Siemka :DD Jak tam Wielka Sobota? ;> aarrr, u mnie na szczęście już koniec tego garowania i sprzatania... ;) Jutro zawijam do babci! oł jejjejee, na te pyszniste gołąbeeczki <l;3 yeeaaah :D
A co do reszty świąt- w dooomciuuu :D na szczęście nauki jest mało. bo tylko na egzamin do bierzmowania, to bd miała dużo czasu na pisanie :D
wgl, to fajnie by było zobaczyć jakiś komentarz, wiecie? co mi po tym, że wiem, że ktoś to na pewno czyta, skoro nie piszecie co sądzicie? z resztą, nad tym postem dodałam tekst- przeczytajcie sb ;>
No siema :D jesteś tu? przeczytaj co-nieco. ;) Skomentuj... masz klawiaturę, c nie? :D Na pewno nie ugryzie Cię w palec, jeśli coś tu napiszesz :] Lubię słuchać opinii innych ludzi, interpretować ich interpretacje... ;> takie zapętlenie, zwane rozmową, też to lubię ;) jeśli się wstydzisz publisznie- w.asp@wp.pl - to mój e-mail :D możesz coś do mnie naskrobać ;)
sobota, 30 marca 2013
piątek, 29 marca 2013
Mało życiowee ;)
Siemcia :DD Wpadam tu w biegu i zaraz wypadaam, bo jeszcze trzeba tyle zrobić.... ;c Macie moje nocne rozmyślaniaa ;)
Jesteśmy tylko dziećmi,
własnej przeszłości,
rozmemłanym bezsensem,
w swym istnieniu kazirodczym.
Nigdy nie wyfruniemy,
z tego zacisznego gniazdka,
z poplątanej przeszłości..
nigdy niczego nie zmienimy,
bo jest nam zbyt wygodnie.
I chociaż 'nigdy', to pojęcie względne,
to znaczy właściwie dosłownie,
że nasze istnienia przeklęte,
nigdy niczego nie zmienią.
Co dzień umieramy,
sami, samotni w sobie.
Co dzień płodzimy nową przyszłość,
i pokolenia ze wstydu pąsowe.
Zazębiamy się jak trybiki,
z innymi samotnymi trybami,
tworząc jeden współmechanizm,
przeczący zasadom logiki.
A właściwie, co jest logiczne,
a co już mniej?
Przecież kiedyś ziemia była płaska,
a logicznie dziś już nie...
Bo logiczne mogą być jedynie zmiany,
które bez zbędnego melodramatyzmu,
kształtują świat nam nieznany,
pełen własnych przeczeń i aforyzmów.
I chociaż żyjemy dzisiaj,
to jutro możemy o tym niechcący zapomnieć,
i zniknąć gdzieś w niebycie...
Zaraz bd Archiwum X w telewizjii :D yeaaah, 7 sezoon <3
Wgl, dzisiaj mieszany był dzionek,
między metalem a CocoRosie, Agnes Obel... i wgl, tak słodko-kwaśnie.
Taag, <3
Jako odpowiedź na wszystkie pytania ;)
Trzymajcie się ziomki, nadchodzi Latający Holenderrr :D Arrrr ! :D
Narazioocha! :**
Jesteśmy tylko dziećmi,
własnej przeszłości,
rozmemłanym bezsensem,
w swym istnieniu kazirodczym.
Nigdy nie wyfruniemy,
z tego zacisznego gniazdka,
z poplątanej przeszłości..
nigdy niczego nie zmienimy,
bo jest nam zbyt wygodnie.
I chociaż 'nigdy', to pojęcie względne,
to znaczy właściwie dosłownie,
że nasze istnienia przeklęte,
nigdy niczego nie zmienią.
Co dzień umieramy,
sami, samotni w sobie.
Co dzień płodzimy nową przyszłość,
i pokolenia ze wstydu pąsowe.
Zazębiamy się jak trybiki,
z innymi samotnymi trybami,
tworząc jeden współmechanizm,
przeczący zasadom logiki.
A właściwie, co jest logiczne,
a co już mniej?
Przecież kiedyś ziemia była płaska,
a logicznie dziś już nie...
Bo logiczne mogą być jedynie zmiany,
które bez zbędnego melodramatyzmu,
kształtują świat nam nieznany,
pełen własnych przeczeń i aforyzmów.
I chociaż żyjemy dzisiaj,
to jutro możemy o tym niechcący zapomnieć,
i zniknąć gdzieś w niebycie...
Zaraz bd Archiwum X w telewizjii :D yeaaah, 7 sezoon <3
Wgl, dzisiaj mieszany był dzionek,
między metalem a CocoRosie, Agnes Obel... i wgl, tak słodko-kwaśnie.
Taag, <3
Jako odpowiedź na wszystkie pytania ;)
Trzymajcie się ziomki, nadchodzi Latający Holenderrr :D Arrrr ! :D
Narazioocha! :**
Wjosna :D
Jaa, śnieg znowu spaadł ! <33 Hahah :D Witaam ponownie ziomeczki ;)
Uwieelbiaam śnieeg ! *-*
Hahaah :D
Patrzciue, co udało mi się stworzyć ! :DD
Ta nasza tegoroczna wiosna,
coś bardzo jest niesforna,
zupełnie jak moja młodsza siostra..
mała duszyczka niepokorna.
Co z rana nie potrafi się zwlec z łóżka,
ani wyplątać z pościeli cieplutkiej,
a spod pierzynki wystaje tylko lewa nóżka,
i nie może się wybudzić,
z tego snu zimowo-nocnego,
i stale przestawia budzik,
na jeszcze '5 minut' snu słodkiego...
I tak śpi i śpi,
i wcale nie wstaje,
i o nowym dniu śni,
co powoli nastaje.
a budzik dzwoni i dzwoni,
a ona stale go przestawia,
o tych kilka minut do przodu,
i wraca do swojego spania...
I tak jak mojej siostrze,
potrzeba do wstania bodźca silnego,
tak chyba i naszej wiośnie,
czegoś na pobudkę mocnego...
Ahhahaha :D Jaa, cały czas mam ochotę pisaać! :D już wgl nigdzie się nie ruszam bez małych karteczek ani długopisu... dzisiaj w nocy miałam dużo pomysłów, ziomki, ale mnie to cieszy ! :D
Na razie się odmeldowuję ;) Trzeba zrobi zakupy, znowu jakieś porządki, no wiecie, idą święta.... ;>
Paa! :**
Uwieelbiaam śnieeg ! *-*
Hahaah :D
Patrzciue, co udało mi się stworzyć ! :DD
Ta nasza tegoroczna wiosna,
coś bardzo jest niesforna,
zupełnie jak moja młodsza siostra..
mała duszyczka niepokorna.
Co z rana nie potrafi się zwlec z łóżka,
ani wyplątać z pościeli cieplutkiej,
a spod pierzynki wystaje tylko lewa nóżka,
i nie może się wybudzić,
z tego snu zimowo-nocnego,
i stale przestawia budzik,
na jeszcze '5 minut' snu słodkiego...
I tak śpi i śpi,
i wcale nie wstaje,
i o nowym dniu śni,
co powoli nastaje.
a budzik dzwoni i dzwoni,
a ona stale go przestawia,
o tych kilka minut do przodu,
i wraca do swojego spania...
I tak jak mojej siostrze,
potrzeba do wstania bodźca silnego,
tak chyba i naszej wiośnie,
czegoś na pobudkę mocnego...
Ahhahaha :D Jaa, cały czas mam ochotę pisaać! :D już wgl nigdzie się nie ruszam bez małych karteczek ani długopisu... dzisiaj w nocy miałam dużo pomysłów, ziomki, ale mnie to cieszy ! :D
Na razie się odmeldowuję ;) Trzeba zrobi zakupy, znowu jakieś porządki, no wiecie, idą święta.... ;>
Paa! :**
czwartek, 28 marca 2013
Finitoo :D
Wzięło mnie na pisanie ziomki ;D no siema ;) może raczej dobranoc...? KOńczę poprzedni wieersz ;33
A gdyby tak, zapomnieć...?
Uwolnić się od nadmiaru wspomnień,
odciąć od przykrych wrażeń,
i niespełnioncyh marzeń?
(.....)
Wyjście ewakuacyjne znaleźć,
z własnego umysłu,
i uciec jak najdalej,
od pamięci zarysów?
Schodami pożarowymi,
wspiąć się jak najwyżej,
krokami panicznymi,
by znów nie upaść niżej?
A gdyby tak...
puścić to koło ratunkowe,
rzucone nam z dawnych lat,
i uwolnić się od ich monotonii?
Wystarczy przecież wysoko unieść głowę,
hen, aż pod te schody pożarowe,
unieść ją wysoko prawdziwie
i głośno wykrzyczeć własne imię!
Mocno zapomnieć
lecz uparcie trzymać się tych wspomnień,
bo to zachowane w krańcach pamięci,
uchroni nas przed popełnieniem, tych samych błędów....
Finitoo :D natchnęła mnie przed chwilą muzyka... i mimo, że moje przyjaciółki odradzały mi w tym momencie słuchania metalu, to <o ja niegrzeczna> i tak słuchałam.. no i naszła mnie wena, skońcxzenia tego wiersza. Na pewno znacie to uczucie, gdy chcecie cofnąć czas i zapobiec włąsnym decyzjom, prawda ziomki?
Jak ja bym chciała to zrobić... i nie popełnić tego błędu.. ehhh.... ;c
no nic.
Trzymajta się ;DD
Tak pozytywnie.
Paa ! :**
Dobrrraaanoooc ! :>
A gdyby tak, zapomnieć...?
Uwolnić się od nadmiaru wspomnień,
odciąć od przykrych wrażeń,
i niespełnioncyh marzeń?
(.....)
Wyjście ewakuacyjne znaleźć,
z własnego umysłu,
i uciec jak najdalej,
od pamięci zarysów?
Schodami pożarowymi,
wspiąć się jak najwyżej,
krokami panicznymi,
by znów nie upaść niżej?
A gdyby tak...
puścić to koło ratunkowe,
rzucone nam z dawnych lat,
i uwolnić się od ich monotonii?
Wystarczy przecież wysoko unieść głowę,
hen, aż pod te schody pożarowe,
unieść ją wysoko prawdziwie
i głośno wykrzyczeć własne imię!
Mocno zapomnieć
lecz uparcie trzymać się tych wspomnień,
bo to zachowane w krańcach pamięci,
uchroni nas przed popełnieniem, tych samych błędów....
Finitoo :D natchnęła mnie przed chwilą muzyka... i mimo, że moje przyjaciółki odradzały mi w tym momencie słuchania metalu, to <o ja niegrzeczna> i tak słuchałam.. no i naszła mnie wena, skońcxzenia tego wiersza. Na pewno znacie to uczucie, gdy chcecie cofnąć czas i zapobiec włąsnym decyzjom, prawda ziomki?
Jak ja bym chciała to zrobić... i nie popełnić tego błędu.. ehhh.... ;c
no nic.
Trzymajta się ;DD
Tak pozytywnie.
Paa ! :**
Dobrrraaanoooc ! :>
Tren do elektroniki ;)
No witaaam :DD nareszcie wolne, czujecie ten układ? :> Wczoraj był bardzo fajny dzionek, nic dziwnego, że już we wtorek chciałam środy ;) A na razie dodaję treen :D hahahahaha ! :D tren do mojego laptopa ! :D hahaha ;) natchnęła mnie do tego moja przyjaciółka <siostraa> i tak dla 'fazy' napisałam :
Cóż ja mogę o nim powiedzieć;
za swego życia
był mi przyjacielem,
wspierał mnie z ukrycia...
A blask jego diod
rozświetlał mi codzienną drogę,
i choć często zawodził klawisz 'j',
bez niego żyć dłużej nie mogę !
Tak bardzo brak mi matu jego obudowy,
i klawiszy rytmicznego stuku,
ahh, znikł w otchłani mój drugi mózg elektronowy,
zbyt cicho jest bez jego wentylatorów szumu...
A były mu one jak dwa płuca cudowne,
co z każdym wdechem i wydechem,
całkiem dosłownie
łączyły mnie z internetem.
A teraaz...?
Nadszedł czas żałoby,
przepadły moje zdjęcia, teksty pliki,
nie posłucham już muzyki,
bo umarł mój drugi mózg elektronowy....
hahahahahahaha :D yeeeaaaah :D kuurde beela, pojechałam ;) tak na serio to tylko mu padła bateria (i nie moge jej naładować z powrotem) i mam jeszcze komputer 'stacjonarny', ale laptop miał już to swoje specyficzne <manitou> :D oczywiście, postaram się to naprawić i go odzyskać, ale na razie... hmm... nadszedł czas żałoby ;) mAAARRRcheheeszki :DD
Zaczęłam pisać prace na kilka konkursów, ale niestery bd mogła je tu wrzucić dopiero po ogłoszeniu wyników, gdyż nie mogą być nigdzie publikowane.. ehh... no nic ! :D macie mój tren do laptopa a ja uciekaam ! :D paa ! :**
Cóż ja mogę o nim powiedzieć;
za swego życia
był mi przyjacielem,
wspierał mnie z ukrycia...
A blask jego diod
rozświetlał mi codzienną drogę,
i choć często zawodził klawisz 'j',
bez niego żyć dłużej nie mogę !
Tak bardzo brak mi matu jego obudowy,
i klawiszy rytmicznego stuku,
ahh, znikł w otchłani mój drugi mózg elektronowy,
zbyt cicho jest bez jego wentylatorów szumu...
A były mu one jak dwa płuca cudowne,
co z każdym wdechem i wydechem,
całkiem dosłownie
łączyły mnie z internetem.
A teraaz...?
Nadszedł czas żałoby,
przepadły moje zdjęcia, teksty pliki,
nie posłucham już muzyki,
bo umarł mój drugi mózg elektronowy....
hahahahahahaha :D yeeeaaaah :D kuurde beela, pojechałam ;) tak na serio to tylko mu padła bateria (i nie moge jej naładować z powrotem) i mam jeszcze komputer 'stacjonarny', ale laptop miał już to swoje specyficzne <manitou> :D oczywiście, postaram się to naprawić i go odzyskać, ale na razie... hmm... nadszedł czas żałoby ;) mAAARRRcheheeszki :DD
Zaczęłam pisać prace na kilka konkursów, ale niestery bd mogła je tu wrzucić dopiero po ogłoszeniu wyników, gdyż nie mogą być nigdzie publikowane.. ehh... no nic ! :D macie mój tren do laptopa a ja uciekaam ! :D paa ! :**
wtorek, 26 marca 2013
Środa :D
Dziwne mam wrażenie, że dzisiaj śrooodaa ;) hahah :D no sieemma :D wróciłam właśnie z próby na wieczornicę, bd sb recytować wiersze za parę tygodni <l;3 hehehe :D na próbie było nudnoooo, duszno, skwarnie i dziwnie pachniało...ogl, powietrze takie jakieś gęste jak kisiel i mnie kaszel przez to męczył, ale coo taam ;) lecimy do przodu po prostu! :D nie ma co sie oglądać, z resztą, zaraz znowu lecę, tym razem na zajęcia do muzyczneej :>
Cichy szum wentylatorów.
Cichy poblask reflektorów.
Ciche wibrowanie życia.
Ciche wzdechy, gdzieś z ukrycia.
Ciche piski mikrofonów,
ciche trzaski kabli zwojów,
ciche akty uwielbienia,
z nieruchomej publiki mienia.
Cicho wszystko tryumfuje.
Cicho sufit podpatruje,
tych maluczkich żyć rozterki.
A reeszta wieeczoorem, jak wrócę z zajęć! :DD meheeeheeeh, bo prawdę mówiąc, jeszcze nie skończyłaaam ;)
i na pewno jeszcze coś zmienię ;>
sooł.
na raziee ! :*
Cichy szum wentylatorów.
Cichy poblask reflektorów.
Ciche wibrowanie życia.
Ciche wzdechy, gdzieś z ukrycia.
Ciche piski mikrofonów,
ciche trzaski kabli zwojów,
ciche akty uwielbienia,
z nieruchomej publiki mienia.
Cicho wszystko tryumfuje.
Cicho sufit podpatruje,
tych maluczkich żyć rozterki.
A reeszta wieeczoorem, jak wrócę z zajęć! :DD meheeeheeeh, bo prawdę mówiąc, jeszcze nie skończyłaaam ;)
i na pewno jeszcze coś zmienię ;>
sooł.
na raziee ! :*
poniedziałek, 25 marca 2013
PL.
No sieemaaa :DD Jestę już po zajęciach, miałam uczyć się na niemcaa, ale stwierdziłam, że szkoda zachoduu ;) i znowu piszę :33
Ten prosty gest, zbyt symboliczny
w swej powierzchowności,
niepotrzebny w nim mimiczny
ślad zażyłości.
Patrzysz bez wyrazu wcale
w dwa inne oczodoły,
złośliwie tak dziwnie małe,
bo podejrzliwie zmrużone.
Czyżby obrzydzenie,
na twą twarz wstąpiło?
Czyżby wyciągnąć do niego rękę,
coś cię zmusiło?
I od razu, pośpiesznie:
lewica do prawicy
i wszystko razem w dół,
czy aż tak nieznośny,
jest twej dumy ból?
Chociaż trudno jest posądzić
ciebie, o jej posiadanie,
sam w to przecież wątpisz,
mój nadęty panie.
Ociekasz fałszem, ocieka twa prawica,
cuchniesz nim na wskroś,
cuchnie nim lewica.
Buum :D Na razie się muszę zwijaaać :> kooolaacyyjaa ;) ale później wpadnę i też coś dodaam! :D
Naarsoon ! :]]
Ten prosty gest, zbyt symboliczny
w swej powierzchowności,
niepotrzebny w nim mimiczny
ślad zażyłości.
Patrzysz bez wyrazu wcale
w dwa inne oczodoły,
złośliwie tak dziwnie małe,
bo podejrzliwie zmrużone.
Czyżby obrzydzenie,
na twą twarz wstąpiło?
