.

CDN.

Hahahaha, później dodam resztę, bo teraz muszę już lecieć! Trzeba się uczyć, no niestety... ;C
Na razieee ! :*

poniedziałek, 18 lutego 2013

Polityka. Wiersz gniewny.

No cześć, jak tam u Was? :> hmmmmm... u mnie znowu jakoś coś nie idzie. Dałam się wrobić w kolejny, cudownie mi niepotrzebny do niczego konkurs z WOSu! D: Żaaal, całe popołudnie teraz spędzam na kuciu. A to jest tylko jedna, malutka przerwa, która mi w tym momencie 'przysługuje'. Argh, nienawidzę wosu!

,,Pytania mało dyplomatyczne.''

<Światła, kamery, akcja!> :
sztuczny, wyćwiczony uśmiech
i równie sztuczne brawa,
zaczynasz czytać podekscytowany tekst.
Bardzo prosta jest twa rola,
wyglądasz jak Wódz Wielki,
i po prostu masz ich przekonać
do swej skomplikowanej polityki.
I oto zwrot w prawo, do kamery pierwszej!
A potem najazd drugiej kamery
i przytulasz podstawione dziecko do piersi,
przekonując, że wciąż jeszcze masz serce.
<Cięcie!> reżyser krzyczy i już biegnie,
gaszą światła, zbierają sprzęty,
zostajesz sam ze sobą na scenie,
gdy zasypiają wszystkie kamery.
Uśmiech przyklejasz znowu,
wychodzisz na zewnątrz- tam wszyscy cię znają,
wracasz do sztucznie wypełnionego domu,
bijąc się po drodze z myślami.
łapię cię gdzieś za rogiem,
gratuluję <dobrego> występu,
ty przybierasz wyćwiczoną pozę,
ale ja już znam te Twoje wybiegi.
Proponuję wywiad- na co radość twa,
zacierasz ręce z uciechy,
że zareklamujesz swoją twarz,
i przygotowujesz sobie odpowiedzi.
Więc zaczynamy!
Lecz ty jesteś zawiedziony,
bo nie oto miałeś być pytany,
i nie z takich rzeczy strony.
<Co widzisz, gdy gasną światła,
wśród wyuzdanych wspomnień?
Gdy zostajesz ze sobą sam
-czy zasłaniasz twarz dłońmi?
Czy dusze pokrzywdzonych,
z twojej słodkiej winy,
wypełniają twoją głowę,
przy jazgocie telewizji?
Czy dla ciebie to powód do dumy,
gdy po drugiej stronie szkła,
widzisz wymuszoną przychylność tłumu
i siebie, wśród wiwatów i braw?
Czy stajesz tak jak wcześniej,
na próbę i miarę biorąc strach,
przodem do naiwności ludzkiej,
a tyłem do własnych kłamstw?
Jak ci nie wstyd, skoro wiesz,
że ciągle skracasz im życie,
marnując wszystkie minuty i każdy dzień,
na swe polityczne 'bycie'?
Tysiąc zmarnowanych chwil
-bo tyle masz ich na sumieniu,
mówisz 'carpe diem',
a jednak... jest jakiś cel w tym twoim niechceniu?>
Program polityczny desperacko przedstawić chcesz,
lecz to na ostatnie pytanie czas:
<mówiąc to swoje 'carpe diem',
mówisz tylko do siebie, czy do mas?>
Milkniesz, tak mocno speszony!
Spuszczasz ze skruchą głowę?!
Cóż, jestem głęboko zawiedziona,
twoją niezwykle zmienną postawą.
Koniec wywiadu, dziękuję,
zebrałam już cały materiał,
będzie artykuł- winszuję,
bo przecież chciał pan właśnie tego!
Jak się później okazuje,
polityk ze swego urzędu odchodzi,
co jasno świadczy i wskazuje,
że dziś mało jest silnych ludzi.

....




Taki wywiad przydałby się niektórym politykom, c nie? :D  A ja... wracam do kucia materiału na konkurs... zapomniałam dodać, że konkurs jest jutro z rana. lool. O,O Po co to komu? po co komu zmuszać do tego ludzi, którzy nie chcą?

Wpadnę gdzieś tak przed północą, i dodam kolejną część 'Szczęk 4' :D hahahah, a na razie:

OYASUUUMI! :DD

niedziela, 17 lutego 2013

Nothing to do here. :D

Hahahahahaha :D Ale suuper ! Znalazłam kolejny brudnopis, który mi zaginął podczas remontu... ;3 hahahahah był u mojej siostry w pokoju, gdzieś w jej garciarni [lol] :D I mój wiersz z wakacji. Chcecie? heehhe, raczej nie macie zbyt dużego wyboru ! :D

Co oznacza
słowo ,,donikąd''?
I gdzie właściwie
prowadzi?
Czy opisuje
wszystko?
Lub właśnie
wszystkiemu wadzi?
Czy jest zaprzeczeniem
ludzkiej świadomości?
Albo życzeniem,
bez spełnienia możliwości...?


Łaaaaa, jutro szkoła, jaki zapłon O,o. I niemiecki maaam! Masakra.. muszę się chyba poddać dzisiaj germanizacji, bo inaczej się nie douczę ! A pani od niemca ma ochotę pożreć mnie żywceeeem.... czemu mnie nie lubi? :> hahahahah, dobrze wieeem, zalazłam jej za skórę xD. Może dodam coś później, więc paaaa ! :D