Czyżby wyciągnąć do niego rękę,
coś cię zmusiło?
I od razu, pośpiesznie:
lewica do prawicy
i wszystko razem w dół,
czy aż tak nieznośny,
jest twej dumy ból?
Chociaż trudno jest posądzić
ciebie, o jej posiadanie,
sam w to przecież wątpisz,
mój nadęty panie.
Ociekasz fałszem, ocieka twa prawica,
cuchniesz nim na wskroś,
cuchnie nim lewica.
Buum :D Na razie się muszę zwijaaać :> kooolaacyyjaa ;) ale później wpadnę i też coś dodaam! :D
Naarsoon ! :]]
'tytuł'
Cześć :D Co tam słychaać? ;> Zaczęłam pisać nowy wieersz ;3 naszła mnie weena, juz dawno nie miałam pomysłu! :D tym bardziej mnie to cieszy ! po prostu uwielbiam to uczucie, gdy mogę przelać na papier wszystko to, co mnie aktualnie zajmuje, gdy te wszystkie myśli się porządkują na jeden moment i przestają być chaotyczne... gdy wszystko zaczyna się układać w jedną całość, a same rozmyślania nabierają sensuu... <3
A gdyby tak, zapomnieć...?
Uwolnić się od nadmiaru wspomnień,
od ciężaru przykrych wrażeń,
i od niespełnionych marzeń?
A gdyby tak odciąć,
pępowinę dorastania
i po prostu nie dorosnąć?
I iść pod niezmierzony, ludzki prąd,
wysupłać się z kleistego tłumu,
od niczego nie myjąc rąk,
nie słuchając życiowego szumu?
A gdyby tak pójść na przekór,
wszystkim tym głośnym zasadom,
lecz te cichsze także łamiąc?
Ale można też stanąć w miejscu,
spojrzeć za siebie,
choć miało się nie oglądać
i pozwolić wrócić wspomnieniom.
Jaaaa... koniec weenyy ;c później coś dopiszę. :D zaraz leecę do muzyczneeej , wgl, muszę napisać reportaż na polaakaaa i opowiaadaaniee, jaa, suupeerererer, zaraz zacznę pisaać :33
A na raziee , paaa ! :**
A gdyby tak, zapomnieć...?
Uwolnić się od nadmiaru wspomnień,
od ciężaru przykrych wrażeń,
i od niespełnionych marzeń?
A gdyby tak odciąć,
pępowinę dorastania
i po prostu nie dorosnąć?
I iść pod niezmierzony, ludzki prąd,
wysupłać się z kleistego tłumu,
od niczego nie myjąc rąk,
nie słuchając życiowego szumu?
A gdyby tak pójść na przekór,
wszystkim tym głośnym zasadom,
lecz te cichsze także łamiąc?
Ale można też stanąć w miejscu,
spojrzeć za siebie,
choć miało się nie oglądać
i pozwolić wrócić wspomnieniom.
Jaaaa... koniec weenyy ;c później coś dopiszę. :D zaraz leecę do muzyczneeej , wgl, muszę napisać reportaż na polaakaaa i opowiaadaaniee, jaa, suupeerererer, zaraz zacznę pisaać :33
A na raziee , paaa ! :**
sobota, 23 marca 2013
Cd :D
No witam ponownie, w ten jakże urzekający, środowy wieczór. ;D Hahaha :D Z najnowszych nowości powiem tylko tyle, że zyskałam mnóstwo czasu na pisanie nowych opowiadań, przez to że mam skręconą kostkę, i muszę siedzieeć w doomu.. nudzi mi się niezmiernie, z małymi wyjątkami; jak piszę, przychodzą dziewczyny, albo gadam na skypie... a tu macie ode mnieee kolejną część opowiaadaaniaa ;)
'on służy do zabijania-słowa Amaela odbiły się głośnym echem w mojej głowie- i tylko ty o tym możesz wiedzieć'. To było proste. Nóż, a właściwie sztylet niepozornego rozmiaru, bardziej przypominał obieraczkę do ziemniaków niż broń. Ale pozory myliły. Dzięki temu można było go ukryć, przenieść i mieć przy sobie, bez wzbudzania niepotrzebnych podejrzeń.
Sięgnęłam z półeczki małe, lakmusowe puzderko i wtarłam w bladą twarz jego zawartość. Zaraz też moja skóra zabarwiła się na czarci, czerwony odcień. To był rytualny makijaż skrytobójczyń, chociażby na czas narad, czy wykonywania zleceń. Byłyśmy z natury demonami, więc zewnętrznie też powinnyśmy je przypominać. Bo przecież, kogóż innego niż nocne demony, nie cieszy śmierć innego człowieka?
Spojrzałam w lustro. Bynajmniej, wyglądałam jak przydrożne straszydło.. czarne włosy w nieładzie, i równie czarne oczy, żarzące się nieziemsko. nieludzko.Po plecach przebiegły mi zbłąkane dreszcze. Sama siebie przerażałam.
Wróciłam do pokoju. Amael czekał na mnie. Podał mi czarny, atłasowy płaszcz i uniósł pytająco brwi.
-Myślałem, że nie lubisz się charakteryzować.
-Bo nie lubię.- wzruszyłam ramionami.- Ale czasami trzeba.
A prawda była taka, że chciałam się po prostu ukryć... schować przed własnym strachem. Nie pokazywać zmęczenia ani tych sińców, które wykwitły mi pod oczami..
Po prostu.. pokazać, że nie jestem miętka.
Zarzuciłam płaszcz na ramiona i przytroczyłam sztylet do pasa. Z ciekawością sięgnęłam po białą kopertę, w której znajdowało się moje najnowsze zlecenie. Imię jakiegoś biedaka, który w czymś komuś zawinił. Otworzyłam ją. tak powoli, bez pośpiechu. Delektując się narastającym podnieceniem. Zajrzałam do środka. I zaraz odskoczyłam jak poparzona, zrzucając kopertę na podłogę.
Z jej wnętrza wypełzły niezliczone ilości małych pajączków i rozbiegły się po całym pokoju. Były czarne, z czerwonym kwadratem na grzbietach. lekko przestraszona wzięłam ją z powrotem w dłonie i wyjęłam małą karteczkę ze środka.
No dobra. Kogo miałam zabić znowu?
____________
Spojrzałam przerażona na Amaela. Na kartce były wyraźnie napisane; moje imię i nazwisko.
Ooooł jee zioomeczki, nie piszę 'cdn' bo to się rozumie samo przez się. d; hahahaha :D spoko dzionek, i tyle Wam powiem, jestem przeziębiona, obgadały mnie starsze ciotki, przebrnęłam przez porządki w pokoju, ale żyję i to się chyba liczy ;)
na razie spaaadaaam ! :D paaa ;**
'on służy do zabijania-słowa Amaela odbiły się głośnym echem w mojej głowie- i tylko ty o tym możesz wiedzieć'. To było proste. Nóż, a właściwie sztylet niepozornego rozmiaru, bardziej przypominał obieraczkę do ziemniaków niż broń. Ale pozory myliły. Dzięki temu można było go ukryć, przenieść i mieć przy sobie, bez wzbudzania niepotrzebnych podejrzeń.
Sięgnęłam z półeczki małe, lakmusowe puzderko i wtarłam w bladą twarz jego zawartość. Zaraz też moja skóra zabarwiła się na czarci, czerwony odcień. To był rytualny makijaż skrytobójczyń, chociażby na czas narad, czy wykonywania zleceń. Byłyśmy z natury demonami, więc zewnętrznie też powinnyśmy je przypominać. Bo przecież, kogóż innego niż nocne demony, nie cieszy śmierć innego człowieka?
Spojrzałam w lustro. Bynajmniej, wyglądałam jak przydrożne straszydło.. czarne włosy w nieładzie, i równie czarne oczy, żarzące się nieziemsko. nieludzko.Po plecach przebiegły mi zbłąkane dreszcze. Sama siebie przerażałam.
Wróciłam do pokoju. Amael czekał na mnie. Podał mi czarny, atłasowy płaszcz i uniósł pytająco brwi.
-Myślałem, że nie lubisz się charakteryzować.
-Bo nie lubię.- wzruszyłam ramionami.- Ale czasami trzeba.
A prawda była taka, że chciałam się po prostu ukryć... schować przed własnym strachem. Nie pokazywać zmęczenia ani tych sińców, które wykwitły mi pod oczami..
Po prostu.. pokazać, że nie jestem miętka.
Zarzuciłam płaszcz na ramiona i przytroczyłam sztylet do pasa. Z ciekawością sięgnęłam po białą kopertę, w której znajdowało się moje najnowsze zlecenie. Imię jakiegoś biedaka, który w czymś komuś zawinił. Otworzyłam ją. tak powoli, bez pośpiechu. Delektując się narastającym podnieceniem. Zajrzałam do środka. I zaraz odskoczyłam jak poparzona, zrzucając kopertę na podłogę.
Z jej wnętrza wypełzły niezliczone ilości małych pajączków i rozbiegły się po całym pokoju. Były czarne, z czerwonym kwadratem na grzbietach. lekko przestraszona wzięłam ją z powrotem w dłonie i wyjęłam małą karteczkę ze środka.
No dobra. Kogo miałam zabić znowu?
____________
Spojrzałam przerażona na Amaela. Na kartce były wyraźnie napisane; moje imię i nazwisko.
Ooooł jee zioomeczki, nie piszę 'cdn' bo to się rozumie samo przez się. d; hahahaha :D spoko dzionek, i tyle Wam powiem, jestem przeziębiona, obgadały mnie starsze ciotki, przebrnęłam przez porządki w pokoju, ale żyję i to się chyba liczy ;)
na razie spaaadaaam ! :D paaa ;**
poniedziałek, 18 marca 2013
d-.-b
Poniedziałek :D No poniedziałek, ziomki, poniedziałek. Czy muszę dodawać coś jeszcze? :DD
Jutro zawoody z koszaaa, nie mogę się doczekać! :D hahahaha :D
Klaustrofobia.
Ściany powoli zbliżały się, a przestrzeń coraz bardziej kurczyła. Zaczęło mi brakować powietrza. Serce panicznie zatrzepotało, gdy światło nagle zgasło, pogrążając mnie w nieprzeniknionej ciemności. Ciśnienie naparło na moją czaszkę i poczułam, że paraliżuje mnie zimno. Ściany były coraz bliżej, osaczały mnie, powoli miażdżyły. Nie mogłam się ruszać, nie mogłam oddychać!
Spokojnie, spokojnie, spokojnie, muszę się uspokoić! Wdech, wydech, wdech.... i krztuszę się. Nie mogę powstrzymać paniki. , zaczynam krzyczeć i kurczyć się, już niemal czuję jak moje kości pękają pod naporem ścian. W mózgu bębni mi tylko jedna myśl: umierasz, umierasz, umierasz, umierasz, umierasz....! Z oczu lecą mi łzy grubym potokiem, dławię się nimi, nie mogę oddychać...
* * *
I w tedy się budzę. Dyszę ciężko, nadal przerażona. Rozglądam się po pokoju, wszystko jest na swoim miejscu; meble, dywan, panoramiczne okno i otwarte drzwi, w których stoi Amael.
-Znów miałaś koszmary.- bardziej stwierdza niż pyta i siada obok na łóżku.\ Chce mnie przytulić. Odrzuciłam gniewnie kołdrę i zeskoczyłam na podłogę.
-Nieprawda.- burczę w jego stronę. Kłamię. Nie chcę jego litości.
-Przecież widzę.- Amael podchodzi i odgarnia mi splątane włosy z twarzy. Nie czekając na moją reakcję mocno mnie przytula.
Niezgrabnie zdołałam się wyplątać z jego objęć. Chwyciłam z krzesła mój nóż i ubranie zwiadowcy i poszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby widział moją twarz.
* * *
Nie lubiłam tej łazienki. Była straszna. Lustro było straszne. Ten wypłosz, który się w nim odbijał, też był straszny. Zlew i wanna- do nich lepiej było się nie zbliżać. Karaluchy i jakieś inne robactwo urządziły sobie w nich posiadówkę. Z kafelków i sufity zwieszały się płaty pleśni. Fuuuuj.
Założyłam skórzane buty, piżamę zamieniłam na czarne spodnie i białą koszulę. Do pasa przytroczyłam srebrny sztylet. Błyskał złowrogo w świetle starej jarzeniówki. 'On służy do zabijania. I tylko to powinnaś o nim wiedzieć;. Słowa Amaela zadźwięczały mi nagle w głowie, przypominając o nowym zadaniu.
cdn.
Znowu cdn, ale no niestety pokłądy mojej wyobraźni cały czas żądają ujścia na zewnątrz i nie nadążam... i z pisaniem nowych rzeczy i z kończeniem starych. No cóż. :D Gadam sb teraz z Mnichem na skaaajpaaaju, i ogl, zaraz do muzycznej leceęę :D Paaa ! :*
Jutro zawoody z koszaaa, nie mogę się doczekać! :D hahahaha :D
Klaustrofobia.
Ściany powoli zbliżały się, a przestrzeń coraz bardziej kurczyła. Zaczęło mi brakować powietrza. Serce panicznie zatrzepotało, gdy światło nagle zgasło, pogrążając mnie w nieprzeniknionej ciemności. Ciśnienie naparło na moją czaszkę i poczułam, że paraliżuje mnie zimno. Ściany były coraz bliżej, osaczały mnie, powoli miażdżyły. Nie mogłam się ruszać, nie mogłam oddychać!
Spokojnie, spokojnie, spokojnie, muszę się uspokoić! Wdech, wydech, wdech.... i krztuszę się. Nie mogę powstrzymać paniki. , zaczynam krzyczeć i kurczyć się, już niemal czuję jak moje kości pękają pod naporem ścian. W mózgu bębni mi tylko jedna myśl: umierasz, umierasz, umierasz, umierasz, umierasz....! Z oczu lecą mi łzy grubym potokiem, dławię się nimi, nie mogę oddychać...
* * *
I w tedy się budzę. Dyszę ciężko, nadal przerażona. Rozglądam się po pokoju, wszystko jest na swoim miejscu; meble, dywan, panoramiczne okno i otwarte drzwi, w których stoi Amael.
-Znów miałaś koszmary.- bardziej stwierdza niż pyta i siada obok na łóżku.\ Chce mnie przytulić. Odrzuciłam gniewnie kołdrę i zeskoczyłam na podłogę.
-Nieprawda.- burczę w jego stronę. Kłamię. Nie chcę jego litości.
-Przecież widzę.- Amael podchodzi i odgarnia mi splątane włosy z twarzy. Nie czekając na moją reakcję mocno mnie przytula.
Niezgrabnie zdołałam się wyplątać z jego objęć. Chwyciłam z krzesła mój nóż i ubranie zwiadowcy i poszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby widział moją twarz.
* * *
Nie lubiłam tej łazienki. Była straszna. Lustro było straszne. Ten wypłosz, który się w nim odbijał, też był straszny. Zlew i wanna- do nich lepiej było się nie zbliżać. Karaluchy i jakieś inne robactwo urządziły sobie w nich posiadówkę. Z kafelków i sufity zwieszały się płaty pleśni. Fuuuuj.
Założyłam skórzane buty, piżamę zamieniłam na czarne spodnie i białą koszulę. Do pasa przytroczyłam srebrny sztylet. Błyskał złowrogo w świetle starej jarzeniówki. 'On służy do zabijania. I tylko to powinnaś o nim wiedzieć;. Słowa Amaela zadźwięczały mi nagle w głowie, przypominając o nowym zadaniu.
cdn.
Znowu cdn, ale no niestety pokłądy mojej wyobraźni cały czas żądają ujścia na zewnątrz i nie nadążam... i z pisaniem nowych rzeczy i z kończeniem starych. No cóż. :D Gadam sb teraz z Mnichem na skaaajpaaaju, i ogl, zaraz do muzycznej leceęę :D Paaa ! :*
sobota, 16 marca 2013
.
Jaaa , 200 wyświetleeń, no fajnie, fajnie :D
Dzięki, że czytacie ;)
Fazaaa :D
-no po prostu radocha- ;33
Dzięki, że czytacie ;)
Fazaaa :D
-no po prostu radocha- ;33
Okok. :D
Jestę z powrotem ;) zaczynam nowe opowiadanie.. trochę moze być skomplikowane, bo mam jego różne fragmenty zapisane w zeszytach od matmy, chemii i jeszcze fizyki... xD hahah :D ja nwm, po co właściwie chodzę do tej szkoły, jak i tak całymi dniami się nudzę... ;>
Przejście.
Patrzę na pustą kartkę w szare linie. Powoli moją głowę wypełniają słowa, najpierw chaotycznie, a później same sklecają się w spójną całość. Nie znajdują jednak swojego miejsca na papierze. Wzlatują bardzo wysoko, w eter. Znikają, tworząc nierealny most między mną, a... no właśnie, czym? Bo coś na pewno, jest na końcu mostu.
Z ciekawością stawiam pierwszy krok, później następny. I zanurzam się całkowicie w srebrzystej mgle. Właściwie to ona pochłania mnie. Znikam tak, jak wcześniej moje słowa. Dematerializuję się. Lecę, płynę, biegnę i spadam. Bo nagle już nie ma mostu, nie ma słów, nie ma nawet kartki, wszystko znika, a z tym wszystkim znikam również i ja.
Czuję nicość i jej niespokojny oddech. Włosy falują na tym pustym wietrze, wciskając się wszędzie: do oczu, ust, nosa... Nie mogę krzyczeć, nie mogę oddychychać. Ciśnienie bezlitośnie naparło na moją czaszkę. Słyszę tylko ogłuszający szum.
Ból rozsadza mnie całą. Nogi, ręce, brzuch-wszystko płonie żywym ogniem.
I nagle się kończy.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Nicość zniknęła, jak również wszystkie jej niedogodności. Udało mi się! Z głębokim westchnieniem położyłam się na miękkiej, zielonej trawie. Zrobiłam w niej radosnego anioła i zapatrzyłam się w niebo. Zmarszczyłam czoło widząc jego czerwoną barwę i trzy niebieskie słońca. A z resztą. Udało mi się ! DOtarłam tu!
Odetchnęłam pełną piersią i zaraz też się zakrztusiłam. Powietrze było przesiąknięte metalicznym zapachem, lekko zachodzącym zgnilizną, do tego fruwały w nim jakieś podejrzane drobinki. Fuj. Trawa też wydała mi się jakaś dziwna... kleista, pociągła i wydająca głośne... westchnienia ...?!
Zerwałam się na równe nogi i krzyknęłam. Spod zielska wyłoniły się nagle cztery pary smolistych oczu, a podłoże zadrżało. Usłyszałam głośny wrzask. Niespodziewanie pod moimi stopami otworzyła się głęboka przepaść, najeżona białymi kłami i wypełniona skręconym, różowawym językiem. Zachwiałam się i wpadłam w mroczną czeluść.
Krzyczałam w niebogłosy. Moja poprzednia radość się całkowicie ulotniła, a zastąpiła ją lodowata panika Zahaczałam raz po raz o ostre zębiszcza, które zaczęły się robić coraz dłuższe i i większe. Oplótł mnie długi jęzor potwora i mocno zdusił. "Boże, chyba umieram". Ta przerażająca myśl zmroziła mi serce, zaciekle walczące z brakiem tlenu.
I nagle stwór wrzasnął wściekle. Fala dźwiękowa mnie ogłuszyła, a kurczący spazmatycznie język odebrał dech. Ostatnim, co zobaczyłam, był wielki, zaostrzony trzonowiec, pędzący prosto w moją stronę.
A potem była juz tylko ciemność.
cdn.
resztę dodam później, w zależności, czy znajdę chwilę ;) hahah :D taki joke :> Lecę gadaać na skypiee, mam nadzieję, że dołączą dziewczyny ;)
Dzisiaj był fazowy dzieeń.. szkoda, że już się kończy! :D
Więcej takich sobót proszę, a najlepiej to by było, gdyby zaczęły się już wakacje ;33
Dzisiaj planuję maraton 'Archiwum X' :D hahaha :D boskoo bd ! :D
Naraziooochaa ! :**
Przejście.
Patrzę na pustą kartkę w szare linie. Powoli moją głowę wypełniają słowa, najpierw chaotycznie, a później same sklecają się w spójną całość. Nie znajdują jednak swojego miejsca na papierze. Wzlatują bardzo wysoko, w eter. Znikają, tworząc nierealny most między mną, a... no właśnie, czym? Bo coś na pewno, jest na końcu mostu.
Z ciekawością stawiam pierwszy krok, później następny. I zanurzam się całkowicie w srebrzystej mgle. Właściwie to ona pochłania mnie. Znikam tak, jak wcześniej moje słowa. Dematerializuję się. Lecę, płynę, biegnę i spadam. Bo nagle już nie ma mostu, nie ma słów, nie ma nawet kartki, wszystko znika, a z tym wszystkim znikam również i ja.
Czuję nicość i jej niespokojny oddech. Włosy falują na tym pustym wietrze, wciskając się wszędzie: do oczu, ust, nosa... Nie mogę krzyczeć, nie mogę oddychychać. Ciśnienie bezlitośnie naparło na moją czaszkę. Słyszę tylko ogłuszający szum.
Ból rozsadza mnie całą. Nogi, ręce, brzuch-wszystko płonie żywym ogniem.
I nagle się kończy.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Nicość zniknęła, jak również wszystkie jej niedogodności. Udało mi się! Z głębokim westchnieniem położyłam się na miękkiej, zielonej trawie. Zrobiłam w niej radosnego anioła i zapatrzyłam się w niebo. Zmarszczyłam czoło widząc jego czerwoną barwę i trzy niebieskie słońca. A z resztą. Udało mi się ! DOtarłam tu!
Odetchnęłam pełną piersią i zaraz też się zakrztusiłam. Powietrze było przesiąknięte metalicznym zapachem, lekko zachodzącym zgnilizną, do tego fruwały w nim jakieś podejrzane drobinki. Fuj. Trawa też wydała mi się jakaś dziwna... kleista, pociągła i wydająca głośne... westchnienia ...?!
Zerwałam się na równe nogi i krzyknęłam. Spod zielska wyłoniły się nagle cztery pary smolistych oczu, a podłoże zadrżało. Usłyszałam głośny wrzask. Niespodziewanie pod moimi stopami otworzyła się głęboka przepaść, najeżona białymi kłami i wypełniona skręconym, różowawym językiem. Zachwiałam się i wpadłam w mroczną czeluść.
Krzyczałam w niebogłosy. Moja poprzednia radość się całkowicie ulotniła, a zastąpiła ją lodowata panika Zahaczałam raz po raz o ostre zębiszcza, które zaczęły się robić coraz dłuższe i i większe. Oplótł mnie długi jęzor potwora i mocno zdusił. "Boże, chyba umieram". Ta przerażająca myśl zmroziła mi serce, zaciekle walczące z brakiem tlenu.
I nagle stwór wrzasnął wściekle. Fala dźwiękowa mnie ogłuszyła, a kurczący spazmatycznie język odebrał dech. Ostatnim, co zobaczyłam, był wielki, zaostrzony trzonowiec, pędzący prosto w moją stronę.
A potem była juz tylko ciemność.
cdn.
resztę dodam później, w zależności, czy znajdę chwilę ;) hahah :D taki joke :> Lecę gadaać na skypiee, mam nadzieję, że dołączą dziewczyny ;)
Dzisiaj był fazowy dzieeń.. szkoda, że już się kończy! :D
Więcej takich sobót proszę, a najlepiej to by było, gdyby zaczęły się już wakacje ;33
Dzisiaj planuję maraton 'Archiwum X' :D hahaha :D boskoo bd ! :D
Naraziooochaa ! :**
No siema :3
No witam ponownie :D Soreeczka, że tak długo nic nie dodawałam, ale po prostu miałam duużo zajęć i mało weny... hahhahaha :D ale to już raczej za mną ;)
musiałam się obudzić. Po prostu obudzić z tego żalu. Dzięki tym kilku osobom, które były przy mnie i bardzo pozytywnie mnie nastawiały udało mi się ;> A co u Was? Miło by było, zobaczyć jakiś komentarz pod wpisem, niekoniecznie pod tym ;DD Klawiatura nie gryzie, ziomki, piszcie co sądzicie!
- z góry sorki, za taki długi wiersz, ale chciałam się nim podzielić- ;))
Szara satyra.
Tragedia ludzkiego życia,
polega właśnie na tym,
że bliscy jesteśmy utycia,
przez ten nasz dziwny fanatyzm
-nienaturalny-.
Co dzień rozdyma nas
telewizyjna gadka-szmatka,
radiowe przekazy dla mas,
ogólny głośny jazgot
-medialny-.
Tkwimy między życiem
z oper mydlanych,
a życiem własnym
już gorzej reklamowanym.
Bo jesteśmy jak te ludziki zielone,
uwięzione w planie ewakuacji
co zawsze w biegu są uśpione,
w wiecznej panice zamrożone.
Stoją tak po środku,
bez niczego przed sobą,
i za sobą także,
ślepo wierząc białej strzałce,
z tego planu ewakuacji.
strzałka wręcz wrzeszczy i krzyczy:
'Tam idź ludziku!'
A ludzik natychmiast biegnie,
choć to droga do nikąd.
Każdy z nas ma w sobie
coś z takiego ludzika właśnie,
gdy w społeczeństwie jesteśmy szarzy,
pod mediów rozkazem.
Tulą nas te medialne zabobony,
co wieczór do snu układają,
koniczyny, grosiki, na miotle matrony,
co nad ludzkim pechem 'władają'.
Zaś noc nakłada nam na oczy,
swe mroczne knowania,
horroru swąd uroczy,
warty po wsze czasy zapamiętania.
I budzi nas rano,
despotycznego tajmera wrzask,
najlepszego w życia układaniu,
w ustalaniu grafiku dnia.
I idziemy do pracy białą ścieżką,
ludzie zielono-szarzy,
w swej szar-zielonej niedoli,
gdy poglądy nasze klecą,
po kolei każda z gazet.
Bo celebrytów i polityków bycie,
tak bardzo nas przecież rajcuje,
i marzymy, tak bardzo skrycie,
o zamianie ich i naszego życia.
Bo człowieka zajęcie,
to głównie jest marzenie,
o szklanych górach,
o niebieskich migdałach myślenie,
całodobowe bujanie w telewizyjnych chmurach.
-ah, gdyby na marzeniach można było zarabiać.-
Kręcimy swe tryby zapracowane,
do upadłego, tak ciągle nakręcane,
z ukrytej chciwości,
lub całkiem jawnej....
Pracujemy bardzo cięzko !
W jednym tylko celu...
by móc obejrzeć choć jedną
z tych nowych telenoweli ;)
Plus cały zestaw 'faktów',
filmów, spis hitów cenowych,
dokumentów, wywiadów,
bloków reklamowych całodobowych.
Ja coś o tym wiem, bo widziałam,
przez okno niezasłonięte,
wszystkie te klapki na ich oczach zatrzaśnięte,
gdy żują ten caały doczesny chłam.
Gdy wracają już wieczorem,
z własnych myśloodsiewni,
do innych myśloodsiewni,
chowając zmartwienia pod stołem,
od tych zmartwień zniszczonym.
I wyciągną z powrotem te zmartwienia spod stołu,
pogłaszczą je, pomiętoszą, popieszczą,
zasiądą z nimi przed telewizorem,
obejrzą wiadomości.
Jazgot się miele w trybikach,
a olej powoli wysącza z głowy,
bo człowiek ginie gdzieś w neewsweekach,
między sportem a pogodą.
Bo po drugiej stronie szkła,
wszystko jest bardziej możliwe,
lepszych barw nabiera świat,
wygięty i falowany, jak w malignie.
Te problemu spod stołu,
nagle stają się malutkie i śmieszne,
gdy serialowi kochankowie,
schodzą się nareszcie.
Koniec spotu.
Ekran zgasł.
I człowiek zasypia zmęczony,
w świetle starej lampy,
ze zmartwieniem obok głowy,
również zaspanym.
Aż tu się skrada budzik,
łasi się do nóg człowieka,
a potem wspina na półeczkę
i przyczajony na ranek czeka.
Myślę, że utknęliśmy, gdzieś właściwie pomiędzy:
między tele-kanałami w liczbie tysiąc pięć,
a krwawymi pieniędzmi.
A ja już coś o tym wiem,
bo widziałam,
przez domów okna niezasłonięte,
ludzi i ich bezmyślnie zlasowane ciała.
Buuum. Koniec ;> Wytrwaliście do końca ..? hahahah :D Wiersz powstały na matmie , widać, ze mi się na niej ewidentnie nudzi, c nie ? :DD nie ma to jak przemyślenia Oliwki ;) heheh :D
niestety powiem Wam, ze na razie odłożyłam pisanie dalszej części 'Szczęk 4'. Sama już nie wiem, i nie pamiętam, jak to wszystko miało się tam zakończyć.... jak sobie przypomnę, to napiszę ;)
sobota leci ciekawie, w rytmie NDK :D hahaha :D fazaa . byłam na próbie, dzisiaj trochę coś nie pykło, ale i tak jest okeej :D dokopałam się w piwnicy do moich ostatnich szpargałów, ale niestety jeszcze dwa z moich dawnych notatników pozostają zaginione ;< no nic...
na razie się odmeldooowuuuję ! :D
musiałam się obudzić. Po prostu obudzić z tego żalu. Dzięki tym kilku osobom, które były przy mnie i bardzo pozytywnie mnie nastawiały udało mi się ;> A co u Was? Miło by było, zobaczyć jakiś komentarz pod wpisem, niekoniecznie pod tym ;DD Klawiatura nie gryzie, ziomki, piszcie co sądzicie!
- z góry sorki, za taki długi wiersz, ale chciałam się nim podzielić- ;))
Szara satyra.
Tragedia ludzkiego życia,
polega właśnie na tym,
że bliscy jesteśmy utycia,
przez ten nasz dziwny fanatyzm
-nienaturalny-.
Co dzień rozdyma nas
telewizyjna gadka-szmatka,
radiowe przekazy dla mas,
ogólny głośny jazgot
-medialny-.
Tkwimy między życiem
z oper mydlanych,
a życiem własnym
już gorzej reklamowanym.
Bo jesteśmy jak te ludziki zielone,
uwięzione w planie ewakuacji
co zawsze w biegu są uśpione,
w wiecznej panice zamrożone.
Stoją tak po środku,
bez niczego przed sobą,
i za sobą także,
ślepo wierząc białej strzałce,
z tego planu ewakuacji.
strzałka wręcz wrzeszczy i krzyczy:
'Tam idź ludziku!'
A ludzik natychmiast biegnie,
choć to droga do nikąd.
Każdy z nas ma w sobie
coś z takiego ludzika właśnie,
gdy w społeczeństwie jesteśmy szarzy,
pod mediów rozkazem.
Tulą nas te medialne zabobony,
co wieczór do snu układają,
koniczyny, grosiki, na miotle matrony,
co nad ludzkim pechem 'władają'.
Zaś noc nakłada nam na oczy,
swe mroczne knowania,
horroru swąd uroczy,
warty po wsze czasy zapamiętania.
I budzi nas rano,
despotycznego tajmera wrzask,
najlepszego w życia układaniu,
w ustalaniu grafiku dnia.
I idziemy do pracy białą ścieżką,
ludzie zielono-szarzy,
w swej szar-zielonej niedoli,
gdy poglądy nasze klecą,
po kolei każda z gazet.
Bo celebrytów i polityków bycie,
tak bardzo nas przecież rajcuje,
i marzymy, tak bardzo skrycie,
o zamianie ich i naszego życia.
Bo człowieka zajęcie,
to głównie jest marzenie,
o szklanych górach,
o niebieskich migdałach myślenie,
całodobowe bujanie w telewizyjnych chmurach.
-ah, gdyby na marzeniach można było zarabiać.-
Kręcimy swe tryby zapracowane,
do upadłego, tak ciągle nakręcane,
z ukrytej chciwości,
lub całkiem jawnej....
Pracujemy bardzo cięzko !
W jednym tylko celu...
by móc obejrzeć choć jedną
z tych nowych telenoweli ;)
Plus cały zestaw 'faktów',
filmów, spis hitów cenowych,
dokumentów, wywiadów,
bloków reklamowych całodobowych.
Ja coś o tym wiem, bo widziałam,
przez okno niezasłonięte,
wszystkie te klapki na ich oczach zatrzaśnięte,
gdy żują ten caały doczesny chłam.
Gdy wracają już wieczorem,
z własnych myśloodsiewni,
do innych myśloodsiewni,
chowając zmartwienia pod stołem,
od tych zmartwień zniszczonym.
I wyciągną z powrotem te zmartwienia spod stołu,
pogłaszczą je, pomiętoszą, popieszczą,
zasiądą z nimi przed telewizorem,
obejrzą wiadomości.
Jazgot się miele w trybikach,
a olej powoli wysącza z głowy,
bo człowiek ginie gdzieś w neewsweekach,
między sportem a pogodą.
Bo po drugiej stronie szkła,
wszystko jest bardziej możliwe,
lepszych barw nabiera świat,
wygięty i falowany, jak w malignie.
Te problemu spod stołu,
nagle stają się malutkie i śmieszne,
gdy serialowi kochankowie,
schodzą się nareszcie.
Koniec spotu.
Ekran zgasł.
I człowiek zasypia zmęczony,
w świetle starej lampy,
ze zmartwieniem obok głowy,
również zaspanym.
Aż tu się skrada budzik,
łasi się do nóg człowieka,
a potem wspina na półeczkę
i przyczajony na ranek czeka.
Myślę, że utknęliśmy, gdzieś właściwie pomiędzy:
między tele-kanałami w liczbie tysiąc pięć,
a krwawymi pieniędzmi.
A ja już coś o tym wiem,
bo widziałam,
przez domów okna niezasłonięte,
ludzi i ich bezmyślnie zlasowane ciała.
Buuum. Koniec ;> Wytrwaliście do końca ..? hahahah :D Wiersz powstały na matmie , widać, ze mi się na niej ewidentnie nudzi, c nie ? :DD nie ma to jak przemyślenia Oliwki ;) heheh :D
niestety powiem Wam, ze na razie odłożyłam pisanie dalszej części 'Szczęk 4'. Sama już nie wiem, i nie pamiętam, jak to wszystko miało się tam zakończyć.... jak sobie przypomnę, to napiszę ;)
sobota leci ciekawie, w rytmie NDK :D hahaha :D fazaa . byłam na próbie, dzisiaj trochę coś nie pykło, ale i tak jest okeej :D dokopałam się w piwnicy do moich ostatnich szpargałów, ale niestety jeszcze dwa z moich dawnych notatników pozostają zaginione ;< no nic...
na razie się odmeldooowuuuję ! :D
niedziela, 3 marca 2013
Czarne chmuryyy.
I po pogrzebie, po stypie. Wszystko jakby ostygło- każdy stara się zapomnieć. Ale dlaczego mi jest tak trudno ? Jak można wrócić do rzeczywistości, po śmierci? W duchu liczę na to, że świat nie pędzi ku końcowi. Z drugiej strony, to by było nawet wygodne.
A z resztą. Wiem, że za kilka dni mi przejdzie, ten negatywny nastrój, ale pamięć na peewno zostanie. Strach. I nadzieja.
Pustka wierci czarną dziurę,
w samym centrum atmosfery,
na padole, tuż pod chmurą.
I zdziwienie.I niepewność.
Czy dzieje się to, co się dzieje?
Wszystkie dusze mniej lub bardziej
liryczne płaczą.
za wujkiem, bratem, mężem, tatą.
Co dziwniejsze, jak ten człowiek niegdyś kochany,
zmieścił się w małej urnie,
na styk i wymiar, dokładnie upchany?
Może to dlatego, że zniknęły
ulotnej duszy,
niecierpliwe 22 gramy...
Dobrze, że nie było mnie dzisiaj w szkole. Sama przypominam trupa. I fizycznie i psychicznie.
https://www.youtube.com/watch?v=ORvBUL0Vrxk
Dzięki, że jesteście, Dziewczyny :**
Sajonara.
A z resztą. Wiem, że za kilka dni mi przejdzie, ten negatywny nastrój, ale pamięć na peewno zostanie. Strach. I nadzieja.
Pustka wierci czarną dziurę,
w samym centrum atmosfery,
na padole, tuż pod chmurą.
I zdziwienie.I niepewność.
Czy dzieje się to, co się dzieje?
Wszystkie dusze mniej lub bardziej
liryczne płaczą.
za wujkiem, bratem, mężem, tatą.
Co dziwniejsze, jak ten człowiek niegdyś kochany,
zmieścił się w małej urnie,
na styk i wymiar, dokładnie upchany?
Może to dlatego, że zniknęły
ulotnej duszy,
niecierpliwe 22 gramy...
Dobrze, że nie było mnie dzisiaj w szkole. Sama przypominam trupa. I fizycznie i psychicznie.
https://www.youtube.com/watch?v=ORvBUL0Vrxk
Dzięki, że jesteście, Dziewczyny :**
Sajonara.
wtorek, 26 lutego 2013
A miało być.
czarno, czarno, ja po prostu czarno to wszystko widzę.
Przepraszam. Ale znów tak jest, że miało być mega optymistycznie i radośnie, a wyszło... macie trochę złych wieści od Oliwki. ;/ Jutro jadę na pogrzeb. A dzisiaj mam doła. I stworzyłam znowu jakoś mało normalny wiersz.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że złymi emocjami należy się dzielić tak samo jak tymi dobrymi- podzielone złe emocje w końcu znikną, a niepodzielone- zostaną i bd źle wpływać, jak to one.
A więc wrzucam tu to moje smutne arcydzieło.
Te oczy,
szeroko otwarte,
głęboko wpatrzone.
Co widzą,
gdy środek nocy
zbiera żniwo zlęknione?
Czy mrok
przesiąknięty strachem,
ma w sobie coś więcej
niż te zakrwawione ręce?
W ciemnej głębi
mruczy i błyska
myśl nie czysta,
ze smutku pochodna.
Zatarła się granica rzeczywistości,
gdy umarły wszystkie radości,
śmierci swej winne,
i takiej właśnie śmierci godne.
Czuję się bezsilna.
Denerwuje mnie myśl, że cokolwiek bym robiła- czas się nie cofnie.
Dlaczego życie ludzkie jest takie kruche?
Dlaczego nie można niczego zmienić.......
Przepraszam. Ale znów tak jest, że miało być mega optymistycznie i radośnie, a wyszło... macie trochę złych wieści od Oliwki. ;/ Jutro jadę na pogrzeb. A dzisiaj mam doła. I stworzyłam znowu jakoś mało normalny wiersz.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że złymi emocjami należy się dzielić tak samo jak tymi dobrymi- podzielone złe emocje w końcu znikną, a niepodzielone- zostaną i bd źle wpływać, jak to one.
A więc wrzucam tu to moje smutne arcydzieło.
Te oczy,
szeroko otwarte,
głęboko wpatrzone.
Co widzą,
gdy środek nocy
zbiera żniwo zlęknione?
Czy mrok
przesiąknięty strachem,
ma w sobie coś więcej
niż te zakrwawione ręce?
W ciemnej głębi
mruczy i błyska
myśl nie czysta,
ze smutku pochodna.
Zatarła się granica rzeczywistości,
gdy umarły wszystkie radości,
śmierci swej winne,
i takiej właśnie śmierci godne.
Czuję się bezsilna.
Denerwuje mnie myśl, że cokolwiek bym robiła- czas się nie cofnie.
Dlaczego życie ludzkie jest takie kruche?
Dlaczego nie można niczego zmienić.......
niedziela, 24 lutego 2013
...
Jaaaa, wgl, jesteście tam ? Dajcie jakiś znak życiaa, coo? :<
Znalazłam dzisiaj kilka starych listów, kilka starych pamiętników... nie wiem sama, co mam o tym sądzić. I komu właściwie powiedzieć. Tak jest raczej lepiej- tutaj jestem całkowicie anonimowa, nikt mnie nie ocenia, nikt się nie lituje. Ale czy ja tego właśnie nie potrzebuję?
Dobra. Dość. Żadnego więcej filozofowania po kakale, bo mi mózgownicę wywraca na lewą stronę... zaraz się zacznę ubierać tylko na czarno i ogolę się na łyso, albo jeszcze gorzej... ;D
Lewica do prawicy i wszystko razem w dół.
Bo to nie nasza walka, gdy brat zabija swego brata.
Zaczęłam pisać kolejne opowiadaniee... ;) postaram się nie dać wchłonąć życiowej apatii. Łapiecie wgl sens tych dwóch zdań? Pomyślcie nad tym. Bo mimo wszystko one mają sens.
A na razie się odmeldowuję. Sajonara! ;*
Znalazłam dzisiaj kilka starych listów, kilka starych pamiętników... nie wiem sama, co mam o tym sądzić. I komu właściwie powiedzieć. Tak jest raczej lepiej- tutaj jestem całkowicie anonimowa, nikt mnie nie ocenia, nikt się nie lituje. Ale czy ja tego właśnie nie potrzebuję?
Dobra. Dość. Żadnego więcej filozofowania po kakale, bo mi mózgownicę wywraca na lewą stronę... zaraz się zacznę ubierać tylko na czarno i ogolę się na łyso, albo jeszcze gorzej... ;D
Lewica do prawicy i wszystko razem w dół.
Bo to nie nasza walka, gdy brat zabija swego brata.
Zaczęłam pisać kolejne opowiadaniee... ;) postaram się nie dać wchłonąć życiowej apatii. Łapiecie wgl sens tych dwóch zdań? Pomyślcie nad tym. Bo mimo wszystko one mają sens.
A na razie się odmeldowuję. Sajonara! ;*
piątek, 22 lutego 2013
Baśni ciąg dalszy ;)
Cześć ! :D Jak Wam minął dzień? ;> Piąteeeczeeek ! No nareszcie ! :D
BAŚŃ.
- Przede mną nie ma ucieczki.- złowieszczy szept rozległ się w komnacie.- Nigdzie nie można się przede mną schować.
Śmierć powoli zbliżyła się do Księcia i czule pogłaskała rubiny w jego koronie. Spowijała ją ciemność i zimna mgła. Jej długie, ogniste włosy zaczęły drażnić skórę władcy, gdy się nad nim pochyliła.
- Twoje sztuczki są nic niewarte ! - Śmierć zaśmiała się głośno i chrapliwie.
Serce Księcia biło coraz szybciej i szybciej, gotowe w każdej chwili wyrwać się z jego klatki piersiowej. Lodowaty pot oblał go całego, gdy Śmierć usiadła na brzegu łoża.
- Jednak... dzięki Tobie mogłam ostatnio odpocząć... sam posyłałeś do piekła ludzkie dusze, nie chowając ciał zabitych, a topiąc je w fosie... mogłam w końcu się odprężyć!- Śmierć pogładziła go jak nowego ulubieńca. Dreszcze przebiegły mu po plecach.- Jestem ci nawet wdzięczna... - Śmierć uszczypnęła go w policzek niczym stara ciotka i zachichotała.- Mogę za to dać ci to, czego tak bardzo pragniesz!
| Oczy Księcia Czarne Serce zrobiły się okrągłe niczym spodki. Zaczął energicznie kiwać głową.
- A więc dobrze.- Śmierć otworzyła siwe usta i dała mu swoje mroczne tchnienie.- Bądź nieśmiertelny i trwaj aż do końca swego świata !
Książę Czarne Serce poczuł, jak ogarnia go ocean spokoju i szczęścia. Upojony sukcesem wyrzucił liczne ramiona w stronę nieba i spojrzał na niezliczone gwiazdy. Wreszcie poczuł się na swoim miejscu ! Pierwszy raz zasnął bez problemu, nie męczyły go juz także koszmary. Nie zauważył żadnej różnicy. Zatrzeszczał jedak lekceważąco i pogrążył się w marzeniach sennych.
Do samego rana wiatr szumiał w jego zielonej koronie, a o świcie ptaki uwiły gniazda na jego gałęziach- czarnych jak jego dawne serce.
A Śmierć rechotała w głos, wiedząc, że dała nauczkę kolejnemu człowiekowi, który śmiał z nią igrać.
Koniec.
i co , podobało się ? :> Hahahha, gdyby ktoś nie ogranął, Książę zamienił się w drzewo. xD
Ja spaaadaaam ! :D Bd w telewizji maraton z 'Archiwum X' :D Trzymajcie się!
BAŚŃ.
- Przede mną nie ma ucieczki.- złowieszczy szept rozległ się w komnacie.- Nigdzie nie można się przede mną schować.
Śmierć powoli zbliżyła się do Księcia i czule pogłaskała rubiny w jego koronie. Spowijała ją ciemność i zimna mgła. Jej długie, ogniste włosy zaczęły drażnić skórę władcy, gdy się nad nim pochyliła.
- Twoje sztuczki są nic niewarte ! - Śmierć zaśmiała się głośno i chrapliwie.
Serce Księcia biło coraz szybciej i szybciej, gotowe w każdej chwili wyrwać się z jego klatki piersiowej. Lodowaty pot oblał go całego, gdy Śmierć usiadła na brzegu łoża.
- Jednak... dzięki Tobie mogłam ostatnio odpocząć... sam posyłałeś do piekła ludzkie dusze, nie chowając ciał zabitych, a topiąc je w fosie... mogłam w końcu się odprężyć!- Śmierć pogładziła go jak nowego ulubieńca. Dreszcze przebiegły mu po plecach.- Jestem ci nawet wdzięczna... - Śmierć uszczypnęła go w policzek niczym stara ciotka i zachichotała.- Mogę za to dać ci to, czego tak bardzo pragniesz!
| Oczy Księcia Czarne Serce zrobiły się okrągłe niczym spodki. Zaczął energicznie kiwać głową.
- A więc dobrze.- Śmierć otworzyła siwe usta i dała mu swoje mroczne tchnienie.- Bądź nieśmiertelny i trwaj aż do końca swego świata !
Książę Czarne Serce poczuł, jak ogarnia go ocean spokoju i szczęścia. Upojony sukcesem wyrzucił liczne ramiona w stronę nieba i spojrzał na niezliczone gwiazdy. Wreszcie poczuł się na swoim miejscu ! Pierwszy raz zasnął bez problemu, nie męczyły go juz także koszmary. Nie zauważył żadnej różnicy. Zatrzeszczał jedak lekceważąco i pogrążył się w marzeniach sennych.
Do samego rana wiatr szumiał w jego zielonej koronie, a o świcie ptaki uwiły gniazda na jego gałęziach- czarnych jak jego dawne serce.
A Śmierć rechotała w głos, wiedząc, że dała nauczkę kolejnemu człowiekowi, który śmiał z nią igrać.
Koniec.
i co , podobało się ? :> Hahahha, gdyby ktoś nie ogranął, Książę zamienił się w drzewo. xD
Ja spaaadaaam ! :D Bd w telewizji maraton z 'Archiwum X' :D Trzymajcie się!
czwartek, 21 lutego 2013
Nieszczęśliwa baśń. :D
No siemaneczko :D Niestety nie dodaję kolejnej częśći 'szczęk 4'. Nie mogę jej napisać! cały czas wydaje mi się, że jest masakrycznie przesadzona. No to zaczęłam kolejne opowiadanie... ;D
Ale mi wgl zimnooo ! dopiero wróciłam ze szkoły... ;) no i siedzę i się nudzę. :D
A i mam coś dla Waaaas! :>
Tam na góóórzeeee , bo nie mogę przesunąć. ;> moje arcydzieło z zajęć artystycznych :D
Hahahahah, no dooobra, do rzeczy :DBAŚŃ.
Książę Czarne Serce cały trząsł się ze złości. Jego purpurowy płaszcz furkotał głośno, gdy władca szybkim krokiem przemierzał zamek. Stukot pozłacanych ostróg odbijał się donośnym echem od marmurowych ścian, uporczywie wżynając do głów jego zastraszonych sługusów. Książę wysoko i dumnie unosił głowę, nie zaszczycając wzrokiem nawet kawałeczka posadzki. , skąpany w blasku swej wymuszonej chwały.
Stare gobeliny i majestatyczne obrazy, mosiężne świeczniki, nowoczesne bibeloty- wszystko to gasło i kurczyło się w przestrachu, zwijało w pokornych ukłonach, gdy tylko przechodził obok. Z rozmachem otwierał każde napotkane drzwi, nie przejmując się wcale, że ich zdobione klamki żłobią głębokie dziury w ścianach. Przewracał stoły, łamał ulubione krzesła zmarłej żony i wrzeszczał w niebogłosy- dając upust swojej złości.
Książę wpadł do zamkowych lochów niczym huragan i zbeształ strażników za ich nieco spóźnione honory. ekceważąco machając na nich dłonią, skierował się prosto do ostatniej celi, w drugim korytarzu od lewej.
- Ty szarlatanie!- jego głośny krzyk odbił się echem nawet w pobliskich lasach.- Ty szczurzy pomiocie, zdradliwa i oślizgła żmijo !
W głębi celi coś zaszeleściło. Z mroku powoli wyłoniła się pobladła i wychudzona twarz starca.
- Radzę ci, Mości Książę, byś raczej uważał na to co mówisz, i do kogo się zwracasz...!.- w zielonych oczach więźnia pojawił się niebezpieczny błysk, a długa, biała broda zaczęła falować, gdy ten zaczął się opętańczo śmiać.- A najlepiej dla nas wszystkich by było, gdybyś łaskawie poszedł do diabła!
Jego donośny rechot wrzynał się w podświadomość Księcia, odbierając mu jakikolwiek rezon i przewagę. Cofnął się do tyłu zaskoczony, jednak zaraz podszedł jeszcze bliżej.
- Właśnie stałeś się zbędny.- wyszeptał mściwie do starca. Upiorny uśmiech zagościł na jego twarzy. Odwrócił się w stronę strażników.- Zabrać go ! Niech dołączy do reszty kapłanów !
Gdy tylko żołnierze wyprowadzali go z celi, czarodziej zaczął się wić konwulsyjnie. Chude nogi plątały się w poły jego cechowej, granatowej szaty. Książę Czarne Serce jeszcze długo stał w ciemności, z bolesną świadomością, że przegrał. Kolejny raz. Zdziwiony zauważył, że kurczowo trzymał się zardzewiałych krat celi. Powoli puścił żelazny pręt i w milczeniu skierował się do sali tronowej. Nikogo po drodze nie spotkał- każdy, z tych nielicznych mieszkańców pałacu, schował się w swoich komnatach, nie chcąc sie narażać na gniew władcy.
Książę doszedł do ogromnej sali. Odwrócił portret zmarłej żony malunkiem do ściany, jak to ostatnio miał w zwyczaju, zrzucił swój płaszcz na drogi, perski dywan i sztywnym krokiem podszedł do bogatego tronu. Z irytacją strącił z niego wszystkie miękkie poduszki, po czym usiadł na mahoniowym, zimnym drewnie i wpatrzył się w pustą przestrzeń.
Książę nadal słyszał głos maga, chociaż wkoło panowała martwa cisza. Zdał sobie sprawę, że to był już dwudziesty siódmy czarodziej, który zagrał mu na nosie.
- Nie!- książę gdniewnie uderzył pięścią w oparcie tronu.
Królewska duma nie dopuszczała do niego myśli o przegranej, o nie, nie nie! To nie jest jeszcze koniec, a wręcz przeciwnie, dopiero początek! Wystarczy, że odszuka kolejnego kapłana, maga, znachora, wieszcza, kogokolwiek i wyperswaduje mu, siłą, pieniędzmi lub jeszcze inaczej, by ten mu pomógł! Jeszcze jeden, jeszcze tylko jeden, a tym razem na pewno się uda! Musi się udać!
Książę Czarne Serce od lat poszukiwał sposobu na nieśmiertelność. Nie respektował śmierci, nie chciał o niej nawet słuchać! Zamknął się za murami pałacu, by nie musieć oglądać starości. Jednak nie potrafił ukryć się przed czasem, a już tym bardziej go zatrzymać... i stąd wzięła się jego fobia- strach przed śmiercią.
Powoli zatracał się w swoim szaleństwie, doprowadził do przedwczesnej śmierci własnej żony, załamania nerwowego prawie całej służby, powolnego upadku królestwa jak i również do tego, że zapomniał własnego imienia. Jego życiu przyświecał tylko jeden cel: nigdy nie umrzeć.
Książę Czarne Serce rozkazał zniszczyć wszystkie zegary w swoim państwie oraz przyprowadzić każdego, kto choć trochę znał się nam magii. Temu, kto sprawiłby, że Książę nigdy się nie zestarzeje- obiecano bogactwo i połowę królestwa, jednak wszystkim oszustom groziła śmierć w męczarniach. Z początku do pałacu przybywali liczni śmiałkowie, znający zaklęcia odmładzające dla króla, lecz z nieuniknionym upływie czasu było ich coraz mniej. Książę zaczął się starzeć, a magiczne sztuczki jedynie przyspieszały ten proces. Władca gorzkniał. Z dnia na dzień coraz bardziej. Na całe noce zamykał się w garderobie i uważnie się oglądał w lustrze, szukając najmniejszych skaz i zmian, wskazujących jego koniec.
Fosa okalająca zamek szybko zapełniła się krwią i poćwiartowanymi ciałami oszustów. Tego dnia dołączył do nich kolejny. Książę zaś czuł zbliżającą się wielkimi krokami porażkę- w celi został już tylko jeden czarodziej.
Udał się do swoich komnat, nie jedząc żadnego posiłku. Był juz bardzo zmęczony. Zdjął swe królewskie szaty, ubrał koszulę nocną i, nadal w złotej koronie, położył do ogromnego łoża z baldachimem. Łóżko było o wiele za duże, jak dla jednej osoby. Książę czuł w nim jedynie pustkę i samotność, które często nie dawały mu spać.
Nagle , w pokoju coś się poruszyło i władca poczuł, że nie jest w nim sam. W kącie komnaty stała sama Śmierć, dumnie wyprostowana. Książę Czarne Serce zobaczył ją, a jego serce o mało nie stanęło ze strachu. Sparaliżowało go przerażenie. Patrzył prosto w puste oczodoły stwora i czuł, jak zimna nicość powoli go wsysa.
CDN.
Hahahaha, później dodam resztę, bo teraz muszę już lecieć! Trzeba się uczyć, no niestety... ;C
Na razieee ! :*
Ale mi wgl zimnooo ! dopiero wróciłam ze szkoły... ;) no i siedzę i się nudzę. :D
A i mam coś dla Waaaas! :>
Tam na góóórzeeee , bo nie mogę przesunąć. ;> moje arcydzieło z zajęć artystycznych :D
Hahahahah, no dooobra, do rzeczy :DBAŚŃ.
Książę Czarne Serce cały trząsł się ze złości. Jego purpurowy płaszcz furkotał głośno, gdy władca szybkim krokiem przemierzał zamek. Stukot pozłacanych ostróg odbijał się donośnym echem od marmurowych ścian, uporczywie wżynając do głów jego zastraszonych sługusów. Książę wysoko i dumnie unosił głowę, nie zaszczycając wzrokiem nawet kawałeczka posadzki. , skąpany w blasku swej wymuszonej chwały.
Stare gobeliny i majestatyczne obrazy, mosiężne świeczniki, nowoczesne bibeloty- wszystko to gasło i kurczyło się w przestrachu, zwijało w pokornych ukłonach, gdy tylko przechodził obok. Z rozmachem otwierał każde napotkane drzwi, nie przejmując się wcale, że ich zdobione klamki żłobią głębokie dziury w ścianach. Przewracał stoły, łamał ulubione krzesła zmarłej żony i wrzeszczał w niebogłosy- dając upust swojej złości.
Książę wpadł do zamkowych lochów niczym huragan i zbeształ strażników za ich nieco spóźnione honory. ekceważąco machając na nich dłonią, skierował się prosto do ostatniej celi, w drugim korytarzu od lewej.
- Ty szarlatanie!- jego głośny krzyk odbił się echem nawet w pobliskich lasach.- Ty szczurzy pomiocie, zdradliwa i oślizgła żmijo !
W głębi celi coś zaszeleściło. Z mroku powoli wyłoniła się pobladła i wychudzona twarz starca.
- Radzę ci, Mości Książę, byś raczej uważał na to co mówisz, i do kogo się zwracasz...!.- w zielonych oczach więźnia pojawił się niebezpieczny błysk, a długa, biała broda zaczęła falować, gdy ten zaczął się opętańczo śmiać.- A najlepiej dla nas wszystkich by było, gdybyś łaskawie poszedł do diabła!
Jego donośny rechot wrzynał się w podświadomość Księcia, odbierając mu jakikolwiek rezon i przewagę. Cofnął się do tyłu zaskoczony, jednak zaraz podszedł jeszcze bliżej.
- Właśnie stałeś się zbędny.- wyszeptał mściwie do starca. Upiorny uśmiech zagościł na jego twarzy. Odwrócił się w stronę strażników.- Zabrać go ! Niech dołączy do reszty kapłanów !
Gdy tylko żołnierze wyprowadzali go z celi, czarodziej zaczął się wić konwulsyjnie. Chude nogi plątały się w poły jego cechowej, granatowej szaty. Książę Czarne Serce jeszcze długo stał w ciemności, z bolesną świadomością, że przegrał. Kolejny raz. Zdziwiony zauważył, że kurczowo trzymał się zardzewiałych krat celi. Powoli puścił żelazny pręt i w milczeniu skierował się do sali tronowej. Nikogo po drodze nie spotkał- każdy, z tych nielicznych mieszkańców pałacu, schował się w swoich komnatach, nie chcąc sie narażać na gniew władcy.
Książę doszedł do ogromnej sali. Odwrócił portret zmarłej żony malunkiem do ściany, jak to ostatnio miał w zwyczaju, zrzucił swój płaszcz na drogi, perski dywan i sztywnym krokiem podszedł do bogatego tronu. Z irytacją strącił z niego wszystkie miękkie poduszki, po czym usiadł na mahoniowym, zimnym drewnie i wpatrzył się w pustą przestrzeń.
Książę nadal słyszał głos maga, chociaż wkoło panowała martwa cisza. Zdał sobie sprawę, że to był już dwudziesty siódmy czarodziej, który zagrał mu na nosie.
- Nie!- książę gdniewnie uderzył pięścią w oparcie tronu.
Królewska duma nie dopuszczała do niego myśli o przegranej, o nie, nie nie! To nie jest jeszcze koniec, a wręcz przeciwnie, dopiero początek! Wystarczy, że odszuka kolejnego kapłana, maga, znachora, wieszcza, kogokolwiek i wyperswaduje mu, siłą, pieniędzmi lub jeszcze inaczej, by ten mu pomógł! Jeszcze jeden, jeszcze tylko jeden, a tym razem na pewno się uda! Musi się udać!
Książę Czarne Serce od lat poszukiwał sposobu na nieśmiertelność. Nie respektował śmierci, nie chciał o niej nawet słuchać! Zamknął się za murami pałacu, by nie musieć oglądać starości. Jednak nie potrafił ukryć się przed czasem, a już tym bardziej go zatrzymać... i stąd wzięła się jego fobia- strach przed śmiercią.
Powoli zatracał się w swoim szaleństwie, doprowadził do przedwczesnej śmierci własnej żony, załamania nerwowego prawie całej służby, powolnego upadku królestwa jak i również do tego, że zapomniał własnego imienia. Jego życiu przyświecał tylko jeden cel: nigdy nie umrzeć.
Książę Czarne Serce rozkazał zniszczyć wszystkie zegary w swoim państwie oraz przyprowadzić każdego, kto choć trochę znał się nam magii. Temu, kto sprawiłby, że Książę nigdy się nie zestarzeje- obiecano bogactwo i połowę królestwa, jednak wszystkim oszustom groziła śmierć w męczarniach. Z początku do pałacu przybywali liczni śmiałkowie, znający zaklęcia odmładzające dla króla, lecz z nieuniknionym upływie czasu było ich coraz mniej. Książę zaczął się starzeć, a magiczne sztuczki jedynie przyspieszały ten proces. Władca gorzkniał. Z dnia na dzień coraz bardziej. Na całe noce zamykał się w garderobie i uważnie się oglądał w lustrze, szukając najmniejszych skaz i zmian, wskazujących jego koniec.
Fosa okalająca zamek szybko zapełniła się krwią i poćwiartowanymi ciałami oszustów. Tego dnia dołączył do nich kolejny. Książę zaś czuł zbliżającą się wielkimi krokami porażkę- w celi został już tylko jeden czarodziej.
Udał się do swoich komnat, nie jedząc żadnego posiłku. Był juz bardzo zmęczony. Zdjął swe królewskie szaty, ubrał koszulę nocną i, nadal w złotej koronie, położył do ogromnego łoża z baldachimem. Łóżko było o wiele za duże, jak dla jednej osoby. Książę czuł w nim jedynie pustkę i samotność, które często nie dawały mu spać.
Nagle , w pokoju coś się poruszyło i władca poczuł, że nie jest w nim sam. W kącie komnaty stała sama Śmierć, dumnie wyprostowana. Książę Czarne Serce zobaczył ją, a jego serce o mało nie stanęło ze strachu. Sparaliżowało go przerażenie. Patrzył prosto w puste oczodoły stwora i czuł, jak zimna nicość powoli go wsysa.
CDN.
Hahahaha, później dodam resztę, bo teraz muszę już lecieć! Trzeba się uczyć, no niestety... ;C
Na razieee ! :*
poniedziałek, 18 lutego 2013
Polityka. Wiersz gniewny.
No cześć, jak tam u Was? :> hmmmmm... u mnie znowu jakoś coś nie idzie. Dałam się wrobić w kolejny, cudownie mi niepotrzebny do niczego konkurs z WOSu! D: Żaaal, całe popołudnie teraz spędzam na kuciu. A to jest tylko jedna, malutka przerwa, która mi w tym momencie 'przysługuje'. Argh, nienawidzę wosu!
,,Pytania mało dyplomatyczne.''
<Światła, kamery, akcja!> :
sztuczny, wyćwiczony uśmiech
i równie sztuczne brawa,
zaczynasz czytać podekscytowany tekst.
Bardzo prosta jest twa rola,
wyglądasz jak Wódz Wielki,
i po prostu masz ich przekonać
do swej skomplikowanej polityki.
I oto zwrot w prawo, do kamery pierwszej!
A potem najazd drugiej kamery
i przytulasz podstawione dziecko do piersi,
przekonując, że wciąż jeszcze masz serce.
<Cięcie!> reżyser krzyczy i już biegnie,
gaszą światła, zbierają sprzęty,
zostajesz sam ze sobą na scenie,
gdy zasypiają wszystkie kamery.
Uśmiech przyklejasz znowu,
wychodzisz na zewnątrz- tam wszyscy cię znają,
wracasz do sztucznie wypełnionego domu,
bijąc się po drodze z myślami.
łapię cię gdzieś za rogiem,
gratuluję <dobrego> występu,
ty przybierasz wyćwiczoną pozę,
ale ja już znam te Twoje wybiegi.
Proponuję wywiad- na co radość twa,
zacierasz ręce z uciechy,
że zareklamujesz swoją twarz,
i przygotowujesz sobie odpowiedzi.
Więc zaczynamy!
Lecz ty jesteś zawiedziony,
bo nie oto miałeś być pytany,
i nie z takich rzeczy strony.
<Co widzisz, gdy gasną światła,
wśród wyuzdanych wspomnień?
Gdy zostajesz ze sobą sam
-czy zasłaniasz twarz dłońmi?
Czy dusze pokrzywdzonych,
z twojej słodkiej winy,
wypełniają twoją głowę,
przy jazgocie telewizji?
Czy dla ciebie to powód do dumy,
gdy po drugiej stronie szkła,
widzisz wymuszoną przychylność tłumu
i siebie, wśród wiwatów i braw?
Czy stajesz tak jak wcześniej,
na próbę i miarę biorąc strach,
przodem do naiwności ludzkiej,
a tyłem do własnych kłamstw?
Jak ci nie wstyd, skoro wiesz,
że ciągle skracasz im życie,
marnując wszystkie minuty i każdy dzień,
na swe polityczne 'bycie'?
Tysiąc zmarnowanych chwil
-bo tyle masz ich na sumieniu,
mówisz 'carpe diem',
a jednak... jest jakiś cel w tym twoim niechceniu?>
Program polityczny desperacko przedstawić chcesz,
lecz to na ostatnie pytanie czas:
<mówiąc to swoje 'carpe diem',
mówisz tylko do siebie, czy do mas?>
Milkniesz, tak mocno speszony!
Spuszczasz ze skruchą głowę?!
Cóż, jestem głęboko zawiedziona,
twoją niezwykle zmienną postawą.
Koniec wywiadu, dziękuję,
zebrałam już cały materiał,
będzie artykuł- winszuję,
bo przecież chciał pan właśnie tego!
Jak się później okazuje,
polityk ze swego urzędu odchodzi,
co jasno świadczy i wskazuje,
że dziś mało jest silnych ludzi.
....
Taki wywiad przydałby się niektórym politykom, c nie? :D A ja... wracam do kucia materiału na konkurs... zapomniałam dodać, że konkurs jest jutro z rana. lool. O,O Po co to komu? po co komu zmuszać do tego ludzi, którzy nie chcą?
Wpadnę gdzieś tak przed północą, i dodam kolejną część 'Szczęk 4' :D hahahah, a na razie:
OYASUUUMI! :DD
,,Pytania mało dyplomatyczne.''
<Światła, kamery, akcja!> :
sztuczny, wyćwiczony uśmiech
i równie sztuczne brawa,
zaczynasz czytać podekscytowany tekst.
Bardzo prosta jest twa rola,
wyglądasz jak Wódz Wielki,
i po prostu masz ich przekonać
do swej skomplikowanej polityki.
I oto zwrot w prawo, do kamery pierwszej!
A potem najazd drugiej kamery
i przytulasz podstawione dziecko do piersi,
przekonując, że wciąż jeszcze masz serce.
<Cięcie!> reżyser krzyczy i już biegnie,
gaszą światła, zbierają sprzęty,
zostajesz sam ze sobą na scenie,
gdy zasypiają wszystkie kamery.
Uśmiech przyklejasz znowu,
wychodzisz na zewnątrz- tam wszyscy cię znają,
wracasz do sztucznie wypełnionego domu,
bijąc się po drodze z myślami.
łapię cię gdzieś za rogiem,
gratuluję <dobrego> występu,
ty przybierasz wyćwiczoną pozę,
ale ja już znam te Twoje wybiegi.
Proponuję wywiad- na co radość twa,
zacierasz ręce z uciechy,
że zareklamujesz swoją twarz,
i przygotowujesz sobie odpowiedzi.
Więc zaczynamy!
Lecz ty jesteś zawiedziony,
bo nie oto miałeś być pytany,
i nie z takich rzeczy strony.
<Co widzisz, gdy gasną światła,
wśród wyuzdanych wspomnień?
Gdy zostajesz ze sobą sam
-czy zasłaniasz twarz dłońmi?
Czy dusze pokrzywdzonych,
z twojej słodkiej winy,
wypełniają twoją głowę,
przy jazgocie telewizji?
Czy dla ciebie to powód do dumy,
gdy po drugiej stronie szkła,
widzisz wymuszoną przychylność tłumu
i siebie, wśród wiwatów i braw?
Czy stajesz tak jak wcześniej,
na próbę i miarę biorąc strach,
przodem do naiwności ludzkiej,
a tyłem do własnych kłamstw?
Jak ci nie wstyd, skoro wiesz,
że ciągle skracasz im życie,
marnując wszystkie minuty i każdy dzień,
na swe polityczne 'bycie'?
Tysiąc zmarnowanych chwil
-bo tyle masz ich na sumieniu,
mówisz 'carpe diem',
a jednak... jest jakiś cel w tym twoim niechceniu?>
Program polityczny desperacko przedstawić chcesz,
lecz to na ostatnie pytanie czas:
<mówiąc to swoje 'carpe diem',
mówisz tylko do siebie, czy do mas?>
Milkniesz, tak mocno speszony!
Spuszczasz ze skruchą głowę?!
Cóż, jestem głęboko zawiedziona,
twoją niezwykle zmienną postawą.
Koniec wywiadu, dziękuję,
zebrałam już cały materiał,
będzie artykuł- winszuję,
bo przecież chciał pan właśnie tego!
Jak się później okazuje,
polityk ze swego urzędu odchodzi,
co jasno świadczy i wskazuje,
że dziś mało jest silnych ludzi.
....
Taki wywiad przydałby się niektórym politykom, c nie? :D A ja... wracam do kucia materiału na konkurs... zapomniałam dodać, że konkurs jest jutro z rana. lool. O,O Po co to komu? po co komu zmuszać do tego ludzi, którzy nie chcą?
Wpadnę gdzieś tak przed północą, i dodam kolejną część 'Szczęk 4' :D hahahah, a na razie:
OYASUUUMI! :DD
niedziela, 17 lutego 2013
Nothing to do here. :D
Hahahahahaha :D Ale suuper ! Znalazłam kolejny brudnopis, który mi zaginął podczas remontu... ;3 hahahahah był u mojej siostry w pokoju, gdzieś w jej garciarni [lol] :D I mój wiersz z wakacji. Chcecie? heehhe, raczej nie macie zbyt dużego wyboru ! :D
Co oznacza
słowo ,,donikąd''?
I gdzie właściwie
prowadzi?
Czy opisuje
wszystko?
Lub właśnie
wszystkiemu wadzi?
Czy jest zaprzeczeniem
ludzkiej świadomości?
Albo życzeniem,
bez spełnienia możliwości...?
Łaaaaa, jutro szkoła, jaki zapłon O,o. I niemiecki maaam! Masakra.. muszę się chyba poddać dzisiaj germanizacji, bo inaczej się nie douczę ! A pani od niemca ma ochotę pożreć mnie żywceeeem.... czemu mnie nie lubi? :> hahahahah, dobrze wieeem, zalazłam jej za skórę xD. Może dodam coś później, więc paaaa ! :D
Co oznacza
słowo ,,donikąd''?
I gdzie właściwie
prowadzi?
Czy opisuje
wszystko?
Lub właśnie
wszystkiemu wadzi?
Czy jest zaprzeczeniem
ludzkiej świadomości?
Albo życzeniem,
bez spełnienia możliwości...?
Łaaaaa, jutro szkoła, jaki zapłon O,o. I niemiecki maaam! Masakra.. muszę się chyba poddać dzisiaj germanizacji, bo inaczej się nie douczę ! A pani od niemca ma ochotę pożreć mnie żywceeeem.... czemu mnie nie lubi? :> hahahahah, dobrze wieeem, zalazłam jej za skórę xD. Może dodam coś później, więc paaaa ! :D
Dzieci :D
już mi o wiele lepiek :3 i napisałam wiersz, wena przyszła dzięki mojej Mamieee :D Jutro idę do szkoły, czyli jakby nic się nie zmieniło. :D hahahahah, i na prośbę dedykuję ten wiersz Nikoli Haręży i Natalii Haręży. :] I oczywiście proszę, żeby nie brać wszystkiego dosłooownieee ! :D
Jestem zwykłym dzieckiem.
Zwykłym dzieckiem z marzeniami.
Zwykłym dzieckiem w różowych okularach.
Wciąż cierpliwie czekam.
Czekam na mojego Piotrusia Pana.
Czekam na własną odwagę między wierszami.
Słyszę mnóstwo rzeczy.
Słyszę bezsensowne dorosłe wrzaski.
Słyszę tysiąc westchnień brzmiących symfonicznie.
Widzę jeszcze więcej rzeczy.
Co dzień słońc zachody i brzaski.
Twarze wykrzywione melodramatycznie.
Widzę, słyszę, ale jednak nie rozumiem.
Nie nadążam za pędem cywilizacji.
Nie rozumiem. Nie chcę zrozumieć.
I stoję tu cały czas.
Stoję w tym samym miejscu.
Stoję, bo jestem tylko dzieckiem.
Wierzę we wszystko.
Wierzę kłamstwom.
Wierzę, przez tą moją naiwność.
Płaczę głośno.
Płaczę, bo zwykle jest mi smutno.
Płaczę i przez moją dziecinność.
Ale śmieję się jeszcze głośniej.
Śmieję się, gdy słyszę śmiech innego człowieka.
Śmieję się, by ktoś inny mógł się uśmiechać.
Walczę ze zmianami,
walczę z kiełkującym we mnie złem.
Bo czytając między wierszami,
znajduję odpowiedź na to , kim jestem:
a jestem tylko zwykłym dzieckiem....
Nie ma co. :D Udane popołudnie. :] A jak u Was? Co sądzicie o wierszu ? Piszcie komentarze ! :]
Jestem zwykłym dzieckiem.
Zwykłym dzieckiem z marzeniami.
Zwykłym dzieckiem w różowych okularach.
Wciąż cierpliwie czekam.
Czekam na mojego Piotrusia Pana.
Czekam na własną odwagę między wierszami.
Słyszę mnóstwo rzeczy.
Słyszę bezsensowne dorosłe wrzaski.
Słyszę tysiąc westchnień brzmiących symfonicznie.
Widzę jeszcze więcej rzeczy.
Co dzień słońc zachody i brzaski.
Twarze wykrzywione melodramatycznie.
Widzę, słyszę, ale jednak nie rozumiem.
Nie nadążam za pędem cywilizacji.
Nie rozumiem. Nie chcę zrozumieć.
I stoję tu cały czas.
Stoję w tym samym miejscu.
Stoję, bo jestem tylko dzieckiem.
Wierzę we wszystko.
Wierzę kłamstwom.
Wierzę, przez tą moją naiwność.
Płaczę głośno.
Płaczę, bo zwykle jest mi smutno.
Płaczę i przez moją dziecinność.
Ale śmieję się jeszcze głośniej.
Śmieję się, gdy słyszę śmiech innego człowieka.
Śmieję się, by ktoś inny mógł się uśmiechać.
Walczę ze zmianami,
walczę z kiełkującym we mnie złem.
Bo czytając między wierszami,
znajduję odpowiedź na to , kim jestem:
a jestem tylko zwykłym dzieckiem....
Nie ma co. :D Udane popołudnie. :] A jak u Was? Co sądzicie o wierszu ? Piszcie komentarze ! :]
Breaking News...
No siemka :> wieeem, ze obiecałam ciąg dalszy opowiadań.... ale coś mnie rozłożyło i w ogóle nie mam siły do działaniaaa.... ;/ dzisiaj spałam tylko trzy godziny.... masakra! umieeraaam ! hahahahahha :D w przerwach zdychania piszę na mini karteczkach samoprzylepnych, to Wam powiem na pocieszenie :3 tyko ciekawe jak ja się w nich później odnajdę...? ;) Nie ważnee ... No więc, do zobaczenia niedłuuugooo ! :D
piątek, 15 lutego 2013
Szczęki 4 :D
Juuuż jesteeem z powrotem :D U ortodonty nie było tak źle, chociaż za kilka miesięcy na pewno bd gorzej... ;> Ale co taaaaam. Na razie jest pozytywnie, optymistycznie i na pewno nie melodramatycznie ;3 Mam dla Was jedno z moich pierwszych opowiadań, a w weekend postaram się wrzucić nowe, bo mam weeeneeee! :DD
SZCZĘKI 4
Z korytarza dobiegało miarowe tykanie starego zegara z kukułką. Dochodziła północ. W pokoju panował mrok, rozpraszany jedynie nikłym światłem jednej świeczki. Wokół niej zgromadziły się cztery stare kobiety. I chociaż świeczka była mała, dawała wystarczająco dużo światła, by móc odnaleźć się w tym rabanie. Pomieszczenie było niezwykle zagracone, wydawało się nie mieć podłogi- bo tak wiele rzeczy walało się po ziemi. Pod odrapanymi ścianami zostały usypane wielkie stosy ubrań, koców i ręczników, mogące konkurować wysokością z Gubałówką. Trochę bliżej środka pokoju leżały wszystkie przedmioty, jakie tylko widziało się w swoim życiu- zaczynając od dziecięcych zabawek, smoczków i gryzaków, książek bez okładek, przyborów kosmetycznych, kolorowych szczoteczek do zębów, a na porcelanowych bibelotach kończąc. W kącie stała stara, zardzewiała klatka dla kanarka, a tuż obok miał swoje miejsce dziurawy stolik, bez jednej nogi, wręcz uginający się pod ciężarem czterech, ogromnych kufli z wodą. Wewnątrz nich pływały cztery sztuczne szczęki. Mocno wybielone i pomarszczone zęby przypominały zgryz podstarzałego wampira.
Z sufitu zwieszały się zwoje podartych i bezbarwnych szmat, prawie że ginących w ciemności. Wszystkie one okalały ciasnym kręgiem kryształowy żyrandol. On jeden w tym pokoju był naprawdę piękny. I przede wszystkim czysty. Pryzmaty błyszczały dostojnie i tajemniczo. Pod nim stał okrągły stół, z ową małą świeczką, wokół której stały cztery stare kobiety.
Ich oczy intensywnie lśniły zielonym blaskiem, a w głębokich zmarszczkach zagościły cienie, czyniąc ich twarze upiornymi. Nic nie mówiły, a jednak w powietrzy wisiały słowa i zdania. Docierały wszędzie i wdzierały się we wszystkie zakamarki.
Nie dało się nie zauważyć, że kobiety były wręcz identyczne. Każda miała wydatne kości policzkowe, takie same małe nosy, lekko zadarte do góry, wąskie, kurczowo zaciśnięte usta. Każda z nich myślała o tym samym- widać to było w ich oczach, gdy wyzierały z nich duma, złość i bezgraniczna nienawiść. Gładko zaczesany do tyłu, siwe włosy odsłaniały wysokie, alabastrowe czoła.
Słowa nabrały tempa, wirując coraz szybciej pod żyrandolem. We wszystkich językach świata, w umarłych dialektach, mieszały się ze sobą, formując upiorny wrzask. A gdy ten jazgot narastał, zewsząd dobiegły krzyki i płacz dzieci. Kobiety niewzruszenie wpatrywały się w chybotliwy płomyk świecy, czekając na koniec tego upiornego pandemonium.
płomyk nagle wystrzelił do góry, zawirował pod żyrandolem i zniżył się do twarzy czarownic. Wbił się mocno w ich oczy, wlał do środka i spalił dusze. Barwa ich oczu zmieniła się ze szmaragdowej na krwistoczerwoną.
Zegar z kukułką zatrzymał się, a świeczka zgasła, pogrążając pokój w nieprzeniknionej ciemności. Po chwili z mroku wynurzyły się cztery pary żarzących się na czerwono oczu...
Cdn.
Hahahahahahaaa, i jak się podoba? :D Każdy, kto po tytule wywnioskował, że będzie o rekinach, niech skomentuuuuje :3 Ja lecę oglądać Simpsonów. jutro dodam ciąg dalszy, jak mi się uda go oczywiście dokończyć... albo będzie kolejna niedokończona część. :>
Papaaaa ! :*
SZCZĘKI 4
Z korytarza dobiegało miarowe tykanie starego zegara z kukułką. Dochodziła północ. W pokoju panował mrok, rozpraszany jedynie nikłym światłem jednej świeczki. Wokół niej zgromadziły się cztery stare kobiety. I chociaż świeczka była mała, dawała wystarczająco dużo światła, by móc odnaleźć się w tym rabanie. Pomieszczenie było niezwykle zagracone, wydawało się nie mieć podłogi- bo tak wiele rzeczy walało się po ziemi. Pod odrapanymi ścianami zostały usypane wielkie stosy ubrań, koców i ręczników, mogące konkurować wysokością z Gubałówką. Trochę bliżej środka pokoju leżały wszystkie przedmioty, jakie tylko widziało się w swoim życiu- zaczynając od dziecięcych zabawek, smoczków i gryzaków, książek bez okładek, przyborów kosmetycznych, kolorowych szczoteczek do zębów, a na porcelanowych bibelotach kończąc. W kącie stała stara, zardzewiała klatka dla kanarka, a tuż obok miał swoje miejsce dziurawy stolik, bez jednej nogi, wręcz uginający się pod ciężarem czterech, ogromnych kufli z wodą. Wewnątrz nich pływały cztery sztuczne szczęki. Mocno wybielone i pomarszczone zęby przypominały zgryz podstarzałego wampira.
Z sufitu zwieszały się zwoje podartych i bezbarwnych szmat, prawie że ginących w ciemności. Wszystkie one okalały ciasnym kręgiem kryształowy żyrandol. On jeden w tym pokoju był naprawdę piękny. I przede wszystkim czysty. Pryzmaty błyszczały dostojnie i tajemniczo. Pod nim stał okrągły stół, z ową małą świeczką, wokół której stały cztery stare kobiety.
Ich oczy intensywnie lśniły zielonym blaskiem, a w głębokich zmarszczkach zagościły cienie, czyniąc ich twarze upiornymi. Nic nie mówiły, a jednak w powietrzy wisiały słowa i zdania. Docierały wszędzie i wdzierały się we wszystkie zakamarki.
Nie dało się nie zauważyć, że kobiety były wręcz identyczne. Każda miała wydatne kości policzkowe, takie same małe nosy, lekko zadarte do góry, wąskie, kurczowo zaciśnięte usta. Każda z nich myślała o tym samym- widać to było w ich oczach, gdy wyzierały z nich duma, złość i bezgraniczna nienawiść. Gładko zaczesany do tyłu, siwe włosy odsłaniały wysokie, alabastrowe czoła.
Słowa nabrały tempa, wirując coraz szybciej pod żyrandolem. We wszystkich językach świata, w umarłych dialektach, mieszały się ze sobą, formując upiorny wrzask. A gdy ten jazgot narastał, zewsząd dobiegły krzyki i płacz dzieci. Kobiety niewzruszenie wpatrywały się w chybotliwy płomyk świecy, czekając na koniec tego upiornego pandemonium.
płomyk nagle wystrzelił do góry, zawirował pod żyrandolem i zniżył się do twarzy czarownic. Wbił się mocno w ich oczy, wlał do środka i spalił dusze. Barwa ich oczu zmieniła się ze szmaragdowej na krwistoczerwoną.
Zegar z kukułką zatrzymał się, a świeczka zgasła, pogrążając pokój w nieprzeniknionej ciemności. Po chwili z mroku wynurzyły się cztery pary żarzących się na czerwono oczu...
Cdn.
Hahahahahahaaa, i jak się podoba? :D Każdy, kto po tytule wywnioskował, że będzie o rekinach, niech skomentuuuuje :3 Ja lecę oglądać Simpsonów. jutro dodam ciąg dalszy, jak mi się uda go oczywiście dokończyć... albo będzie kolejna niedokończona część. :>
Papaaaa ! :*
No dobra. ;D
Wszystko powoli wraca do normalności. W żółwim tempie. No nic. Zaraz idę do ortodonty.... ;/ Wczoraj było źle, ale dzisiaj trzeba już być normalnym, c nie? ;> Ten team nadal jest dla mnie wstrząsający i nie mogę się uspokoić [może to przez ortodontę?], ale dzisiaj jest dzisiaj i życie toczy się dalej. Koniec, kropka. Na razie dodam dwa, z ostatnio odnalezionych wierszy. ;3 Są dosyć stare, no nie powiem, jeden ma ponad trzy lata, a drugi kilka miesięcy... ;D
Wśród piasków mrocznej wieczności,
i ciszy starych pokoleń,
strażnicy stoją kamienni
z wysoko uniesionym czołem.
Milczenie zalega między nimi,
niestrudzenie pilnują tronu,
aż zajmie puste miejsce
dzielny mąż z koroną.
Przepowiedni słowa,
dziś są już zapomniane,
bo zniknęły w bluszczu okowach
zapisane nimi ściany.
Zamek stał się ruiną
a wraz z nim i sala tronowa,
lecz nadzieja ostatnia ginie,
że król ocalić nas zdoła.
Takie tam wymysły młodszej mnie. ;] Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu... d; Okoo , to teraz następny wiersz. :>
W kinie widziałam dziś pewnego chłopca,
siedzieliśmy w jednym rzędzie,
|on cały czas czekał,
lecz na co- nie wiem...
Ja miałam bliskich,
a on był sam.
Nie widział mnie i innych,
nie zauważał przez cały ten czas.
Czekaliśmy razem,
tuż obok, może trochę dalej,
nie chciałam widzieć w jego oczach żalu,
gdy nikt nie nadszedł.
Cisza.
Chłopiec spuścił smutno wzrok
i odszedł w kinowej ciemności,
wyszedł na codzienny, zimny mrok,
nie zauważył tego nikt z publiczności.
Jest chłopcem, którego tak naprawdę nie ma,
nie znam sensu jego istnienia,
tajemnicą dla mnie jest jego imię,
nie wiem, co jego serce kryje.
Lecz ta sytuacja zrodziła pewne pytanie;
gdy będziemy musieli odejść,
czy jakiś ślad po nas zostanie?
Czy ktoś odwróci za nami głowę?
Oto moje dzisiejsze rozmyślanie...
Czasami mamy więcej wspólnego z całkiem obcymi ludźmi niż z najlepszymi przyjaciółmi... Nie dajmy się więc znieczulicy! Patrzcie na innych ze zrozumieniem... a może i Was ktoś zrozumie? :D
Piszcie co sądzicie, możecie mi tu nawet co nieco polubić... ;) Na razie się odmeldowuję!
Bye ! :*
Wśród piasków mrocznej wieczności,
i ciszy starych pokoleń,
strażnicy stoją kamienni
z wysoko uniesionym czołem.
Milczenie zalega między nimi,
niestrudzenie pilnują tronu,
aż zajmie puste miejsce
dzielny mąż z koroną.
Przepowiedni słowa,
dziś są już zapomniane,
bo zniknęły w bluszczu okowach
zapisane nimi ściany.
Zamek stał się ruiną
a wraz z nim i sala tronowa,
lecz nadzieja ostatnia ginie,
że król ocalić nas zdoła.
Takie tam wymysły młodszej mnie. ;] Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu... d; Okoo , to teraz następny wiersz. :>
W kinie widziałam dziś pewnego chłopca,
siedzieliśmy w jednym rzędzie,
|on cały czas czekał,
lecz na co- nie wiem...
Ja miałam bliskich,
a on był sam.
Nie widział mnie i innych,
nie zauważał przez cały ten czas.
Czekaliśmy razem,
tuż obok, może trochę dalej,
nie chciałam widzieć w jego oczach żalu,
gdy nikt nie nadszedł.
Cisza.
Chłopiec spuścił smutno wzrok
i odszedł w kinowej ciemności,
wyszedł na codzienny, zimny mrok,
nie zauważył tego nikt z publiczności.
Jest chłopcem, którego tak naprawdę nie ma,
nie znam sensu jego istnienia,
tajemnicą dla mnie jest jego imię,
nie wiem, co jego serce kryje.
Lecz ta sytuacja zrodziła pewne pytanie;
gdy będziemy musieli odejść,
czy jakiś ślad po nas zostanie?
Czy ktoś odwróci za nami głowę?
Oto moje dzisiejsze rozmyślanie...
Czasami mamy więcej wspólnego z całkiem obcymi ludźmi niż z najlepszymi przyjaciółmi... Nie dajmy się więc znieczulicy! Patrzcie na innych ze zrozumieniem... a może i Was ktoś zrozumie? :D
Piszcie co sądzicie, możecie mi tu nawet co nieco polubić... ;) Na razie się odmeldowuję!
Bye ! :*
czwartek, 14 lutego 2013
Zmiana planów.
miałam dodać coś innego.. ale to w tym momencie najbardziej obrazuje mój nastrój... ;[ Spotkałam dzisiaj kogoś... to było bardzo dziwne. Dosyć mnie to przytłoczyło. I nie wiem, co mam o tym sądzić.
Jestem żalem.
Jestem smutkiem.
Częścią deszczu.
Jestem złością, nienawiścią.
Czasem szczęściem.
Samotnym liściem na drzewie
i jedną nutą w pieśni.
Błędnym wcieleniem
i tylko mglistym istnieniem.
Nawet nie chce mi się go kończyć. Dzisiejsze popołudnie było mocno negatywne i już odczuwam skutki wszystkich decyzji, jakie dzisiaj podjęłam. ;/ A zapowiadało się całkiem inaczej... Nie wiem już, co mnie czeka jutro. To spotkanie i rozmowa... to było straszne.
Pa. Jutro dodam coś lepszego, obiecuję. :*
Sorry, że tak smutno. I przygnębiająco.
Ale...
Jestem żalem.
Jestem smutkiem.
Częścią deszczu.
Jestem złością, nienawiścią.
Czasem szczęściem.
Samotnym liściem na drzewie
i jedną nutą w pieśni.
Błędnym wcieleniem
i tylko mglistym istnieniem.
Nawet nie chce mi się go kończyć. Dzisiejsze popołudnie było mocno negatywne i już odczuwam skutki wszystkich decyzji, jakie dzisiaj podjęłam. ;/ A zapowiadało się całkiem inaczej... Nie wiem już, co mnie czeka jutro. To spotkanie i rozmowa... to było straszne.
Pa. Jutro dodam coś lepszego, obiecuję. :*
Sorry, że tak smutno. I przygnębiająco.
Ale...
Stare-nowe.
No siema. ;D ale suuuuper walentynki ;> Dostałam jedną, czysto teoretyczną walentynkę i znalazłam zaginione wiersze! Sama się zdziwiłam, gdzie właściwie były- bo pod szafą w piwnicy. [?] Wrzucę tu jeden, a następny wieczorem, jeśli będę miała czas... ;D a zapowiada się całkiem nieźle!
Demony nicości-
pożerają nasze człowieczeństwo
i duszą szarą codzienność.
Skryte w cieniu,
nocne mary,
pełne złości i żalu.
Głodne południa
i pełne północy,
tak ciemne dni
i noce ciemniejsze
wypełniają ich żywoty.
Drogowskazem- popiół.
Morze- ostoją.
Spokój razem i gniew.
Świadomość.Lecz tu jej brak.
Kto jest kim?
A kto wrogiem?
Ja... Ty?
Czy Twój niedoszły brat?
Zachachmęcone. ;D Luuubię takie ;> Na razie spaadaaam, muszę pouczyć się na sprawdzian w muzycznej i ogarnąć pokój... ;] Piszcie co sądzicie ! I najważniejsze :
ZOSTAWCIE PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD ! :D
Narsooon! :D
Demony nicości-
pożerają nasze człowieczeństwo
i duszą szarą codzienność.
Skryte w cieniu,
nocne mary,
pełne złości i żalu.
Głodne południa
i pełne północy,
tak ciemne dni
i noce ciemniejsze
wypełniają ich żywoty.
Drogowskazem- popiół.
Morze- ostoją.
Spokój razem i gniew.
Świadomość.Lecz tu jej brak.
Kto jest kim?
A kto wrogiem?
Ja... Ty?
Czy Twój niedoszły brat?
Zachachmęcone. ;D Luuubię takie ;> Na razie spaadaaam, muszę pouczyć się na sprawdzian w muzycznej i ogarnąć pokój... ;] Piszcie co sądzicie ! I najważniejsze :
ZOSTAWCIE PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD ! :D
Narsooon! :D
środa, 13 lutego 2013
Cień. part2.
Aloha, to znowu jaaa :D <no a kto inny> cały dzień zalatany, średni mam nastrój, bo nadal boli mnie noga... ;< Naszła mnie wena i piszę nowy wiersz... może nawet piosenkę, nie wiem jeszcze, bo całkiem życiowy ten pomysł jest... bd się streszczać, bo jutro mam niemiecki. Pani mnie pewnie przemagluje, więc będzie niezła jazda....
CIEŃ.
.... Widziała go.
Lustrowała go dokładnie uważnym wzrokiem, lekko przygryzając dolną wargę. Po chwili wahania podeszła do Cienia i ukucnęła przed nim.
-Yyyy.... jak.... czy... nic ci się nie... stało...?
Jej długie włosy połaskotały Cienia po twarzy. Nic nie odpowiedział - całkiem odebrało mu mowę. Na widok jej anielskiej twarzy zapomniał o całym świecie, a nawet o swoim największym strachu. Po całym jego ciele rozpłynęło się jakieś ciepłe uczucie, a on sam poczuł, jak dosłownie topi się w szczęściu. Serce Cienia radośnie trzepotało , unosząc go do samych chmur. W oczach dziewczyny ujrzał troskę i strach... o jego własne życie. A jeszcze nikt nigdy nie poświęcił mu tylu uczuć na raz.
- Nic ci się nie stało?- dziewczyna zmarszczyła jasne czoło.
Wyciągnęła rękę, by zdjąć mu kaptur z głowy, jednak Cień był szybszy: odtrącił jej dłoń i błyskawicznie odsunął się w tył.
- Nnnie bój się mnie...- dziewczyna uniosła do góry ręce, pokazując, że Cień raczej nie ma się czego obawiać, jednak to ona wyglądała na kogoś, kto ma zamiar jak najszybciej uciec.
Cień pokiwał machinalnie głową. Dla niej mógł jeszcze raz skoczyć z tego wieżowca. I jeszcze raz. Nie ważne o co poprosi- zgodzi się na wszystko.
-Chodź ze mną.- dziewczyna chwyciła go pod ramiona i pomogła wstać. Cień poczuł dreszcze, gdy tylko objęła go w pasie. Spojrzała mu prosto w oczy i mrugnęła wesoło. ;)
Więc poszli, wtapiając się w tłum i tuląc do siebie. Zdawało się , że toną wśród ludzi , którzy niczym nieprzyjazny sztorm starają się ich rozdzielić.
Dziewczyna nie wiedziała, co ma właściwie zrobić. Czy zabrać nieznajomego do szpitala? A może do domu...? Ale co jeśli to jakiś przestępca...? I co mu się właściwie stało? Czemu nikt nie zwrócił na to uwagi? i dlaczego nie jest nawet ranny? W jej głowie kłębił się cały rój pytań, niemożliwie hałaśliwy. Ale mimo wszelkich obaw była niezwykle zaintrygowana Cieniem i postanowiła poznać jego wszystkie sekrety i odkryć nawet te najgorsze tajemnice. Więc bez wahania skierowała się do swojego domu.
A Cień... wyczuwał adrenalinę krążącą w organizmie dziewczyny i przede wszystkim jej ciekawość. Sam jednak bał się momentu, gdy ta ciekawość weźmie górę, i dziewczyna zechce zobaczyć, co właściwie kryje się pod kapturem. Jednak równocześnie nie potrafił się z nią rozstać.
Po kilku minutach zatrzymali się przed niską i zadbaną kamienicą z brunatnej cegły. Dziewczyna zdecydowanie weszła do środka i poprowadziła Cienia na drugie piętro. Z uśmiechem otworzyła drzwi i zaprosiła go do środka.
Gdy tylko przekroczył próg tego mieszkania, Cień poczuł się, jakby wkroczył w inny świat.
We wnętrzu unosił się niezwykły, bardzo słodki zapach. Zapewne pochodził od kwiatów posadzonych w doniczkach na parapecie. Przy oknach i żyrandolach (a było ich całkiem sporo), przy każdej lampie, zawieszone były różnokształtne pryzmaty, rzucające tęczowe refleksy na żółte ściany. Fotele i kanapy usłane były niezliczoną ilością haftowanych poduszek i narzut, a podłogę wyściełał duży, włochaty dywan. Regały i sekretarzyki, ustawiony w dosyć chaotyczny sposób, wręcz uginały się od ilości książek i przedziwnych bibelotów. Na podłodze ustawione były kolorowe świeczuszki, w większości wypalone do połowy. I choć dom wydawał się na pierwszy rzut oka mocno zagracony, tak naprawdę był bardzo przytulny. W tym miejscu czas zdawał się jakby zatrzymywać. Wokół panowała cisza, przetykana jedynie szeptami starych przedmiotów.
Cień wydawał się być gościem nie na miejscu i tak właśnie się czuł. W długim, smolistym płaszczu był całkowitym przeciwieństwem tego wnętrza. Bardzo się wyróżniał i był na całkowitym widoku- i nawet ze swoimi kameleonimi umiejętnościami nic na to nie mógł poradzić.
Dziewczyna zaprowadziła go do kuchni i usadziła na jednym z tych wysokich, dizajnerskich krzeseł. Wyglądał jak nierówna kupka nieszczęść i pecha zmieszanych ze sobą w deszczową pogodę. Zgarbił się i wtulił głowę w ramiona. Czuł, że jego poczynania nie są zbyt racjonalne i że powinien stąd jak najszybciej zniknąć, jednak na miejscu trzymało go coś... właściwie niewytłumaczalnego. Nie mógł oderwać oczu od dziewczyny, a na samą myśl, że musiałby ją zostawić... zalewała go fala zimnej paniki.
- Jestem Bianka.- dziewczyna rzuciła to stwierdzenie gdzieś w stronę Cienia.- A ty jak się nazywasz?
Postawiła przed nim wzorzysty kubek z parująca cieczą i spojrzała wyczekująco.
- Ja nie mam imienia.- Cień zgarbił się jeszcze bardziej i skulił w sobie. Czuł pewien zawód. Naiwnie wierzył, że nie zostanie o nic takiego zapytany.- Ludzie nazywają mnie po prostu cieniem.
- Ale Cień nie może być imieniem!- dziewczyna oburzyła się. Po chwili dłuższej ciszy wzruszyła ramionami.- No nic...
Cień uśmiechnął się. Czyżby go rozumiała? każda chwila z nią była cudowna i marzył, by nigdy się nie skończyła. Liczyło się tylko to, że jest przy niej.
- Trzeba ci opatrzyć rany. - Bianka wyciągnęła z szafki nad zlewem małą apteczkę i zaczęła w niej szperać. Po chwili wyłożyła na stół plastry, bandaże i wodę utlenioną.
- Nie jestem ranny!- Cień podniósł się gwałtownie z krzesła i uciekł pod samą ścianę.
- Kim jesteś...?- dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach. Nie była ani trochę zaniepokojona. Wręcz przeciwnie. Chciała poznać prawdę o nieznajomym za wszelką cenę. Spojrzała butnie prosto w ciemność za kapturem i podeszła do Cienia.
- Zadałaś złe pytanie.- zrezygnowany także się do niej zbliżył. narastała w nim złość, złość za to, że ona chce zniszczyć to, co na razie wykiełkowało między nimi. Hahhaha, musze powiedzieć, że Cień dotał maluuutkiej obsesyjnej i oczywiście nieodwzajemnionej miłości. - Powinnaś raczej zapytać, czym jestem?
Atmosfera stężała. Między nimi można było wyczuć namacalne wręcz napięcie, z obu stron przesiąknięte ukrywanym strachem. W romantycznym filmie, na pewno już dawno by się pocałowali, jednak to nie był film, a juz tym bardziej nie romantyczny... Cień cały trząsł się ze strachu, ale starał się tego nie okazywać. Bianka nie pozostawała mu dłużna- nagle zaczęła się bać, że tajemnica, którą chciała odkryć, może ją tak właściwie przerosnąć.
- A więc czym jesteS?- to pytanie padło po chwili ciszy długiej niczym wieczność. Musiało w końcu paść.
Padło i uniosło sie w górę. Zawisło tuż nad głową Cienia, gotowe zmiażdżyć go swym ciężarem w każdym momencie.
- nie wiem...- głos mu drżał. Był bliski płaczu. Zawsze sam, był wolny od takich uczuć, a kilkadziesiąt minut przebywania z tą dziewczyną sprawiło, że został stworzony od nowa. Osłabiony. Wywrócił się na lewą stronę.
Bianka zaczęła nawijać pasmo jasnych włosów na palec. Lśniły niczym najszczersze złoto, a dla Cienia stały się największym skarbem. Z resztą nie tylko włosy. Cała ona była idealna! Czuł, że widok tej dziewczyny mógłby go tzrymać przy życiu do końca świata, albo i nawet dłużej.
- A więc dowiedzmy się.- Stała tak blisko... wyciągnęła ręce i złapała za krawędź kaptura.
Cień poczuł, jak serce staje mu z przerażenia, gdy ciemny materiał zaczął powoli opadać w tył, odsłaniając go całego. Wstrzymał oddech. Bianka zrobiła to samo.
-Jak... jak wyglądam...?- Cień cały drżał. Zacisnął oczy i czekał w napięciu na odpowiedź Bianki. I chociaż nie wierzył w Boga, prosił go w tej chwili gorąco, by dał mu cielesność.
Rozpaczliwie chciał być człowiekiem. Chociażby dla Bianki. Dla dziewczyny, dzięki której jego serce zaczęło bić na nowo i nabrało ochoty do życia.
-Jak wyglądam?!- Cień krzyknął. Otworzył oczy.,
Bianka zawahała się. Była przerażona, cała się trzęsła.
- Nie wiem.
Cień minął ją bez słowa i wyszedł do przedpokoju, gdzie wcześniej zauważył duże lustro. Musiał w końcu poznać prawdę. W szklanej tafli zobaczył powoli zbliżające się... coś. I chociaż to coś kroczyło jak człowiek i kształtem trochę go przypominało, w całej reszcie było jego przeciwieństwem. Skórę Cienia pokrywały szorstkie, czerwono-srebrne łuski. Jego oczy błyszczały niczym dwa czarne krzemienie, nie było w nich ani jednego jasnego punkcika. Ciemne jak noc usta skrywały trzy rzędy ostrych zębów, białych i błyszczących. Z boków głowy Cienia odsawały spiczaste uszy, nieco trójkątne i zawinięte na końcach jak u nietoperza.
Włosy barwy kruczych piór bezwładnie opadały na wysokie czoło, zasłaniając opalizujący na zielono znak runiczny.Kiedy tylko Cień dojrzał w lustrze Biankę, bojaźliwie wpatrującą się w niego z kuchni, poznał prawdę. Łuski na jego twarzy zaczęły się mienić w tysiącach odcieni granatu i błękitu.
- Jestem potworem.- Cień wyszeptał te dwa okrutne słowa. A Bianka nawet nie próbowała zaprzeczać. Pokiwała głową i spuściła wzrok.
Cień poczuł, jak w jego wnętrzu coś pęka. To wspaniałe, ciepłe uczucie, które go wypełniało, odkąd tylko ujrzał Biankę, nagle go opuściło, gdy tylko usłyszał jej szloch. Poczuł jak cały świat upada i stacza się na dno, ciągnąc go za sobą. Ugięły się pod nim kolana i upadł na podłogę.
Zrozumiał, że to już koniec. Spojrzał ostatni raz na Biankę- niezwykle piękną osobę, targaną niezmiernym przerażeniem. Chciał powiedzieć, że ją kocha. Nie mógł jednak otworzyć ust i pokazać jej tych potwornych kłów. Założył z powrotem kaptur i naciągnął go aż do samego nosa. Zacisnął powieki. Poczuł, jak jego ciało rozpada się na kawałeczki, samo niszczy i rozpada od środka. Zamieniał się w pył, wzlatujący w bezchmurny eter i osiadający na jasnym dywanie. Bianka zaczęła krzyczeć. Cień zginął, przepadł na zawsze....
uuuuffff, skończyłam. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu opowiadań o miłości. Właściwie to nawet nie wiem, czy to była miłość, ale cooo taaam. ;> Piszcie komentarze ! :D Mówcie, co sądzicie. :]
A ja na razie się odmeldowuję. Paaa ;)
CIEŃ.
.... Widziała go.
Lustrowała go dokładnie uważnym wzrokiem, lekko przygryzając dolną wargę. Po chwili wahania podeszła do Cienia i ukucnęła przed nim.
-Yyyy.... jak.... czy... nic ci się nie... stało...?
Jej długie włosy połaskotały Cienia po twarzy. Nic nie odpowiedział - całkiem odebrało mu mowę. Na widok jej anielskiej twarzy zapomniał o całym świecie, a nawet o swoim największym strachu. Po całym jego ciele rozpłynęło się jakieś ciepłe uczucie, a on sam poczuł, jak dosłownie topi się w szczęściu. Serce Cienia radośnie trzepotało , unosząc go do samych chmur. W oczach dziewczyny ujrzał troskę i strach... o jego własne życie. A jeszcze nikt nigdy nie poświęcił mu tylu uczuć na raz.
- Nic ci się nie stało?- dziewczyna zmarszczyła jasne czoło.
Wyciągnęła rękę, by zdjąć mu kaptur z głowy, jednak Cień był szybszy: odtrącił jej dłoń i błyskawicznie odsunął się w tył.
- Nnnie bój się mnie...- dziewczyna uniosła do góry ręce, pokazując, że Cień raczej nie ma się czego obawiać, jednak to ona wyglądała na kogoś, kto ma zamiar jak najszybciej uciec.
Cień pokiwał machinalnie głową. Dla niej mógł jeszcze raz skoczyć z tego wieżowca. I jeszcze raz. Nie ważne o co poprosi- zgodzi się na wszystko.
-Chodź ze mną.- dziewczyna chwyciła go pod ramiona i pomogła wstać. Cień poczuł dreszcze, gdy tylko objęła go w pasie. Spojrzała mu prosto w oczy i mrugnęła wesoło. ;)
Więc poszli, wtapiając się w tłum i tuląc do siebie. Zdawało się , że toną wśród ludzi , którzy niczym nieprzyjazny sztorm starają się ich rozdzielić.
Dziewczyna nie wiedziała, co ma właściwie zrobić. Czy zabrać nieznajomego do szpitala? A może do domu...? Ale co jeśli to jakiś przestępca...? I co mu się właściwie stało? Czemu nikt nie zwrócił na to uwagi? i dlaczego nie jest nawet ranny? W jej głowie kłębił się cały rój pytań, niemożliwie hałaśliwy. Ale mimo wszelkich obaw była niezwykle zaintrygowana Cieniem i postanowiła poznać jego wszystkie sekrety i odkryć nawet te najgorsze tajemnice. Więc bez wahania skierowała się do swojego domu.
A Cień... wyczuwał adrenalinę krążącą w organizmie dziewczyny i przede wszystkim jej ciekawość. Sam jednak bał się momentu, gdy ta ciekawość weźmie górę, i dziewczyna zechce zobaczyć, co właściwie kryje się pod kapturem. Jednak równocześnie nie potrafił się z nią rozstać.
Po kilku minutach zatrzymali się przed niską i zadbaną kamienicą z brunatnej cegły. Dziewczyna zdecydowanie weszła do środka i poprowadziła Cienia na drugie piętro. Z uśmiechem otworzyła drzwi i zaprosiła go do środka.
Gdy tylko przekroczył próg tego mieszkania, Cień poczuł się, jakby wkroczył w inny świat.
We wnętrzu unosił się niezwykły, bardzo słodki zapach. Zapewne pochodził od kwiatów posadzonych w doniczkach na parapecie. Przy oknach i żyrandolach (a było ich całkiem sporo), przy każdej lampie, zawieszone były różnokształtne pryzmaty, rzucające tęczowe refleksy na żółte ściany. Fotele i kanapy usłane były niezliczoną ilością haftowanych poduszek i narzut, a podłogę wyściełał duży, włochaty dywan. Regały i sekretarzyki, ustawiony w dosyć chaotyczny sposób, wręcz uginały się od ilości książek i przedziwnych bibelotów. Na podłodze ustawione były kolorowe świeczuszki, w większości wypalone do połowy. I choć dom wydawał się na pierwszy rzut oka mocno zagracony, tak naprawdę był bardzo przytulny. W tym miejscu czas zdawał się jakby zatrzymywać. Wokół panowała cisza, przetykana jedynie szeptami starych przedmiotów.
Cień wydawał się być gościem nie na miejscu i tak właśnie się czuł. W długim, smolistym płaszczu był całkowitym przeciwieństwem tego wnętrza. Bardzo się wyróżniał i był na całkowitym widoku- i nawet ze swoimi kameleonimi umiejętnościami nic na to nie mógł poradzić.
Dziewczyna zaprowadziła go do kuchni i usadziła na jednym z tych wysokich, dizajnerskich krzeseł. Wyglądał jak nierówna kupka nieszczęść i pecha zmieszanych ze sobą w deszczową pogodę. Zgarbił się i wtulił głowę w ramiona. Czuł, że jego poczynania nie są zbyt racjonalne i że powinien stąd jak najszybciej zniknąć, jednak na miejscu trzymało go coś... właściwie niewytłumaczalnego. Nie mógł oderwać oczu od dziewczyny, a na samą myśl, że musiałby ją zostawić... zalewała go fala zimnej paniki.
- Jestem Bianka.- dziewczyna rzuciła to stwierdzenie gdzieś w stronę Cienia.- A ty jak się nazywasz?
Postawiła przed nim wzorzysty kubek z parująca cieczą i spojrzała wyczekująco.
- Ja nie mam imienia.- Cień zgarbił się jeszcze bardziej i skulił w sobie. Czuł pewien zawód. Naiwnie wierzył, że nie zostanie o nic takiego zapytany.- Ludzie nazywają mnie po prostu cieniem.
- Ale Cień nie może być imieniem!- dziewczyna oburzyła się. Po chwili dłuższej ciszy wzruszyła ramionami.- No nic...
Cień uśmiechnął się. Czyżby go rozumiała? każda chwila z nią była cudowna i marzył, by nigdy się nie skończyła. Liczyło się tylko to, że jest przy niej.
- Trzeba ci opatrzyć rany. - Bianka wyciągnęła z szafki nad zlewem małą apteczkę i zaczęła w niej szperać. Po chwili wyłożyła na stół plastry, bandaże i wodę utlenioną.
- Nie jestem ranny!- Cień podniósł się gwałtownie z krzesła i uciekł pod samą ścianę.
- Kim jesteś...?- dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach. Nie była ani trochę zaniepokojona. Wręcz przeciwnie. Chciała poznać prawdę o nieznajomym za wszelką cenę. Spojrzała butnie prosto w ciemność za kapturem i podeszła do Cienia.
- Zadałaś złe pytanie.- zrezygnowany także się do niej zbliżył. narastała w nim złość, złość za to, że ona chce zniszczyć to, co na razie wykiełkowało między nimi. Hahhaha, musze powiedzieć, że Cień dotał maluuutkiej obsesyjnej i oczywiście nieodwzajemnionej miłości. - Powinnaś raczej zapytać, czym jestem?
Atmosfera stężała. Między nimi można było wyczuć namacalne wręcz napięcie, z obu stron przesiąknięte ukrywanym strachem. W romantycznym filmie, na pewno już dawno by się pocałowali, jednak to nie był film, a juz tym bardziej nie romantyczny... Cień cały trząsł się ze strachu, ale starał się tego nie okazywać. Bianka nie pozostawała mu dłużna- nagle zaczęła się bać, że tajemnica, którą chciała odkryć, może ją tak właściwie przerosnąć.
- A więc czym jesteS?- to pytanie padło po chwili ciszy długiej niczym wieczność. Musiało w końcu paść.
Padło i uniosło sie w górę. Zawisło tuż nad głową Cienia, gotowe zmiażdżyć go swym ciężarem w każdym momencie.
- nie wiem...- głos mu drżał. Był bliski płaczu. Zawsze sam, był wolny od takich uczuć, a kilkadziesiąt minut przebywania z tą dziewczyną sprawiło, że został stworzony od nowa. Osłabiony. Wywrócił się na lewą stronę.
Bianka zaczęła nawijać pasmo jasnych włosów na palec. Lśniły niczym najszczersze złoto, a dla Cienia stały się największym skarbem. Z resztą nie tylko włosy. Cała ona była idealna! Czuł, że widok tej dziewczyny mógłby go tzrymać przy życiu do końca świata, albo i nawet dłużej.
- A więc dowiedzmy się.- Stała tak blisko... wyciągnęła ręce i złapała za krawędź kaptura.
Cień poczuł, jak serce staje mu z przerażenia, gdy ciemny materiał zaczął powoli opadać w tył, odsłaniając go całego. Wstrzymał oddech. Bianka zrobiła to samo.
-Jak... jak wyglądam...?- Cień cały drżał. Zacisnął oczy i czekał w napięciu na odpowiedź Bianki. I chociaż nie wierzył w Boga, prosił go w tej chwili gorąco, by dał mu cielesność.
Rozpaczliwie chciał być człowiekiem. Chociażby dla Bianki. Dla dziewczyny, dzięki której jego serce zaczęło bić na nowo i nabrało ochoty do życia.
-Jak wyglądam?!- Cień krzyknął. Otworzył oczy.,
Bianka zawahała się. Była przerażona, cała się trzęsła.
- Nie wiem.
Cień minął ją bez słowa i wyszedł do przedpokoju, gdzie wcześniej zauważył duże lustro. Musiał w końcu poznać prawdę. W szklanej tafli zobaczył powoli zbliżające się... coś. I chociaż to coś kroczyło jak człowiek i kształtem trochę go przypominało, w całej reszcie było jego przeciwieństwem. Skórę Cienia pokrywały szorstkie, czerwono-srebrne łuski. Jego oczy błyszczały niczym dwa czarne krzemienie, nie było w nich ani jednego jasnego punkcika. Ciemne jak noc usta skrywały trzy rzędy ostrych zębów, białych i błyszczących. Z boków głowy Cienia odsawały spiczaste uszy, nieco trójkątne i zawinięte na końcach jak u nietoperza.
Włosy barwy kruczych piór bezwładnie opadały na wysokie czoło, zasłaniając opalizujący na zielono znak runiczny.Kiedy tylko Cień dojrzał w lustrze Biankę, bojaźliwie wpatrującą się w niego z kuchni, poznał prawdę. Łuski na jego twarzy zaczęły się mienić w tysiącach odcieni granatu i błękitu.
- Jestem potworem.- Cień wyszeptał te dwa okrutne słowa. A Bianka nawet nie próbowała zaprzeczać. Pokiwała głową i spuściła wzrok.
Cień poczuł, jak w jego wnętrzu coś pęka. To wspaniałe, ciepłe uczucie, które go wypełniało, odkąd tylko ujrzał Biankę, nagle go opuściło, gdy tylko usłyszał jej szloch. Poczuł jak cały świat upada i stacza się na dno, ciągnąc go za sobą. Ugięły się pod nim kolana i upadł na podłogę.
Zrozumiał, że to już koniec. Spojrzał ostatni raz na Biankę- niezwykle piękną osobę, targaną niezmiernym przerażeniem. Chciał powiedzieć, że ją kocha. Nie mógł jednak otworzyć ust i pokazać jej tych potwornych kłów. Założył z powrotem kaptur i naciągnął go aż do samego nosa. Zacisnął powieki. Poczuł, jak jego ciało rozpada się na kawałeczki, samo niszczy i rozpada od środka. Zamieniał się w pył, wzlatujący w bezchmurny eter i osiadający na jasnym dywanie. Bianka zaczęła krzyczeć. Cień zginął, przepadł na zawsze....
uuuuffff, skończyłam. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu opowiadań o miłości. Właściwie to nawet nie wiem, czy to była miłość, ale cooo taaam. ;> Piszcie komentarze ! :D Mówcie, co sądzicie. :]
A ja na razie się odmeldowuję. Paaa ;)
wtorek, 12 lutego 2013
Cień. part1
No siemanko. Co tam? Ja siedzę w domuuu... straciłam pół dyskoteki. ;c I zastanawiam się, co Wam tu wstawić. :D nawet nie wiecie, jaki to trudny wybór.... ale coo taaam , idziemy po całości. d;
CIEŃ.
Cień zdawał się nie istnieć. Był niezauważalny. Potrafił doskonale wtapiać się w tło-
jak kameleon. Sunął po ścianach i czaił się w kątach niczym niespełniony duch. Mógł być wszędzie, a jednocześnie nigdzie, a mimo to wręcz ociekał zwykłością. Taki był raczej z natury.
Jednak nie chciał podróżować, nie chciał zdobywać, robić wszystkich tych rzeczy, które właściwie były zabronione. Był ponad to...? Nie raczej nie. Przemawiała przez niego jedynie samotność. Cień był zawieszony między rzeczywistością a fikcją, niewidzialny i ignorowany. Sam nie wiedział, jaki jest sens jego istnienia ani kim właściwie jest. Nigdy nie patrzył w lustro, ponieważ bał się, że nikogo w nim nie zobaczy lub przeciwnie- ujrzy najgorsze monstrum. Jego historia nie jest kolejną, typową bajką na dobranoc ze szczęśliwym zakończeniem. Happyendy są przereklamowane, nie sądzicie? Wracając do opowiadania...
Cień patrzył pusto w przestrzeń. Znajdował się na dachu najwyższego wieżowca w mieście, siedząc na jednym z gzymsów, tuż nad przepaścią. Obserwował ludzi i ich głośne życie. Widział kolorowe auta sunące z rumorem po jezdni, tsunami przechodniów i tłum, rozlany między budynkami niczym morze. Kakofonia przemieszanych ze sobą dźwięków klaksonów, wycia syren oraz gwaru rozmów, była prawdziwą muzyką dla uszu Cienia. Tak bardzo chciał mieć własny udział w człowieczeństwie.... Do głębi poruszały go drobne sprawy ludzi i uwielbiał przyglądać się im z boku. Jednak niezwykle przygnębiał go fakt, że zawsze będzie tylko biernym obserwatorem.
Nagle silny podmuch wiatru uderzył w wieżowiec. Chmara spłoszonym gołębi sfrunęła na niższy budynek, ale Cień nie miał tyle szczęścia. Balansował tuż nad krawędzią, machając w panice rękami. Zachybotał się niebezpiecznie. Stracił równowagę! Po czym runął głową w dół, coraz szybciej pikując w stronę chodnika. Poły jego czarnego płaszcza łomotały pod wpływem pędu powietrza. Serce łomotało mu jak szalone- gotowe w każdej chwili uciec z klatki piersiowej, by schronić się na jakimś z parapetów. No właśnie, parapety! Cień wyciągnął rękę, starając się uchwycić jeden z nich. Zahaczył dłonią o wykusz, jednak zdołał złapać tylko kilka dachówek, które po chwili razem z nim leciały ku ziemi. Czuł narastającą w jego wnętrzu, lodowato zimną świadomość- nie przeżyje tego. Mimowolnie wzruszył ramionami. Czy miał coś do stracenia? Liczba mijanych pięter malała z każdą chwilą, a ziemia była tuż- tuż....
Bum. Cień z impetem uderzył w zimny beton. W płytach chodnikowych utworzyło się pokaźne wgniecenie, upstrzone wyraźnymi pęknięciami. Jednakże ani na nim, ani na żadnym z przechodniów (a było ich całkiem dużo) nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Jakby nic się nie stało. Ludzie omijali miejsce jego upadku, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem, i szli dalej, przed siebie.
Z głębokim westchnieniem Cień zaczął się podnosić z ziemi, gdy nagle zauważył, że jednak ktoś się w niego wpatruje. Podniósł głowę i ujrzał ją w całości. Stała tam, po prostu kilka metrów dalej, wśród morza ludzi całkiem mu obojętnych. Zamarła w pół kroku, patrząc na niego intensywnie. Cień niemal słyszał pracę trybików w jej głowie, gdy analizowała obecną sytuację. Stała jak wryta, potrącana przez innych przechodniów. Było w niej coś niezwykłego. I wcale nie chodziło o głębię czarnych, węglowych oczu ani o piękno długich jasnych włosów, nawet jej piegi nie były nadzwyczajne. Cień był nią zaintrygowany tylko z jednego powodu: widziała go!
cdn, ludzie cdn ;D
Resztę dodam później, bo na razie trzeba szkołę ogarnąć. ;>
Narazieee :D
CIEŃ.
Cień zdawał się nie istnieć. Był niezauważalny. Potrafił doskonale wtapiać się w tło-
jak kameleon. Sunął po ścianach i czaił się w kątach niczym niespełniony duch. Mógł być wszędzie, a jednocześnie nigdzie, a mimo to wręcz ociekał zwykłością. Taki był raczej z natury.
Jednak nie chciał podróżować, nie chciał zdobywać, robić wszystkich tych rzeczy, które właściwie były zabronione. Był ponad to...? Nie raczej nie. Przemawiała przez niego jedynie samotność. Cień był zawieszony między rzeczywistością a fikcją, niewidzialny i ignorowany. Sam nie wiedział, jaki jest sens jego istnienia ani kim właściwie jest. Nigdy nie patrzył w lustro, ponieważ bał się, że nikogo w nim nie zobaczy lub przeciwnie- ujrzy najgorsze monstrum. Jego historia nie jest kolejną, typową bajką na dobranoc ze szczęśliwym zakończeniem. Happyendy są przereklamowane, nie sądzicie? Wracając do opowiadania...
Cień patrzył pusto w przestrzeń. Znajdował się na dachu najwyższego wieżowca w mieście, siedząc na jednym z gzymsów, tuż nad przepaścią. Obserwował ludzi i ich głośne życie. Widział kolorowe auta sunące z rumorem po jezdni, tsunami przechodniów i tłum, rozlany między budynkami niczym morze. Kakofonia przemieszanych ze sobą dźwięków klaksonów, wycia syren oraz gwaru rozmów, była prawdziwą muzyką dla uszu Cienia. Tak bardzo chciał mieć własny udział w człowieczeństwie.... Do głębi poruszały go drobne sprawy ludzi i uwielbiał przyglądać się im z boku. Jednak niezwykle przygnębiał go fakt, że zawsze będzie tylko biernym obserwatorem.
Nagle silny podmuch wiatru uderzył w wieżowiec. Chmara spłoszonym gołębi sfrunęła na niższy budynek, ale Cień nie miał tyle szczęścia. Balansował tuż nad krawędzią, machając w panice rękami. Zachybotał się niebezpiecznie. Stracił równowagę! Po czym runął głową w dół, coraz szybciej pikując w stronę chodnika. Poły jego czarnego płaszcza łomotały pod wpływem pędu powietrza. Serce łomotało mu jak szalone- gotowe w każdej chwili uciec z klatki piersiowej, by schronić się na jakimś z parapetów. No właśnie, parapety! Cień wyciągnął rękę, starając się uchwycić jeden z nich. Zahaczył dłonią o wykusz, jednak zdołał złapać tylko kilka dachówek, które po chwili razem z nim leciały ku ziemi. Czuł narastającą w jego wnętrzu, lodowato zimną świadomość- nie przeżyje tego. Mimowolnie wzruszył ramionami. Czy miał coś do stracenia? Liczba mijanych pięter malała z każdą chwilą, a ziemia była tuż- tuż....
Bum. Cień z impetem uderzył w zimny beton. W płytach chodnikowych utworzyło się pokaźne wgniecenie, upstrzone wyraźnymi pęknięciami. Jednakże ani na nim, ani na żadnym z przechodniów (a było ich całkiem dużo) nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Jakby nic się nie stało. Ludzie omijali miejsce jego upadku, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem, i szli dalej, przed siebie.
Z głębokim westchnieniem Cień zaczął się podnosić z ziemi, gdy nagle zauważył, że jednak ktoś się w niego wpatruje. Podniósł głowę i ujrzał ją w całości. Stała tam, po prostu kilka metrów dalej, wśród morza ludzi całkiem mu obojętnych. Zamarła w pół kroku, patrząc na niego intensywnie. Cień niemal słyszał pracę trybików w jej głowie, gdy analizowała obecną sytuację. Stała jak wryta, potrącana przez innych przechodniów. Było w niej coś niezwykłego. I wcale nie chodziło o głębię czarnych, węglowych oczu ani o piękno długich jasnych włosów, nawet jej piegi nie były nadzwyczajne. Cień był nią zaintrygowany tylko z jednego powodu: widziała go!
cdn, ludzie cdn ;D
Resztę dodam później, bo na razie trzeba szkołę ogarnąć. ;>
Narazieee :D
poniedziałek, 11 lutego 2013
Pierwsze koty za ostatnie płoty. ;D
Siemson ludzie . :)
Wiecie co to jest, nie? Mój pierwszy post, jakby ktoś nie ogarnął. ;>
Okeej, trochę o mnie? d;
Mam prawie 16 lat, siano na głowie, całe mnóstwo zainteresowań, mało czasu do ich realizacji, super przyjaciółki i młodszą ale za to mega wkurzającą siostrę... chodzę do szkoły muzycznej, gram na gitarze i pianinie, słucham dobrej muzy [czyt. rock] ... większość czasu spędzam czytając książki, ale głównie to śpię. Wkurzają mnie pozerzy, <hemoglobina>, tłuste włosy, płatki kukurydziane i kasztany.
Nie będę się rozpisywać, na to przyjdzie czas później. d;
Nara ! :D
Wiecie co to jest, nie? Mój pierwszy post, jakby ktoś nie ogarnął. ;>
Okeej, trochę o mnie? d;
Mam prawie 16 lat, siano na głowie, całe mnóstwo zainteresowań, mało czasu do ich realizacji, super przyjaciółki i młodszą ale za to mega wkurzającą siostrę... chodzę do szkoły muzycznej, gram na gitarze i pianinie, słucham dobrej muzy [czyt. rock] ... większość czasu spędzam czytając książki, ale głównie to śpię. Wkurzają mnie pozerzy, <hemoglobina>, tłuste włosy, płatki kukurydziane i kasztany.
Nie będę się rozpisywać, na to przyjdzie czas później. d;
Nara ! :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)